Sumienie boleśnie gryzie po śmierci 14-letniego chłopca. I choć nie wiadomo, czy rzeczywiście przyczyną jego samobójstwa były uprzedzenia do osób homoseksualnych, to warto zastanowić się nad przygotowaniem systemowej akcji antyprzemocowej ponad podziałami społecznymi i kościelnymi.

Samobójstwo, szczególnie jeśli decydują się na nie dzieci i młodzież, zawsze stanowi wyrzut sumienia dla społeczności. Wyraźnie wskazuje ono, że coś jest nie tak, skoro stojący u progu dojrzałego życia człowiek wolał odebrać sobie życie, zamiast szukać pomocy. Sumienie gryzie jeszcze mocniej, gdy okazuje się, że do tego dramatycznego kroku przyczynili się właśnie ludzie – swoimi uprzedzeniami, agresją, hejtem.

Każdy taki przypadek powinien uwrażliwiać do zadawania bardzo ważnych pytań. Czy dookoła mnie nie ma osób, które nie radzą sobie z otaczającą ich rzeczywistością? Czy moje dzieci lub uczniowie nie przyczyniają się do czyjejś krzywdy? Czy są wrażliwe i otwarte na fakt, że ludzie są i mogą być różni? Czy sam zawsze daję przykład takiej wrażliwości?

Czy moje dzieci lub uczniowie nie przyczyniają się do czyjejś krzywdy?

Wieść o śmierci czternastoletniego Kacpra z Gorczyna dość mocno mnie poruszyła. Choć, jak donosi „Wyborcza”, powody jego samobójstwa nie muszą być tak jednoznaczne, jak oceniali dziennikarze, publicyści i internauci, to tym bardziej warto napisać o problemie uprzedzeń w stosunku do osób homoseksualnych (i nie tylko!) zanim dojdzie do kolejnej tragedii. Przy okazji śmierci Kacpra przypomniało mi się podobne zdarzenie sprzed dwóch lat – historia Dominika z Bieżunia. Po opublikowaniu komentarza na Facebooku rozmawiałem wówczas z wieloma znajomymi księżmi, dziennikarzami, działaczami. Każdy czuł, że coś trzeba zrobić, że nie można tak tego zostawić. I nic nie zrobiliśmy…


Zarówno Dominik, jak i Kacper – o ile potwierdzą się w jego sprawie doniesienia Nowej TV – przez szkolnych znajomych doświadczyli prześladowania i agresji w związku z przypisywaną im homoseksualnością. Oczywiście jest prawdą, że dzieci potrafią być bardzo okrutne i brutalne z wielu powodów, że często znajdują sobie „kozły ofiarne” do gnębienia. Tak było i jest, ale to nie znaczy, że możemy przechodzić nad tym do porządku dziennego, przymykać na to oko. Nie możemy zakładać, że  skoro wielu sobie poradziło z gnębieniem przez rówieśników, to inni też powinni…

Przyczyn samobójstw jest oczywiście wiele, to z pewnością bardzo złożona kwestia. Jednak istnieje szczególna grupa osób, które są mocniej niż inne narażone na myśli samobójcze. W 2012 roku przeprowadzono w Polsce badania wśród młodzieży LGBT. Wzięło w nich udział ponad 11 tysięcy osób. Aż 63 proc. z nich myślało o samobójstwie, podczas gdy u heteroseksualnych rówieśników odsetek ten wynosił 12 proc.

Jakieś dziesięć lat temu, gdy jako uczestnik Przystanku Jezus rozmawiałem z jednym z woodstockowiczów, ten zwierzył mi się, że mimo zaangażowania religijnego (ministrant, oaza) zrezygnował z Kościoła i wiary po jednej lekcji religii w gimnazjum. Ksiądz katecheta szyderczo i pogardliwie opowiadał wtedy o stosunku Kościoła do homoseksualności. Chłopak, który wtedy jeszcze w wielkiej tajemnicy trzymał odkrywane w sobie skłonności homoseksualne, po prostu tego nie wytrzymał. Uznał, że nie chce mieć do czynienia z takim Kościołem i tak prezentowanym Bogiem. Powiedział, że wtedy też pierwszy raz miał myśli samobójcze.

