Do praktykowania wolności konieczna jest sztuka kompromisu. Na tym polega kultura wolnych ludzi, że potrafią z czegoś ustąpić, czasem wręcz ograniczyć swoją wolność, jak Chrystus na krzyżu – mówił dziś ksiądz Adam Boniecki podczas spotkania w Muzeum POLIN.

Bezpośrednio przed samym spotkaniem przed Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN stało jeszcze kilkaset osób, aż do ulicy Anielewicza. Muzeum było już nabite.

Zgromadzonych przywitał Dariusz Stola, dyrektor POLIN, i o. Jacek Siepsiak SJ, dyrektor wydawnictwa WAM. Spotkanie prowadziła Anna Goc z „Tygodnika Powszechnego”.

Zebrani obejrzeli krótki film przygotowany przez Klub „TP”, złożony z wypowiedzi osób, które przekazały ks. Bonieckiemu słowa wsparcia.

Pierwsze pytanie dotyczyło tego, czego ks. Adam obecnie obawia się w Polsce. – Mam nadzieję, że dorośniemy do tego nieszczęsnego daru wolności, jak mówił Tischner. Mam nadzieję, że wciąż się czegoś uczymy. Pokolenie naszych dzieci będzie mądrzejsze o obecne doświadczenie – mówił.

Ks. Boniecki został zapytany o lipcową reformę sądownictwa. – Ludzie, którzy upominali się o niezależność sądów, dobrze wiedzieli o co się upominają – przyznawał. – Władza zawsze sięga po pierwsze po media i po sądy, które z natury są niezależne. Intuicja społeczna była tak trafna, że aż zadziwiająca, wątek obrony sądów potrafił zmobilizować ludzi – mówił.

Marianin zastanawiał się nad tym, czym jest wolność. Zauważył, że nawet więźniowie obozów koncentracyjnych byli wewnętrznie wolni. – Pozostaje życzyć, by każdy z nas pozostał wolny przede wszystkim wewnątrz – powiedział.

– Gdy wiązałem się z moją wspólnotą zakonną, rezygnowałem z jakiegoś obszaru własnej wolności, ograniczyłem ją, ale tak naprawdę zrobiłem z niej użytek. Do wykonywania swojej wolności konieczna jest sztuka kompromisu. Na tym polega kultura wolnych ludzi, że potrafią z czegoś ustąpić, czasem wręcz ograniczyć swoją wolność, jak Chrystus na krzyżu – mówił. – Osobny temat to granice kompromisu – dodał.

Anna Goc przywołała słowa o. Kłoczowskiego, który zauważył, że potrafimy o wolność walczyć, ale nie potrafimy z nią żyć. – Jest pytanie, co my dziś robimy z wolnością. Pytanie do wszystkich: dlaczego zachowujemy się tak okropnie? Jedną z przyczyn jest niepewność własnych przekonań; poczucie, że mój sposób myślenia jest jedyny i trzeba go bronić – mówił marianin. – Nie lubimy się konfrontować, bo panuje ignorancja, wszyscy na wszystkim się dziś znają. Widoczna jest też niedojrzałość społeczeństwa, brak doświadczenia życia z opozycją. U nas, gdy ktoś się różni poglądami, jest wrogiem! To jest upojenie się wolnością „od”, brak natomiast płaszczyzn, które łączą – zauważył zakonnik.

Ks. Boniecki opowiedział historię o tym, jak pewnego dnia odprawiał Mszę św. u redemptorystów w Toruniu. – To wspaniałe, że gdy celebrowaliśmy wspólnie Eucharystię, różnice między nami stały się nieistotne – wspominał. – Są zatem płaszczyzny, w których możemy się spotkać – dodał.

Czy Kościół jest dziś przestrzenią wolności, schronieniem przed zniewoleniem? – pytała Goc. – Mnie do zakonu pociągnęło to, że Kościół był przestrzenią wolną od gry i manipulacji PRL. Tak to odbierałem wtedy i myślę, że do dziś Kościół wciąż taki jest – mówił ks. Adam. – Jest Kościół jako sakrament i jest też personel kościelny. Są święci, wspaniali księża, jest papież Franciszek, ale personel to także odbicie społeczeństwa – zauważył. – Kościół nie jest dziś dobrą marką, jest odbierany obecnie jako przestrzeń zakazów i nakazów. Cudownie, jeśli spotykamy wciąż wspólnoty, które się wspierają, one są nadzieją. Kimś takim jest biskup Ryś, on ogromnie się angażuje we wspólnoty nieformalne – mówił. – Instytucja jest potrzebna, ale zawsze grozi jej to, że ze środków uczyni cel sam w sobie. Kościół ma przybliżać do Boga, a nie tylko zajmować się administracją. Taką postacią był ksiądz Jan Zieja! – dodał. – Kościół jest wspólnotą wspólnot, sama instytucja, niestety, nie jest odbierana jako przestrzeń wolności. Na pierwszy rzut oka współczesny Kościół wszystkiego się boi, sprawia wrażenie zamknięcia – wyznał.

Czy brakuje dziś głosu polskiego Kościoła? – pytała prowadząca. – Starożytna zasada głosi, że uchodzisz za mędrca dopóki milczysz. Czasem wolę, żeby episkopat się nie odzywał. Oczywiście, mnie, prostemu księdzu, brakuje głosu hierarchów, gdy toczy się ważna debata społeczna, np. w kwestii Trybunału. To jest sprawa fundamentalnie ważna i chciałbym usłyszeć głos moich pasterzy. A zamiast tego biskupi wydają list pasterski na temat objawień w Fatimie. To istotne, ale o tym wolałbym mieć komunikat, a cały list lepiej byłoby napisać o strukturach państwowych – mówił. – Gdy przewodniczący episkopatu wysłał latem list do prezydenta po zawetowaniu ustaw, to był news, to było wspaniałe! Myśmy przywykli, że w trudnych sprawach Kościół ostatnio nic nie mówi. W czasach PRL Kościół odegrał pewną rolę – przyznał redaktor senior „Tygodnika Powszechnego”.

