Funkcjonuje nieraz takie myślenie, że Kościół jest zawsze prowadzony przez Ducha Świętego i nigdy się nie myli. Bardzo trudno wtedy przyznać się do pomyłki – mówił arcybiskup łódzki Grzegorz Ryś podczas dyskusji, która odbyła się dziś w Warszawie.

Debata poświęcona pamięci księdza Stanisława Musiała i jego publicystycznemu dziedzictwu pod tytułem „Czy czarne jest czarne?… czyli, czy przesłanie ks. Musiała jest dziś aktualne” odbyła się w Domu Arcybiskupów Warszawskich.

Rozmawiali metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś, współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów prof. Stanisław Krajewski, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” Adam Michnik, publicysta katolicki i autor książek o Janie Pawle II Janusz Poniewierski. Spotkanie prowadziła Magdalena Czyż.

Poniewierski wspominał kontekst powstania artykułu „Czarne jest czarne” księdza Musiała. Jak mówił, październik 1997 to czas formowania koalicji AWS i Unii Wolności. Premierem został Jerzy Buzek, Bronisław Geremek – ministrem spraw zagranicznych. W tym czasie ks. Henryk Jankowski powiedział publicznie: „Nie można tolerować mniejszości żydowskiej w rządzie”. Jego wypowiedź podchwyciły media. Gdański ksiądz otrzymał roczny zakaz głoszenia kazań od abp. Tadeusza Gocłowskiego. – Tekst miał być krótkim, półstronnicowym komentarzem do tych wydarzeń. Ks. Musiał przyniósł do „Tygodnika Powszechnego” dziesięć stron maszynopisu zapisanych w ciągu jednego dnia. Artykuł przedrukowała „Gazeta Wyborcza”. Od razu wywołał burzę komentarzy, w przeważającej większości pozytywnych – wspominał Poniewierski.

Prof. Krajewski mówił, że poznany przez niego w latach 80. ks. Musiał przeszedł ewolucję w swoim podejściu do spraw żydowskich. Początkowo nie rozumiał żydowskiej wrażliwości. Zmienił się dopiero, gdy został wyznaczony przez kard. Franciszka Macharskiego do prowadzenia mediacji w sprawie oświęcimskiego Karmelu w połowie lat 80. Zakonnice założyły wówczas klasztor na terenie dawnego KL Auschwitz, w budynku obozowego teatru, co wywołało protesty środowisk żydowskich. Ostatecznie wspólnota sióstr przeniosła się w inne miejsce. – Przemiana księdza Musiała napawa otuchą – powiedział Krajewski. – Są na szczęście ludzie, którzy kroczą podobną drogą. Od nas zależy, co zrobimy dziś z profetyzmem jezuity – dodał.

Abp Ryś wyznał, że nie poznał osobiście ks. Musiała. Odniósł się do sprawy konfliktu o obecność klasztoru karmelitanek na terenie obozu. – Jedyną osobą, która rozstrzygnęła spór o Karmel, był Jan Paweł II – zauważył arcybiskup łódzki. – Pamiętam wzruszenie, gdy czytałem list papieża do karmelitanek – wspominał. Dodał, że poruszony był argumentem Jana Pawła II, iż zawsze trzeba się liczyć z wrażliwością bliźnich, którym chcemy pomóc. – Oczywiście znam tekst „Czarne jest czarne”. Ksiądz Musiał jest także współautorem książki na temat mordu rytualnego z 2003 roku. Moim zdaniem to publikacja ważniejsza niż tekst z „Tygodnika Powszechnego” – mówił.

– Gdy słucham arcybiskupa, napawa mnie nadzieja, że ksiądz Musiał nie na darmo nastawiał karku – zaczął redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”. – Moja relacja z księdzem Stanisławem była od początku bardzo serdeczna – wspominał. – Musiał doskonale w swoim tekście pokazuje wszystkie techniki eklezjalne, żeby tak mówić, aby nic nie powiedzieć. Antysemityzm nie był wówczas głównym problemem. Ortodoksyjny ks. Musiał w swoim radykalnym tekście wskazał drogę Kościołowi. O antysemityzmie nie mówił jako modernista, ale ktoś głęboko zatroskany o to, żeby Kościół mówił językiem Ewangelii. Ks. Stanisław miał odwagę zmierzyć się z całą tradycją Kościoła rzymskokatolickiego, ukazać, ile nienawiści było w wystąpieniach księży. Ta nienawiść torowała drogę nazizmowi. Jak zauważył Musiał, chrześcijanie dołożyli rękę do dyskryminacji i wyłączenia Żydów poza społeczeństwo – mówił Michnik. – Z księdzem Stanisławem spotkaliśmy się w twierdzeniu, że od tego jaki będzie katolicyzm, zależeć będzie przyszłość Polski – powiedział.

– Teraz w społeczeństwie nastąpiła polaryzacja. Myślę, że jest więcej ludzi, którzy myślą i działają w duchu ks. Musiała. Bardzo widoczne są też jednak postawy przeciwne. Radio Maryja kiedyś było marginesem, teraz zdaje się znajdować w centrum polskiego Kościoła. Tym bardziej przykład ks. Stanisława jest nam potrzebny – mówił Stanisław Krajewski. – Wśród Żydów są obawy dotyczące społecznego przyzwolenia na postawy antysemickie – dodał.

