Jeśli Chrystus ma trafić do dusz, to zjednoczenie chrześcijan jest poważnym i zasadniczym środkiem ku temu – mówił abp Karol Wojtyła w homilii z 1964 roku.

Kazanie wygłoszone 25 stycznia 1964 r. w Krakowie. Jego tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 2/2003.

Moi drodzy,

Kończymy dzisiaj, w dniu nawrócenia św. Pawła Apostoła, Oktawę Modlitw o Zjednoczenie Chrześcijan. Jesteśmy tu w Krakowie i w całej Archidiecezji cząstką Kościoła i cząstką chrześcijaństwa. I nasze modlitwy o zjednoczenie chrześcijan są także cząstką tych wszystkich modlitw, jakie w ciągu ubiegłego tygodnia w tej sprawie całe chrześcijaństwo złożyło przed tron Boży.

Modlitwy te – i całego Kościoła, i całego chrześcijaństwa, i także nasze – mają charakter z jednej strony przebłagalny. Przepraszamy Boga w Trójcy Świętej Jedynego, przepraszamy Chrystusa za to, że jesteśmy rozdzieleni. A z drugiej strony są to modlitwy błagalne. Prosimy, uciekamy się do Łaski Chrystusowej i prosimy, abyśmy byli z powrotem zjednoczeni. Taka jest treść modlitw całej oktawy.

Cieszę się z tego, że tegoroczne modlitwy w oktawie zjednoczenia chrześcijan zgromadziły was tak licznie, jak nigdy dotąd. Nigdy chyba jeszcze dotąd podczas Oktawy Modlitw kościół w Krakowie nie był tak zapełniony, jak tego roku. Modlitwa ma także i swoje znaczenie ilościowe: im więcej nas się modli, tym więcej się modlimy. I dlatego też tym bardziej możemy spodziewać się, że będziemy wysłuchani.

To szczególne nasilenie modlitw o zjednoczenie chrześcijan jest jakimś owocem, przede wszystkim działalności ostatnich papieży w tej sprawie. To jest na pewno promieniowanie świetlanego, pełnego miłości, ducha Jana XXIII, który żyje wśród nas. Jemu zawdzięcza Kościół i całe chrześcijaństwo wielką inicjatywę w tej sprawie. To on przecież otworzył erę ekumeniczną Kościoła. On powołał do życia Sekretariat ds. Jedności Chrześcijan. On wreszcie zwołał Sobór Powszechny i jako jeden z celów wyznaczył mu zjednoczenie chrześcijan, cel ekumeniczny. Sobór Watykański II zwołany przez Jana XXIII ma mieć ten podwójny charakter: duszpasterski i ekumeniczny – i ma ten charakter.

Tak liczny i żarliwy udział w Oktawie Modlitw o Zjednoczenie Chrześcijan jest z pewnością także owocem promieniowania Pawła VI, jego wielkiej pokory i jego wielkiej miłości do Chrystusa żyjącego w Kościele. Słyszeliśmy – bo to się głośnym echem odbiło w całym chrześcijaństwie – jak Papież, otwierając drugą sesję Soboru, mówił na temat rozłączenia chrześcijan, jak słowa jego były pełne głębokiej pokory, jak ten Następca Piotra wyznawał nasze również, katolików, winy, które się przyczyniły do rozłączenia i do trwania w rozłączeniu chrześcijan. Widzieliśmy go później w ostatnich już tygodniach, w tym miesiącu, jak stąpał po Drodze Krzyżowej w Jerozolimie – pielgrzym do Ojczyzny Chrystusa. I czuliśmy doskonale, po co tam szedł. Szedł tam do źródła Kościoła, do źródła chrześcijaństwa, z tą nadzieją, z tym przekonaniem, że u źródła, u początku Kościoła i chrześcijaństwa trzeba nam dzisiaj szukać jedności Kościoła i chrześcijaństwa.

Odczuliśmy doskonale intencje tej pielgrzymki Pawła VI, uczestniczyliśmy w niej tak, jak kilka miesięcy temu uczestniczyliśmy w śmierci Jana XXIII, który umierając, ofiarował swe życie za Sobór i zjednoczenie chrześcijan. Nasza modlitwa w oktawie jest owocem, jest wynikiem promieniowania tych wielkich aktów Jana XXIII i Pawła VI.

