Dokumenty wskazują jednoznacznie na uczciwość Wałęsy jako przywódcy „Solidarności”. Oskarżanie go dziś o agenturalność jest podłym oszczerstwem i dowodem nikczemności.

Kolejna fala ataków na Lecha Wałęsę, którą przypuścili niedawno liderzy tzw. dobrej zmiany i ich propagandowe media, pokazuje nowe „metodologiczne” zasady oskarżycieli. Esbeckie dokumenty, znajdujące się w IPN, są przywoływane wybiórczo – te, które zdają się pasować do tezy głównej, są eksponowane; te, które tezie przeczą, są ukrywane, nieprzywoływane, pozostają nieistotne. Zamiast dokumentacji z epoki „dowodów” dostarczają subiektywne relacje niektórych działaczy wrogich Wałęsie, biorących odwet za dawne urazy lub niedocenienie, oraz wynajętych esbeków, potwierdzających to, co dzisiejsza władza chce usłyszeć.

Rozdźwięk między ideologiczno-polityczną konstrukcją, która ma zdelegitymizować nasze państwo – Trzecią Rzeczpospolitą –  a dokumentacją spoczywającą w archiwach staje się coraz większy. Oczywiście łatwiej sprzedaje się sensacja i oszczerstwa niż prawda złożona, skomplikowana, zawarta w dokumentach. Propagandyści mają więc przewagę, tumanią, kreują hejt, korzystają z rozhuśtanej fali nienawiści, która ma zniszczyć Polskę zbudowaną po roku 1989 i jej symbol – Lecha Wałęsę. W mass mediach właściwie nie ma jak bronić prawdy historycznej. Złożona prawda wymaga czasu, skupienia uwagi, odwołania się do realiów tamtego czasu, a na to wszystko nie ma miejsca, nie ma też zbyt wielu chętnych do zagłębiania się w temat. Emocje i wyrazistość wygrywają, zyskują kłamstwa i oszczerstwa. Nie możemy jednak milczeć i należy przynajmniej w tym zakresie, w jakim możemy, dawać świadectwo prawdzie i wykazywać kłamstwa. Historycy różnych poglądów próbują to robić, choć ich ustalenia napotykają mur zbudowany przez propagandystów zmierzających do delegitymizowania naszej wolnej Polski.

Historycy piszą, hejterzy wiedzą lepiej

Prezentowany niżej materiał jest jednym z licznych dowodów na autentyzm przywództwa Lecha Wałęsy jako lidera opozycji wobec PRL, w tym władz stanu wojennego. Spróbujmy jednak wskazać na najważniejsze budzące kontrowersje fakty, które można zweryfikować w dokumentacji archiwalnej Służby Bezpieczeństwa. Kolejna fala ataków na Wałęsę rozpoczęła się wraz z ujawnieniem teczki Kiszczaka w lutym 2016 r. Sam Wałęsa zaprzecza jej autentyczności, ale jego stanowiska nie podziela żaden z zajmujących się podobną dokumentacją historyków. Dla hejterów wystarczający jest już sam fakt istnienia teczki i kontaktów Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa po grudniu 1970 r., reszta jest nieistotna, a cała aktywność Wałęsy jako przywódcy „Solidarności” drastycznie podważona. Tymczasem prawda tkwi w szczegółach, charakterze kontaktów z SB, ich zmienności i ich zakończeniu w 1976 r.

Wnikliwy i bardzo obszerny artykuł, opisujący zawartość kilkusetstronicowej teczki i wyłaniający się z niej portret Wałęsy, opracował Jan Skórzyński – „Od informatora do kontestatora. Akta Bolka – próba lektury”. Analiza została opublikowana w piśmie „Wolność i Solidarność” nr 9 z 2016 r . Jednym z punktów spornych między historykami a wrogami Wałęsy jest pytanie, czy Wałęsa między 1976 a 1980 r. miał niewłaściwe kontakty z SB, czy też zerwanie z kwietnia 1976 r. było definitywne? Na ten temat sam wypowiadałem się wiele razy, przytaczając stosowne materiały archiwalne – także ważny dokument z 1978 r., ogłoszony w słynnej książce Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa” – oraz publikując i analizując treść wystąpienia Wałęsy na wiecu przed bramą stoczni w grudniu 1979 r. i reakcję władz [ 1].