Podczas wypowiedzi z sali Stanisław Obirek wspominał, że był świadkiem powstawania tekstu „Czarne jest czarne” jako jeden z ówczesnych zakonnych współbraci ks. Musiała. – Stanisław był tytanem, ale człowiekiem pełnym wątpliwości, który obrywał z różnych stron. Jego dziedzictwo z nami pozostanie – mówił.

– Radykalizm ks. Musiała pozwalał ujednolicać i ukazywać sprawy niejednoznaczne. Podobną ewolucję do jego przeszedł o. Kolbe – zauważył Adam Michnik.

Prof. Jan Grosfeld nawiązał do pytania o zmianę w kościelnym podejściu do antysemityzmu. – Dzień Judaizmu jest celebrowany przez niewiele parafii. Dlaczego tak się dzieje? Głos episkopatu nie ma przełożenia na decyzje proboszczów i myślenie wiernych – powiedział. – Niezwykłe, że ksiądz Musiał doskonale wiedział, iż kluczowe dla ortodoksji jest relacja chrześcijan do Żydów – dodał.

Głos zabrał abp Ryś. – Ksiądz Musiał był ortodoksyjny, powtórzył nauczanie zawarte w „Nostra aetate”. Problemem jest przełożenie tego przesłania na myślenie wiernych – zauważył. – Funkcjonuje takie myślenie, że Kościół jest zawsze prowadzony przez Ducha Świętego i nigdy się nie myli. Bardzo trudno jest wtedy przyznać się do pomyłki – mówił arcybiskup łódzki. – Gdybyśmy tylko mówili o ludziach, którzy coś tam wykrzykują, zrobilibyśmy krzywdę osobom, które wykonują pozytywne działanie, żeby zmienić myślenie. Myślę, że nagroda i wpływ księdza Musiała są ważniejsze niż pomnik księdza Jankowskiego – dodał.

Poniewierski zauważył, że w marcu minie 80 lat od urodzin ks. Musiała. Wspominał reakcje władz zakonnych na tekst „Czarne jest czarne”. Jezuiccy przełożeni zarzucili mu wówczas emocjonalność, ale nie mieli zarzutów co do wartości merytorycznej.

– Myślę, że dziś dla wielu katolików coraz więcej spraw wewnątrzkościelnych jest bolesnych. Wysłuchuję wiele takich historii – mówił Poniewierski.

Głos zabrał Zbigniew Nosowski. – Tezy księdza Musiała to był strzał w ósemkę, a nie w dziesiątkę. W „Czarne jest czarne” zabrakło pokazania tego, co jest źródłem antysemityzmu w stylu ks. Jankowskiego. Jego antysemityzm był przecież inny niż nazistowski – gdański proboszcz przedkładał bronienie narodu ponad przykazanie miłości, ważniejsza u niego były wskazania rodzinne niż słowa „Ojca, który jest w niebie” – zauważył redaktor naczelny „Więzi”.

– Warto dziś przypomnieć encyklikę Piusa XI o nazizmie. Analiza styku antysemityzmu, Kościoła i państwa jest wciąż potrzebna – mówił Adam Michnik.

Skoro jest tak dobrze, to czemu nie jest dobrze? – takie pytanie zadał ksiądz Wojciech Lemański. – Doświadczyłem tego samego co ksiądz Musiał: w dialogu polsko-żydowskim Kościół polski nie pomagał, a przeszkadzał – zauważył. – Ludzie czekają na przewodnika, który powie im: to jest bezpieczna i sprawiedliwa droga. W Kościele mamy wiele skarbów, które czekają na odkrycie dla wiernych. Nauczanie o dialogu przypominamy przy konferencjach, a nie przy normalnych uroczystościach. Mamy Sprawiedliwych wśród Narodów Świata i nie mamy żadnego wyniesionego na ołtarze za ratowanie Żydów – mówił.

Abp Ryś nawiązał do swojego zdziwienia tekstem Zofii Kossak-Szczuckiej, która napisała, że „wrogowi trzeba pomóc”. Władysław Bartoszewski tłumaczył mu potem, że ona tak stwierdziła, bo „inaczej nikt by tego nie przeczytał”.

Michnik zauważył, że ONR w swoich źródłach nie był klerykalny. Obóz narodowy zrozumiał jednak, że naród jest katolicki, zatem trzeba to wykorzystać. – Uformował się wówczas mit Polaka endo-katolika. W Polsce, inaczej niż w Europie, tradycje faszystowskie nie były antykatolickie – zauważył. – Jeden z biskupów mówił mi: „Adam, gdyby episkopat krytykował antysemityzm z taką siłą jak walczy z gender, dziś żylibyśmy w innym kraju” – powiedział.

– Są ludzie, którzy traktują Żydów instrumentalnie. Być może niedługo w Toruniu ukaże się książka „Synagoga, prawica, monolog” – żartował na koniec Stanisław Krajewski.