Na warsztacie Soboru zdałem sprawę z tego, jak wygląda problem ekumenizmu

Ja pragnę tu powiedzieć, jak problem ekumeniczny i sprawa zjednoczenia chrześcijan przedstawia się na Soborze.

Sobór Watykański II – zgodnie z wolą Jana XXIII – wziął tę ważną sprawę na swój warsztat. W czasie pierwszej sesji, zeszłorocznej, tzn. w jesieni 1962 roku, mieliśmy przed oczyma schemat, czyli tekst do dyspozycji, którego tytuł brzmiał: „Ut unum sint” – słowa łacińskie, które po polsku znaczą: „ażeby byli jedno”, słowa wyjęte z modlitwy Pana Jezusa w Wieczerniku zapisane w ewangelii św. Jana: ażeby byli jedno.

Dyskusja nad tym schematem wskazała na różne braki: opracowanie to przygotowane na pierwszą sesję Soboru nie wystarczyło i dlatego na drugiej sesji, w jesieni 1963 roku, mieliśmy przed oczyma inny schemat. Tytuł jego był ściślejszy: „De oecumenismo” – o ekumenizmie. To słowo jest poniekąd nieprzetłumaczalne, ale wszyscy już mniej więcej wiemy, co znaczy. Schemat ten uwzględniał dyskusję z pierwszej sesji i dlatego znalazły się w nim przede wszystkim rozdziały o wszystkich naszych odłączonych Braciach. O ile dawniejszy schemat brał pod uwagę tylko chrześcijan odłączonych na Wschodzie, natomiast pomijał milczeniem Kościoły chrześcijańskie, które odłączyły się w XVI wieku na Zachodzie, to natomiast ten nowy schemat uwzględnia i jednych i drugich: i odłączonych naszych Braci na Wschodzie, tych których nazywamy prawosławnymi – i odłączonych naszych Braci na Zachodzie, tych których nazywamy protestantami.

Prócz tego, zgodnie z postulatami poprzedniej dyskusji soborowej, nowy schemat podaje już jasne zasady ekumenizmu ze stanowiska katolickiego. I wreszcie podaje szereg wskazań i zaleceń praktycznych, w jaki sposób ekumenizm wprowadzać w czyn. Mam tu przed oczyma schemat, jako rozdział II, i przeczytam bodaj tytuły poszczególnych paragrafów, bo te tytuły nazywają właśnie po imieniu poszczególne środki, którymi mamy się posługiwać w drodze do zjednoczenia. A więc: De interiori Ecclesiae renovatione, czyli, że Kościół musi się wewnętrznie odnowić; De conversione cordis – musimy się wszyscy chrześcijanie, a zwłaszcza my – katolicy wewnętrznie nawrócić; De sanctitate vitae – jaśnieć świętością życia; De oratione unanimi – musimy się wspólnie modlić o zjednoczenie chrześcijan; De fratrum mutua cognitione – musimy się poznawać wzajemnie, my katolicy i nasi odłączeni Bracia; De instructione oecumenica – musi w nauczaniu prawd wiary, zarówno w seminariach dla przyszłych kapłanów, jak też i w nauczaniu wiernych, sprawa ekumeniczna zająć odpowiednie miejsce; De modo exprimendi et exponendi doctrinam fidei – prawdy wiary musimy podawać w ich czystej treści, nie akcentując przede wszystkim tego, co nas dzieli, ale to, co nas łączy; De cooperatione cum fratribus – wreszcie we wszystkich dziedzinach, w których jest to możliwe (a jest tych dziedzin bardzo wiele), musimy z naszymi Braćmi odłączonymi współpracować.

Takie są zalecenia i wskazania schematu. Ten nowy schemat został przyjęty. Dyskusja nad nim w czasie ubiegłej sesji jesiennej była ogromnie żywa i bogata. Wiele w tę dyskusję wnosili zwłaszcza biskupi pochodzący z krajów takich jak np. Holandia, Niemcy, Stany Zjednoczone, gdzie katolicy znajdują się czasem w mniejszości, albo stanowią mniej więcej połowę społeczeństwa, natomiast odłączeni Bracia stanowią pokaźną tego społeczeństwa część.

Również wiele wnieśli do dyskusji biskupi wschodni, którzy znów znają z bliska naszych Braci odłączonych na Wschodzie. Biskupi polscy zabierali głos nad każdym rozdziałem.