Prawda o Wałęsie tkwi w szczegółach

Ostatnio wypowiadali się na temat rzekomych kontaktów Wałęsy z Wojskową Służbą Wewnętrzną na łamach pisowskiego tygodnika „W Sieci” historycy związani z IPN i badający od wielu lat akta SB dotyczące opozycji: Piotr Gontarczyk i Grzegorz Majchrzak. Ich wnioski były jednoznaczne: „dziś śmiało możemy napisać, iż przyszły przywódca «Solidarności» agentem WSW w czasie służby wojskowej nie był”  [2]. Grzegorz Majchrzak jest autorem rozprawy doktorskiej obronionej kilka lat temu, a dotyczącej rozpracowywania NSZZ „Solidarność” przez SB w latach 1980-1981. W czasie około dziesięcioletniej pracy przeanalizował tysiące dokumentów dotyczących Komisji Krajowej i innych ogniw centralnych władz „Solidarności”. Wyłonił także informatorów SB spośród członków Komisji Krajowej i zanalizował każdy przypadek. Ustalił, że najważniejszym agentem SB w Związku był Eligiusz Naszkowski, którego casus opisał. Niestety, fundamentalnie ważna dla całego tematu książka Majchrzaka nie jest dotychczas opublikowana.

Grzegorz Majchrzak i Tomasz Kozłowski opublikowali natomiast niezwykle ważną dokumentację oficerów BOR pilnujących i inwigilujących internowanego Wałęsę – Kryptonim 333. Internowanie Lecha Wałęsy w raportach funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu (Chorzów 2012). Książka zawiera podstawową dokumentację o warunkach więzienia Wałęsy, jego wypowiedziach i zachowaniach, a także odwiedzających go osobach. Dla wrogów Wałęsy liczyło się w tym tomie tylko jedno – zestawienie wypitego alkoholu (przez wszystkich tam obecnych, ale całą konsumpcję przypisano Wałęsie). Dokumenty wielkiej wagi ukazujące niezłomność Wałęsy zostały przekute przez ludzi podłych w kolejne narzędzie znieważania i wyśmiewania.

Grzegorz Majchrzak opublikował w ubiegłym roku tom „Solidarność na celowniku”, w którym umieścił kilkanaście studiów opartych na materiale źródłowym z akt IPN. Dotyczą one różnych epizodów z historii walki SB z „Solidarnością”, w tym działań podejmowanych wobec Wałęsy. Nie ma żadnego punktu, w którym oskarżenia wobec przewodniczącego „S” by się potwierdzały. Dotyczy to także wątpliwości wobec Wachowskiego, którego przypadek Majchrzak analizuje. Książka została zignorowana i przemilczana przez organizatorów nagonki na Wałęsę. Jednym z kluczowych momentów w historii „Solidarności” i Lecha Wałęsy osobiście jest okres bezpośrednio po 13 grudnia, kiedy był on przetrzymywany pod Warszawą i nakłaniany do zaakceptowania stanu wojennego, potępienia „radykałów” w „Solidarności”, legitymizowania projektu zbudowania neo‑Solidarności bezpośrednio sterowanej przez SB.

W mass mediach właściwie nie ma jak bronić prawdy historycznej

Ponad rok temu opublikowałem na ten temat źródłowy artykuł, zawierający m.in. notatki dotyczące rozmowy Wałęsy z min. Cioskiem, oceny wyrażane na posiedzeniu ścisłego kierownictwa MSW oraz przypomniałem opublikowane dawno temu notatki ppłk. Władysława Iwańca z rozmów z Wałęsą, przekazane prawdopodobnie dla Jaruzelskiego  [3]. Publicyści szkalujący Wałęsę naturalnie ten tekst i przytoczone w nim materiały zignorowali.

