Polskość nie kłóci się z otwartością na Innych. Przeciwnie – kontakty z innymi krajami i ludźmi innych narodów wzmagają rozwój kraju i bogacą jego kulturę. Tak było również w historii Puław.

Duch wieje kędy chce, więc cieszę się, że powiał w moją stronę – tym bardziej, że urodziwszy się we wsi Barłogi i ukończywszy Liceum Czartoryskiego w Puławach, w tej cząstce Polski wciąż czuję się tubylcem, u siebie. Ale nagroda cieszy mnie bardziej jako wyraz Państwa poparcia dla sprawy, której staram się służyć. Jaka to sprawa? To sprawa otwartego rozumienia polskości i wielokulturowości.

Wielokulturowość w wypowiedziach części polityków i ideologów nie ma dziś dobrej marki, jest krytykowana, wyszydzana i używana do straszenia. Jest też przedstawiana jako złowrogi wynalazek dzisiejszych czasów. Ale tak nie jest. Wielokulturowość w ustach polityków to tylko strach na wróble, a Puławy są dowodem, że kontakty z innymi narodami i imigracja to rzeczy w historii obecne od dawna i bezcenne dla rozwoju.

Historia Polski, także lokalna, to nie tylko historia etnicznych Polaków i katolików

Ziemia Lubelska rozwinęła się po Unii Polski z Litwą, gdy Litwini przestali nas najeżdżać, a stali się mieszkańcami wspólnego państwa. Wspaniała kaplica zamkowa w Lublinie – ruska, bizantyńska – jest pamiątką tych czasów i przypomnieniem, że z wojowniczymi sąsiadami najlepiej żyć w zgodzie. Sam Lublin był też siedzibą Sejmu polskich Żydów, a mędrcy z Lublina byli znani w całym żydowskim świecie. Swoją mądrość mieli też prości Żydzi puławscy, opisani w pięknej książce profesora Michała Strzemskiego „W blasku menory”.

Rozkwit Puław to koniec wieku XVIII. Wziął się on z połączenia ambicji wywodzącego się z Litwy rodu Czartoryskich z wpływami francuskiego Oświecenia. Do Puław napłynęli wtedy zagraniczni specjaliści – rzemieślnicy, ogrodnicy, nauczyciele – a saksońscy tkacze rozwinęli Końskowolę. Ślady ich obecności pozostały nie tylko na przykościelnym cmentarzu we Włostowicach, lecz także w nazwiskach dzisiejszych mieszkańców: Bartuzi, Diupero, Gede, Opania. Wysoka do dziś tutejsza kultura ogrodnicza od cudzoziemskich ogrodników bierze początek. Zwróćmy uwagę, że polskość od napływu tych cudzoziemców nie ucierpiała – wręcz przeciwnie, Puławy Czartoryskich to po rozbiorach było duchowe serce Polski.

Kolejna faza rozwoju Puław to II połowa wieku XIX. Instytut Rolniczy – od Powstania Styczniowego rosyjski – pod koniec wieku stał się wybitnym zakładem naukowym, w dodatku z atmosferą liberalną. Rozsławiał Puławy w całym Cesarstwie, ściągali tu uczeni z całej Europy, a sam nominalnie rosyjski Instytut wychował wielu pięknych i mężnych Polaków. Profesor Barakow krzewił na wsiach okolicznych kulturę rolną, a jego polscy studenci także oświatę, patriotyzm i postępowe idee społeczne. Rosja, na szczęście ewakuowała się, ale tradycja nauk rolniczych pozostała. To była wielokulturowość w najlepszym wydaniu i z najlepszymi owocami.

Polskość nie kłóci się z otwartością na Innych. Wręcz przeciwnie – kontakty z innymi krajami i ludźmi innych narodów wzmagają rozwój kraju i bogacą jego kulturę. W historii Puław widać to było już dobre dwieście lat przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej.

Ale czy to wszystko ma coś wspólnego z ratowaniem pamięci Żydów i ich zagłady? Owszem, ma.

W tej części Polski Żydzi byli narodem, który mieszkał z nami, a raczej obok nas. Zniknęli z polskiego krajobrazu, wymordowani przez hitlerowskie państwo niemieckie. Jako Polacy nie mogliśmy temu zapobiec, a niewielu – choć nie aż tak niewielu – mogliśmy uratować. Problemem jest to, że nie dość zadbaliśmy o pamięć o Żydach, choć byli to dla nas sąsiedzi, współobywatele i bracia w wierze. Przez długie lata Żydzi byli wykluczeni z pamięci wspólnej, publicznie celebrowanej.