Schemat został w czasie sesji poszerzony o dwa rozdziały, które jednak nie były jeszcze przedyskutowane. Jeden z nich odnosił się do Narodu Wybranego w Starym Testamencie: de Judeis; drugi, który ma ogromne znaczenie dla sprawy ekumenizmu chrześcijańskiego, nosił tytuł: De libertate religiosa, czyli o wolności religijnej.

Zdałem sprawę z tego, jak wygląda problem ekumenizmu na warsztacie Soboru. Widzimy, że Sobór zajmuje się nim bardzo poważnie i bardzo głęboko. Kościół bowiem czuje – bo pewne sprawy nie tylko poznaje się umysłem, ale także i wyczuwa się sercem; czujemy klimat, czujemy gorący klimat ekumeniczny na auli soborowej. Tak było w czasie pierwszej sesji, kiedy biskupi bardzo zwracali uwagę, ażeby nie utrudniać zbliżenia naszych Braci odłączonych; tak było na drugiej sesji, kiedy wspólnie myśleliśmy nad tym, jakie drogi nas do tego zjednoczenia przybliżają.

Moi drodzy, pragnę wyciągnąć wnioski.

Po pierwszej i po drugiej sesji Soboru sprawa ekumenizmu znajduje się mniej więcej w takim stadium: Musimy – wszyscy chrześcijanie: i my katolicy, i nasi Bracia na Wschodzie, i nasi odłączeni Bracia na Zachodzie – musimy zbliżyć się do siebie tacy, jakimi w tej chwili jesteśmy! Zbliżyć się do siebie tacy, jakimi w tej chwili jesteśmy! To jest ważny i wielki krok naprzód, bo przedtem mniemaliśmy, że tacy, jakimi w tej chwili jesteśmy, nie możemy się do siebie zbliżyć.

Ale to jest tylko stan aktualny tego wielkiego zagadnienia. Widzimy, że taka postawa przenika Kościół. Mamy jeszcze w oczach ten jerozolimski pocałunek Pawła VI i patriarchy Atenagorasa z Konstantynopola, ale równocześnie to jest tylko stan aktualny. Sprawa ekumeniczna ma swoje perspektywy. Chodzi nie tylko o zbliżenie się chrześcijan, chodzi o zjednoczenie chrześcijan.

I ta dalsza perspektywa ekumeniczna, która jest w rękach Boga, ale która jest także i w naszych rękach, ta dalsza perspektywa ekumeniczna na czym polega? Polega na tym, ażeby wyprowadzić jedność chrześcijan i jedność Kościoła z właściwych początków i z właściwych źródeł.

Nie możemy się zjednoczyć tylko na zasadzie jakiegoś kompromisu. Kościół nie jest tylko stowarzyszeniem ludzi, którzy się wzajemnie tolerują. Kościół Chrystusa jest jednością organiczną: to jest ciało, to jest Ciało – Mistyczne Ciało Chrystusa. Ale jedność mistyczna tego Ciała, która równocześnie jest jednością społeczną całego ludu Bożego, musi stopniowo narastać i dojrzewać, aż do momentu, kiedy będzie dojrzała i pełna.

To są perspektywy ekumeniczne, perspektywy dalsze. Te perspektywy znane są Bogu, dla Niego ta przyszłość już jest teraźniejszością w Jego umyśle i w Jego poznaniu. Dla nas ta przyszłość jest przyszłością. Dla nas ta przyszłość jest nawet w dużej mierze – niewiadomą.

Zapytacie mnie, jak mamy postępować?

Odczytałem Wam to, co o środkach zjednoczenia myśli Sobór. Wiecie, co te wszystkie środki znaczą. Te wszystkie środki wskazują, jak my, chrześcijanie, a zwłaszcza my, katolicy, mamy powoli, ale wytrwale współpracować z łaską, która nas do zjednoczenia może doprowadzić. Łaski jesteśmy pewni, musimy tylko dobrze przyswoić sobie metodę współpracy z nią.

Moi Drodzy, sprawa ta ma bardzo głębokie korzenie w człowieku, w naturze ludzkiej, w umyśle, woli, w sercu, tak głębokie korzenie, że człowiek swoją analizą nawet nie potrafi tam sięgnąć. Ale Bóg swoją łaską sięgnie.