Podobnie zignorowali obszerne studium Tomasza Kozłowskiego „Między szantażem i polityką. Internowanie Lecha Wałęsy” („Wolność i Solidarność” 2016, nr 9), cały czas dostępne na stronach ECS. Kozłowski, także na podstawie archiwaliów z epoki, jednoznacznie wskazuje na Wałęsę jako głównego wówczas przeciwnika reżimu, którego próbowano skompromitować i zniszczyć.

Próby skompromitowania

Służyła temu m.in. operacja SB podjęta wiosną 1982 r., a mająca wykazać działaczom „Solidarności”, że Wałęsa jest agentem SB. Opis tej operacji znamy z notatek sporządzonych przez wysokich funkcjonariuszy Biura Studiów MSW, złożonych w wewnętrznym śledztwie w MSW w 1985 r., po ucieczce z Polski E. Naszkowskiego, wówczas już zatrudnionego w owym Biurze Studiów. Dokumentacja tego śledztwa niestety nie jest opublikowana, oryginały rękopisów spoczywają w archiwum IPN (IPN BU 01619/14). Sprawę, w której chodziło zarówno o skompromitowanie Lecha w oczach działaczy (spreparowane dokumenty podrzucono m.in. Annie Walentynowicz), jak i niedopuszczenie do przyznania mu pokojowej Nagrody Nobla, opisał wyczerpująco Grzegorz Majchrzak we wspomnianym tomie. Pion prokuratorski IPN, który prowadził śledztwo w tej sprawie (fałszowania materiałów dla skompromitowania Wałęsy), po kilku latach nikłej aktywności zamknął ją, mimo że miał do dyspozycji samooskarżające rękopiśmienne oświadczenia esbeków z 1985 r. Pretekstem do zamknięcia śledztwa była niemożność odszukania świadka Naszkowskiego, który po ucieczce z Polski w 1985 r. ukrywa się gdzieś w świecie.

W rozmowie z pułkownikami w 1982 r. Wałęsa grał w znany sposób – „za, a nawet przeciw”

Kolejnym punktem podejmowanych od lat ataków na Wałęsę są okoliczności jego zwolnienia z internowania w listopadzie 1982 r. Przed laty już opublikowano zapis rozmowy ostrzegawczej z Wałęsą przeprowadzonej przez dyrektora Biura Śledczego MSW płk. H. Starszaka oraz prokuratora wojskowego płk. B. Klisia [4]. Transkrypt nagranej rozmowy ma świadczyć o ustępliwości Wałęsy, nielojalności wobec kolegów, których radykalizm potępia, rzekomej gotowości do spełniania w 1981 r. poleceń SB, by wyeliminować „elementy antysocjalistyczne” z „Solidarności”. Wałęsa oczywiście grał w rozmowie z pułkownikami w znany sobie sposób – „za, a nawet przeciw”, co przez jego wrogów jest przekuwane w oskarżenia.

Dokument poddałem analizie w opracowaniu „Delegalizacja «Solidarności» i uwolnienie Lecha Wałęsy” w tym samym numerze „Wolności i Solidarności” (2016, nr 9). Opracowanie oparłem na dokumentacji kierownictwa SB i Biura Politycznego partii, m.in. wypowiedzi o Wałęsie gen. Kiszczaka na posiedzeniu ścisłego kierownictwa PZPR. Cytuję też notatki Naczelnej Prokuratury Wojskowej do kierownictwa partii (zapewne Jaruzelskiego). NPW w 1982 r., a także po zwolnieniu Wałęsy – do lata 1983 r. – postulowała postawienie go przed sądem w procesie przeciw przywódcom „Solidarności”.

Rozgrywka wokół Wałęsy

W pierwszym półroczu 1983 r. Wałęsa nadal był przedmiotem rozgrywki, której celem była albo jego kompromitacja, albo uwięzienie. 10 i 11 lutego został przesłuchany przez prokuratora w śledztwie przeciw przywódcom KSS „KOR”. W materiałach IPN zachowały się nie tylko notatki dotyczące treści tego przesłuchania, kierowane do przywódców PRL, ale też blisko dwugodzinny zapis magnetofonowy (IPN BU 514/1, t. 25 CD 1). Wałęsa był niezłomny, nie obciążył nikogo, odmówił powiedzenia czegokolwiek, co mogłoby być wykorzystane przeciw oskarżonym. Na indagacje i nalegania odpowiedział: „Dziś jestem zobligowany tymi ludźmi, którzy siedzą. Siedzą między innymi przeze mnie. […] Moralnie jestem odpowiedzialny za tych ludzi”.

