W 1965 roku, pięć miesięcy przed listem polskich biskupów do biskupów niemieckich, 20 młodych enerdowców pojechało rowerami do Auschwitz. Trójka z nich powtórzyła to po 43 latach. Dziś TVP Historia wyemituje film o ich podróży.

W jednym z filmów emitowanych przez TVP Poznań poseł Prawa i Sprawiedliwości Arkadiusz Mularczyk stwierdził, że „pojednanie polsko-niemieckie było tylko sloganem, za którym nie kryły się faktyczne działania”.

Zapytałem go więc na Twitterze, co powiedzieć Niemcom, którzy swoje życie poświęcili pojednaniu z Polakami? Czy ich życiowa postawa też była tylko sloganem? Wymieniłem mu kilka konkretnych przykładów jak Alfons Erb, Günter Särchen, Lothar Kreyssig czy ks. Manfred Deselaers. Poseł Mularczyk odpisał: „Niestety. Pojednanie bez zadośćuczynienia jest tylko sloganem”. Stwierdził, że mamy „brak traktatu pokojowego z Polską, który regulowałby sprawę reparacji i odszkodowań indywidualnych. Dyskryminacyjny system sądowy stosowany wyłącznie wobec Polaków. Grę na przedawnienie, przemilczenie i zapomnienie”.

Martwi mnie to coraz częstsze uogólnianie i wrzucanie wszystkiego do jednego politycznego worka z napisem „Niemcy są winni”. Osoby, które mają tak duży wpływ na innych, powinny z rozwagą dobierać słowa. Rozumiem, że można dyskutować o tym, czy Niemcy jako państwo powinny Polsce wypłacić reparacje wojenne. Ale czym innym jest twierdzenie, że gesty pojednania konkretnych Niemców były tylko sloganem.

Kiedy w 1965 roku polscy biskupi napisali do swoich niemieckich współbraci pamiętne słowa „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”, spotkali się – mówiąc dzisiejszym językiem – z ogromną falą hejtu. Początkowo nie znaleźli zrozumienia nawet we własnych środowiskach kościelnych. Pojednanie zawsze bowiem implikuje pokorne pochylenie się nad drugim człowiekiem, na co nie wszyscy są gotowi.

Taką postawą pokory charakteryzowali się młodzi chłopcy, którzy w 1965 roku (pięć miesięcy przed listem biskupów) przejechali rowerami w pielgrzymce pokutnej z NRD do byłego obozu Auschwitz-Birkenau. Po ponad 40 latach zaprosiliśmy trzech z nich ponownie na rowery, by przebyć tę samą trasę. Kiedy na terenie byłego obozu zagłady kręciliśmy ostatnie sceny do naszego filmu dokumentalnego „Cicho pod prąd”, w oczach jednego z bohaterów, Konrada Weissa, widziałem łzy. O swoim wstydzie bycia Niemcem opowiedział później w filmie.

„Cicho pod prąd”

Na planie filmu „Cicho pod prąd”

Konrad Weiss i jego współtowarzysze jechali jako młodzi chłopcy. Ich spotkania zaowocowały później polsko-niemieckimi przyjaźniami. Czym zaowocuje za dziesięć lub dwadzieścia lat dzisiejszy antyniemiecki hejt wśród młodych?

I jeszcze jedno: co jeśli Niemcy rzeczywiście wypłacą Polsce wysoką sumę reparacji? Czy wtedy będziemy już pojednani? Bo przecież o to się z posłem Mularczykiem spieramy: o pojednanie między konkretnymi ludźmi.

Do berlińskiego studia postanowiłem zaprosić wspomnianego Konrada Weissa, by skonfrontować go z antyniemieckimi wypowiedziami posła Mularczyka. Oto nasza rozmowa.

O wspomnianej rowerowej pielgrzymce pokutnej z 1965 roku opowiada film dokumentalny „Cicho pod prąd” w reżyserii Tomasza Kyci i Roberta Żurka, który zostanie wyemitowany przez TVP Historia w piątek, 22 grudnia, o godz. 22:50.