Nadszedł czas na pytania z sali. – Co możemy zrobić, by młodzi ludzie nie zostali zarażeni bakcylem nienawiści i nacjonalizmu? – padło pierwsze pytanie.  – W tych formach faszystowskich realizują się ludzie, którzy chcą zaistnieć. Niekoniecznie ich działanie jest przemyślane. Jak to zatrzymać? Konieczne jest, żebyśmy ich nie demonizowali, nie traktowali jak zbrodniarzy, tylko poszczególnych ludzi. Oni nie są wykreśleni z grona tych, których mamy kochać. Trzeba ich oswoić. Ustawami tego nastawienia nie zmienimy – odpowiadał ks. Boniecki.

Kolejna osoba, która zabiera głos, zwracała uwagę na niską frekwencję wyborów. – Właściwie nie ma dziś poczucia związku z państwem. Kiedyś nas to interesowało, wybory w 89 miały świetną frekwencję – mówił marianin.

Czy ksiądz się nie czuje na rozstaju dróg, między byciem przyzwoitym człowiekiem a osobą lojalną wobec zwierzchników? – padło następne pytanie. – Czy to, że nie będę występował w telewizji to jest to brak przyzwoitości? Spokojnie – odpowiadał ksiądz. – Aktywność medialna zawsze była marginesem. Ten dekret nie jest najważniejszą częścią mojego życia. Są studnie, gdzie wciąż mogę się zanurzać. Mogę pisać w „Tygodniku”, mogę się spotkać tutaj z Państwem – dodał. – Ale czy sam powód zakazu księdza nie oburza? – precyzowała kobieta, która zadała pytanie. – Gdy mi stawiają zarzuty, które uznaję za niesłuszne, nie czuję się tym upokorzony, przywykłem – mówił ks. Boniecki.

Czy w kontekście poprzednich księdza wypowiedzi należałoby całkowicie odpuścić nacjonalistom? – brzmiało kolejne pytanie. – Oczywiście są granice tolerancji pewnych zachowań. Chodzi o samo spojrzenie na konkretnych ludzi – odpowiadał ksiądz Adam.

Osoba z sali spytała o to, dlaczego w Kościele świętą jest osoba, która oddała życie za jedno istnienie (o. Kolbe), zaś człowiek oddający życie za wielu (Piotr Szczęsny) już nie. – Myślę, że Pani bardzo upraszcza, to są dwie różne sprawy – zauważył ksiądz. – Odnośnie tego kazania na pogrzebie pana Piotra: zamiast sądzić, stańmy obok człowieka, który zdecydował się na tak dramatyczny krok. Kto go osądza jest bezczelny. Nie mówię, że Pana Piotra kanonizuję, wiem tylko, że pokazał mi, że można tak się przejąć sytuacją w kraju, że życie staje się nieznośne. Nie ma w tej homilii miejsca, które byłoby sprzeczne z nauką Kościoła – mówił ks. Boniecki.

Gdzie jest granica kompromisu? – padło z sali. – Lubię to pytanie. Jako człowiek odpowiadam za różne kompromisy. Gdzie granica? Ja nie potrafię powiedzieć, proszę spytać własnego sumienia – odpowiedział ks. Adam.

– Człowiek, który przepracował wolność, jest wewnętrznie pogodny, wolny od strachu – mówił redaktor senior „TP”, odpowiadając na pytanie dotyczące efektów warsztatów z wolności.

Głos zabrała Maja Komorowska. Mówiła o zagrożeniach płynących ze zmian, które dokonują się w szkolnym nauczaniu historii Polski. – Czy rozumiesz mój niepokój? – pytała aktorka. – Oczywiście, jest to niepokojące – wyznał ks. Boniecki. – Nadzieją jest to, że absurd dochodzi do pewnej granicy i sam siebie zabija. Bańka kiedyś musi pęknąć. Nie dajmy się zdołować! – dodał.

Dlaczego polski Kościół nie słucha Franciszka? – padło z sali. – Widzę analogię do ostatniego Soboru. Papież wydobywa nas z kurzu i przyzwyczajeń. To jest niewygodne. Myśmy sobie urządzili wygodny katolicyzm… Celebrujemy rytuał, który ma związek jedynie z określoną kulturą – odpowiadał ksiądz. – To nie jest problem z Franciszkiem, tylko z Ewangelią i z nami samymi – mówił.

– Mam wrażenie, że Radio Maryja jest smutną parodią kardynała Wyszyńskiego – zauważył ks. Adam pytany o różnice wewnątrzkościelne różnice, które występują na całym świecie. – Kościół jest utopią, Franciszek o tym wie. Idziemy w tym samym kierunku, jedni szybciej, inni wolnej – dodał. – Przyszłością Kościoła są wspólnoty i środowiska, które krytycznie myślą, nie są nerwowe czy agresywne, ich działanie wynika z troski – mówił ks. Adam przy okazji kolejnych pytań. Jako przykład marianin podał relacje kard. Nycza ze środowiskiem „Więzi”.

Spotkanie trwało dwie godziny i zakończyło się owacją na stojąco dla księdza Bonieckiego. Ks. Adam jeszcze długo podpisywał swoje książki i rozmawiał ze słuchaczami.