Wałęsa był symbolem „Solidarności” zdelegalizowanej, ale nie kapitulującej. Obserwowany, podsłuchiwany, miał ograniczone możliwości działania, lecz nie dawał się zepchnąć na margines. Pozostawał też w kontaktach z organizującą walkę podziemną Tymczasową Komisją Koordynacyjną.

9 kwietnia urwał się esbeckiej obstawie, zniknął i spotkał z członkami TKK, a fakt spotkania został ogłoszony przez podziemie  [5]. 12 kwietnia wiceminister spraw wewnętrznych Władysław Ciastoń przedłożył gen. Kiszczakowi notatkę, w której pisał, że według agencji Reutera Danuta Wałęsowa poinformowała agencję o spotkaniu Wałęsy z TKK. Płk Starszak i płk Szpilski po konsultacji z prokuratorem generalnym F. Ruskiem, szefem NPW gen. J. Szewczykiem, prokuratorem J. Żytą oraz gen. Ciastoniem proponowali przesłuchanie obojga Wałęsów na okoliczność faktu spotkania z TKK. „Jeśli L. Wałęsa potwierdzi udział w spotkaniu z TKK, podając okoliczności wskazujące na przestępczy charakter tego kontaktu – wszczęcie postępowania karnego o przestępstwo z art. 276 kk z zastosowaniem aresztu tymczasowego”. Jeśli poda, że namawiał uczestników spotkania do ujawnienia się – „wykorzystanie propagandowe treści oświadczenia L. Wałęsy”. Jeśli Wałęsa zaprzeczy spotkaniu z TKK – opublikowanie komunikatu dezawuującego Reutera  [6].

Wałęsa był symbolem „Solidarności” zdelegalizowanej, ale nie kapitulującej

Wałęsa stanął wobec bardzo trudnego zadania. Przesłuchiwany 13 kwietnia, wykazał postawę niezłomną, ale i zdolność do niejasnych odpowiedzi. Pytany, czy prawdą jest komunikat o jego spotkaniu z TKK, odpowiedział: „Czy się spotkałem, czy nie, to wam nie odpowiem, ale miałem takie prawo. Oczywiście podyskutowaliśmy sobie tak, jak Polacy powinni porozmawiać. I to uważam za moje stanowisko bezprotokolarne. Nic więcej nie mogę panom o generalnych sprawach powiedzieć”. Wałęsa zapewniał, że stoi na gruncie porozumień sierpniowych i potrzeby rozmów, dialogu w Polsce.

W ten sposób rozmawiał przez 4 godziny. Odmówił zarazem podpisania protokołu przesłuchania [7]. SB nie otrzymała materiału do zrealizowania żadnego z proponowanych działań. Wałęsa natychmiast upowszechnił wiadomości o fakcie przesłuchania. Nazajutrz Radio Wolna Europa podało, że był przesłuchiwany przez 5 godzin przez dwóch przybyłych z Warszawy oficerów MSW. „Po powrocie do domu Wałęsa skomentował przesłuchanie, mówiąc, że znowu ukradziono mu parę godzin z jego życia. Odmówił wszelkich dalszych komentarzy”. Komunikat o fakcie przesłuchania zdecydowało się też wydać MSW[8].