Uprzedzenie do osób homoseksualnych często motywowane jest religijnie

Takie kościelne przykłady nieewangelicznego, karykaturalnego, raniącego i często fałszywego głoszenia katolickiej moralności można mnożyć. Nie jest trudno znaleźć je w komentarzach niektórych księży, prawicowych i katolickich publicystów czy liderów i członków wspólnot kościelnych, a już w ogóle –u internetowych odbiorców treści religijnych. Sam się o tym nie raz przekonałem, poruszając wątki związane z homoseksualnością. Uprzedzenie do osób homoseksualnych, niestety, bardzo często jest motywowane religijnie. Co ciekawe, takiemu bardziej czy mniej subtelnemu hejtowi towarzyszy zazwyczaj mocne przekonanie o uczestnictwie w słusznej walce o ortodoksję i chrześcijańską cywilizację, czyli działaniu ewangelicznym i zgodnym z Katechizmem.

Papież Franciszek, wracając w 2016 roku z Armenii, powiedział – odpowiadając na pytanie dziennikarki – że Kościół powinien prosić o przebaczenie osoby homoseksualne. „Kościół musi przeprosić za niewłaściwe zachowanie tak wiele razy… – a kiedy mówię «Kościół», mam na myśli chrześcijan. Kościół jest święty, to my jesteśmy grzesznikami!” (cyt. za KAI).

I rzeczywiście, patrząc na historię i aktualną rzeczywistość, jest za co przepraszać. Kościół nie może umywać rąk, mówiąc, że skoro Katechizm wymaga szacunku dla osób homoseksualnych, to nic więcej nie da się zrobić. Fakt, że tak wielu katolików – od księży po szkolne dzieci – nie potrafi czysto ewangelicznie postępować wobec czyjejś homoseksualności, świadczy o porażce katechezy i nieskutecznym duszpasterstwie, o braku sensownej formacji.

Nie wiem, co więcej sam mogę w tej sprawie robić poza uderzaniem się we własną pierś, wskazywaniem na dostrzegane nieprawidłowości i dzieleniem się tym, jak rozumiem chrześcijaństwo. Co więcej?

Mam mocne przeświadczenie, że jest tu potrzebna duża, systemowa akcja antyprzemocowa. Że właśnie z Kościoła – od biskupów, przez księży, katechetów, liderów wspólnot i wiernych – powinien wyjść najpierw jakiś akt pokuty i żalu. Jan Paweł II przepraszał za różne grzechy Kościoła – myślę, że zaniedbanie i zło dokonane w omawianych tu kwestiach również wymagają jakiejś ekspiacji. Potrzebny jest dobry program formacyjny, bardzo konkretnie wskazujący na to, jak powinna wyrażać się chrześcijańska miłość również wobec „Samarytanina”, wobec każdego „innego”, cudzoziemca, wobec osoby homoseksualnej.

Da się to realizować bez lęku o wspieranie homoseksualnego lobby i jego ideologii, bez doszukiwania się u innych i w ich działaniach niecnych intencji. Pojawiające się tu i ówdzie oskarżenia, że osoby upominające się o uszanowanie godności osób LGBT i okazywanie im szacunku de facto wspierają homolobby i szerzą homoideologię, to kolejny przykład duszpasterskiej porażki.

Może to naiwne, ale jestem w stanie sobie wyobrazić, że ekspiacja i całościowy program przeciwdziałania uprzedzeniom w stosunku do grup szczególnie podatnych na stygmatyzację, mogłyby dokonywać się ponad kościelnymi i społecznymi podziałami, prowadząc do uzdrowienia i pojednania.