Wykluczenie obejmuje nie tylko sferę socjalną. To może być także wykluczenie jakiejś grupy społecznej – tu: narodowej. Jest ono formą dyskryminacji, krzywdą społeczną. Ludzie, nie tylko pojedyncze osoby, mają prawo do pamięci – a w ilu polskich miasteczkach nie ma śladu po Żydach, było nie było połowie ich mieszkańców? Odbudowa pamięci po puławskich Żydach jednak się zaczęła, w ostatnich latach stanęły jej znaki w Klementowicach, Markuszowie i Kurowie.

Zapomnienie Żydów-sąsiadów jest zubożeniem historii ojczystej. Historia Polski, także lokalna to nie tylko historia etnicznych Polaków i katolików. To nie jest tylko nasza historia – lecz także mniejszości etnicznych i religijnych oraz ich wzajemnych kontaktów, złych i dobrych: takich, które, jak ratowanie Żydów są powodem do dumy i takich, które powinny być przedmiotem zbiorowego wstydu. W Końskowoli zadbano już o stary cmentarz ewangelików, może niedługo zadba się o miejsca rzezi tutejszego getta.

Zapomnienie Żydów-sąsiadów jest zubożeniem historii ojczystej

Przywrócenie pamięci Żydów wzbogaca naszą tożsamość jako Polaków. W Polsce niestety bardzo popularne jest wciąż ciasne, etniczne rozumienie polskości – „Jak Żyd, to nie Polak”, albo „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem ….”. Ale Konstytucja mówi jasno: „My, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej”. Także w spisie powszechnym jest już dana możliwość samookreślenia się jako Polaków i równocześnie jako Niemców, Ukraińców, Żydów itd. Nowoczesne, obywatelskie pojęcie polskości powoli toruje sobie drogę do potocznego myślenia.

Proces przywracania pamięci o Żydach powinien uczynić nas wszystkich bardziej otwartymi na ludzi innych kultur, religii i narodów i bardziej odpornymi na – społecznie nieodpowiedzialne – straszenie nas obcymi, ich religią, obyczajami i chorobami. Wtedy będziemy lepiej funkcjonować w otwartym, wielonarodowym świecie. Kontakty między ludźmi poprzedziły państwowe pojednanie z Niemcami, a kontakty z pracownikami z Ukrainy ułatwią podobny proces między Polską a Ukrainą. W Polsce już nie ma żydowskich miasteczek, ale i bez ich mieszkańców możemy odbudować i przepracować naszą pamięć o Żydach.

A ten wielokulturowy świat do nas napłynie. Jako społeczeństwo starzejemy się, a w dodatku emigracja zabiera z Polski tysiące ludzi młodych i prężnych. Lukę demograficzną, tak jak kraje Zachodu, będziemy musieli zapełniać przybyszami z innych krajów, nawet dla nas egzotycznych (tak samo zresztą jak i my jesteśmy egzotyczni dla nich), a dobrze będzie, jeśli będą chcieć przyjechać akurat do nas. Musimy Innych przyjąć, zaakceptować, rozumieć ich kulturę, szanować ich obyczaje w granicach naszego prawa, w ich religii widzieć taką samą drogę do Boga jak nasza, a w końcu uznać ich za Polaków – obywateli Rzeczypospolitej Polskiej. Ten proces dobrze jest przyspieszyć przez odbudowę pamięci o polskich Żydach, że użyję określenia z pomnika w Kurowie, „naszych sąsiadach”.

Tekst wystąpienia wygłoszonego 24 listopada 2017 r. na uroczystości wręczenia Nagrody Starosty Puławskiego w dziedzinie kultury – za ratowanie pamięci miejscowych Żydów: badania terenowe i publikacje na ten temat, doprowadzoną do końca inicjatywę postawienia w Kurowie pomnika wymordowanych Żydów oraz odkrycie wielu rodzin ratujących Żydów, w tym siedmiu uhonorowanych medalami Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

W zimowym numerze kwartalnika „Więź” prof. Antoni Sułek opublikował tekst „Badacz i świadek drugiej generacji. O ratowaniu lokalnej pamięci zagłady Żydów”. „Więź” można nabyć tutaj.