Żeby spotkanie z papieżem było przykre

Na początku czerwca 1983 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa w piśmie do kierownictwa PRL jeszcze raz powtórzyła: „Przed przystąpieniem do zaznajamiania podejrzanych z aktami sprawy wymaga rozstrzygnięcia kwestia, czy przedmiotowym postępowaniem zostanie objęty Lech Wałęsa. Naczelna Prokuratura Wojskowa prezentuje pogląd, że L. Wałęsa winien być oskarżonym w tej sprawie” [9]. Opinię tę ponowił i rozwinął zastępca szefa NPW płk A. Suski w notatce złożonej 8 czerwca 1983 r. gen. Jaruzelskiemu, sekretarzowi KC M. Milewskiemu i prokuratorowi generalnemu F. Ruskowi. Pisał, że proces karny bez Wałęsy jako przywódcy ruchu, który tolerował dojrzewający spisek przeciwko PRL, za którym opowiedział się ostatecznie w Radomiu, a o którym wiadomo, iż uczestniczył w nielegalnej działalności poprzedzającej powstanie „Solidarności”, korzystał z pomocy i inspiracji KSS KOR, otoczył się doradcami powiązanymi z tą organizacją – może doprowadzić do określonej porażki oskarżenia. Dlatego należałoby jeszcze raz rozważyć kwestię postawienia w stan oskarżenia i aresztowania Lecha Wałęsy [ 10].

Los Wałęsy decydował się na najwyższym szczeblu władz PRL, z pewnością ostatnie zdanie należało do gen. Jaruzelskiego. Sprawa była ściśle powiązana ze stosunkami z Kościołem, w tym Janem Pawłem II, który upominał się o „Solidarność”, uwięzionych i Wałęsę. Życzenie papieża, by w czasie pielgrzymki do kraju w czerwcu 1983 r. spotkać się z Wałęsą, wywołało irytację władz, w tym Jaruzelskiego. Na posiedzeniu Komisji Wspólnej sekretarz KC Milewski groził: „Jeśli nie odstąpi od tego zamiaru, to nie wyjdzie to na dobre dla obu stron”. I dodał: „ten szczegół może przekreślić nasze ustalenia. Może mieć wpływ na czas/okres wizyty Papieża, może ją skrócić…”  [11].

Na posiedzeniu Biura Politycznego 24 maja Jaruzelski miał powiedzieć: „trzeba stworzyć taką sytuację, żeby spotkanie papieża z W. było dla niego przykre”[ 12].

Życzenie papieża, by w czerwcu 1983 r. spotkać się z Wałęsą, wywołało irytację władz

W Biurze Studiów MSW na początku maja opracowano harmonogram działań mających kompromitować Wałęsę. Na najbliższym posiedzeniu Komisji Wspólnej rządu i Episkopatu zamierzano poinformować biskupów, „że władze dysponują odpowiednimi materiałami dyskredytującymi L. Wałęsę i w związku z jego nieodpowiedzialną postawą zdecydowane są ujawnić je opinii publicznej”. W zakresie kompromitowania Wałęsy zamierzano rozkolportować w 50 tys. egzemplarzy stenogram „rozmowy braci” Wałęsów, a w tym celu „zmodyfikować taśmę do emisji w TV «rozmowy braci», wykorzystując dodatkowo: przesłuchanie Lecha i Stanisława Wałęsów w Izbie Skarbowej, przesłuchanie w Biurze Śledczym MSW, ewentualną ekspertyzę porównawczą głosu, publiczne wypowiedzi L. Wałęsy w latach 1980-81”.

Odpowiedzialnym za realizację tego zadania miał być Jerzy Urban. Sondażowa emisja filmu miała się odbyć w jednym z małych zakładów pracy w Szczecinie, a następnie dla pracowników Stoczni Szczecińskiej. W popularnym tygodniku „Przyjaciółka” i w popołudniówce „Express Wieczorny” miały się ukazać artykuły kompromitujące rodzinę Wałęsów. Ponadto zamierzano nękać Wałęsę wezwaniami na przesłuchanie w sprawie siedmiu więzionych przywódców „Solidarności” i do Izby Skarbowej w Gdańsku, stosować sankcje za naruszanie przepisów ruchu drogowego, rygorystycznie przestrzegać dyscypliny pracy oraz wytwarzać wobec niego atmosferę nieufności. Ponadto plan przewidywał: „Rozwinąć działania utwierdzające L. Wałęsę [w przekonaniu] o przygotowywaniu zamachu na jego życie. W celu tym m. innymi zrealizować akcję «ARAB» oraz przeprowadzić z nim rozmowę uprzedzającą przez wyznaczonego funkcjonariusza MSW. Winno to doprowadzić do większej ostrożności i rezygnacji z publicznych środków lokomocji” [ 13].