Musimy zbliżyć się do siebie tacy, jakimi w tej chwili jesteśmy

A prócz tego sprawa ta ma bardzo daleko idące konsekwencje. Zjednoczenie chrześcijan to nie jest tylko sprawa nasza wewnętrzna, ani wewnętrzna sprawa Kościoła, ani nawet wewnętrzna sprawa całego chrześcijaństwa: wszystkich wyznań i wszystkich Kościołów. To jest, moi drodzy, jakaś wielka sprawa ludzkości. Jeśli my, chrześcijanie, potrafimy się spotkać w pokoju, pojednać, jeśli potrafimy się zjednoczyć – to, moi drodzy, będzie to dla całej ludzkości jakaś olbrzymia lekcja: lekcja wielkiego optymizmu na temat tego, co może człowiek, na temat tego, że życie ludzkie nie musi być oparte na walce, na nienawiści, na przeciwieństwach – tylko, że to życie ludzkości może się oprzeć na pokoju, na jedności, na zrozumieniu, na miłości i znaleźć wspólny mianownik.

Kiedy my się modlimy o zjednoczenie chrześcijan, moi drodzy, to wówczas modlimy się o jakąś wielką sprawę całej ludzkości.

Ludzkość – ta poza Kościołem i poza chrześcijaństwem – tak na to patrzy, wierzcie mi. Może tego głośno nie mówi, ale częściowo, bodaj podświadomie, tego się po nas spodziewa – po nas, chrześcijanach. I to jest zwrot w kierunku Ewangelii, to jest jakieś stopniowe, dyskretne, ale głębokie przyznawanie prawdy, która w niej się zawiera. To jest wielkie dzieło Łaski, ale także – jeśli się spełni – wielkie dzieło człowieka zjednoczonego z Chrystusem i działającego pod wpływem Łaski.

Takie są perspektywy najszersze tej sprawy, o którą się modlimy. Perspektywy najszersze i najdalsze tej sprawy, o którą modliliśmy się tutaj, w kościele ojców dominikanów przez całą Oktawę. Wielkie perspektywy duszpasterskie. Jeśli Ewangelia, jeśli Chrystus ma trafić do dusz, to zjednoczenie chrześcijan jest poważnym i zasadniczym środkiem ku temu. Jeśli ma Chrystus i Ewangelia trafić do dusz powszechnie, szeroko, to zjednoczenie chrześcijan jest wielkim i zasadniczym środkiem ku temu.

Tu, moi drodzy, chodzi o objawienie Boga samego, tak Chrystus postawił tę sprawę. Kiedy się modlił o jedność swoich uczniów, to mówił: „Ojcze, spraw, aby byli jedno tak, jak Ty, Ojcze we Mnie, a Ja w Tobie”. Tu chodzi o objawienie jedności Boga, jedności Trójcy Świętej. A my przez naszą jedność, przez jedność chrześcijan, mamy dać wyraz, mamy dać świadectwo tu na ziemi – wobec wszystkich ludzi, wobec wszystkich sumień, wobec wszystkich serc – mamy dać świadectwo tej nadprzyrodzonej jedności, która jest w Bogu samym, w Trójcy Świętej.

Moi drodzy, to najwyższe perspektywy zjednoczenia chrześcijan. A więc o wielką sprawę modliliśmy się w ciągu całej Oktawy. Trzeba, żebyście modlili się o nią wciąż, żebyście nie ustawali w modlitwie – to jest taki bardzo prosty środek – żebyśmy nie ustawali w modlitwie: „Proście, a otrzymacie …”

Niech ofiara Mszy świętej, która się w swojej części właściwej teraz rozpocznie, będzie naszym wspólnym wołaniem razem z Chrystusem. Tak się módlmy, ażeby nasza modlitwa stawała się Jego modlitwą, nasza ofiara Jego ofiarą. I niech ta ofiara Jednorodzonego Syna Bożego przemówi mocno za nami, za Kościołem, za chrześcijaństwem, za naszymi braćmi odłączonymi, niech przemówi językiem przebłagania, niech przemówi językiem prośby, wielkim wołaniem, niech przemówi za ludzkością całą i niech – z Łaski i Miłosierdzia Boga w Trójcy Świętej Jedynego – zostanie wysłuchana. Amen.

Kazanie wygłoszone 25 stycznia 1964 r. w Krakowie. Jego tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 2/2003.