Papieski parasol ochronny

Operacje propagandowe i specjalne mające kompromitować Wałęsę realizowano, ale próba pociągnięcia go do odpowiedzialności karnej byłaby aktem powrotu do ostrych represji i musiała wywołać wzburzenie społeczne, czego Jaruzelski w tym momencie już chciał uniknąć. Bardzo też skomplikowałaby stosunki z Kościołem, który bronił Wałęsy i osłaniał go, a z pewnością doprowadziłaby relacje z papieżem do stanu wrzenia.

Przed wizytą papieską było to więc niemożliwe, a po wizycie… Jan Paweł II zaraz po przybyciu do Polski 17 czerwca 1983 r. wymusił na Jaruzelskim w czasie rozmowy w cztery oczy w Belwederze zgodę na odbycie osobistego spotkania z Wałęsą. Spotkanie to – do którego doszło 23 czerwca w górach – choć prywatne, było faktem publicznym, zauważonym przez wszystkie media na świecie, i dawało Wałęsie parasol ochronny. Po pomyślnym zakończeniu wizyty papieskiej władze zdecydowały się na ogłoszenie amnestii, która miała obniżyć poziom napięcia w Polsce, spełniała też – choć nie całkowicie – oczekiwania Kościoła.

Na podstawie amnestii ogłoszonej 22 lipca z więzień zwolniono 365 skazanych i 275 tymczasowo aresztowanych więźniów politycznych. Pozostali w nich skazani na kary ponad 3 lat więzienia, m.in. Władysław Frasyniuk i Andrzej Słowik, przywódcy KPN, m.in. Leszek Moczulski, oraz znajdujący się w śledztwie z oskarżeniem o próbę obalenia przemocą ustroju PRL przywódcy NSZZ „Solidarność” i KSS „KOR”  [14]. Wszystkie przywołane dokumenty są jednoznacznym dowodem na uczciwość Wałęsy jako przywódcy „Solidarności” i wyraźne traktowanie go przez aparat bezpieczeństwa, prokuratury i przywódców PRL jako zdeklarowanego i groźnego przeciwnika. Oskarżanie go dziś o agenturalność, zmowę z bezpieką itd. jest podłym oszczerstwem i dowodem nikczemności.

Aresztować Wałęsę?

Publikowany poniżej dokument ukazuje kolejne posunięcie kierownictwa SB wobec Wałęsy – próbę postawienia go w stan oskarżenia za kontakty z zachodnimi dziennikarzami i uczestnikami działalności podziemnej.

12 sierpnia 1983 r. dyrektor Biura Śledczego MSW płk Zbigniew Pudysz przesłał do dyrektora Departamentu Postępowania Karnego Prokuratury Generalnej Z. Rozuma krótką notatkę: „Nawiązując do rozmowy, przedkładam informację dot. szkodliwej działalności politycznej prowadzonej przez L. Wałęsę. Informacja ta wg naszych założeń może stanowić materiał do rozmowy dyscyplinującej przeprowadzonej przez Prokuratora z L. Wałęsą”  [15]. Kilka dni później, 17 sierpnia, płk Pudysz przesłał wiceministrom spraw wewnętrznych Władysławowi Ciastoniowi, Władysławowi Pożodze i Konradowi Straszewskiemu pismo następującej treści:

„Przedkładam – do akceptacji – ocenę prawną wraz z wnioskami dot. działalności L. Wałęsy po wejściu w życie ustawy o amnestii. Jednocześnie informuję, że przedłożyłem Dyrektorowi Departamentu Postępowania Karnego Prokuratury Generalnej kopię rozpowszechnianej «odezwy» Tajnej Komisji Zakładowej NSZZ «Solidarność» Stoczni Gdańskiej i treść oświadczenia L. Wałęsy z dnia 15.08.1983 r., nadmieniając, że dysponujemy innymi materiałami ilustrującymi zachowanie się ww. w różnych okolicznościach, po uchwaleniu ustawy amnestyjnej. W dniu dzisiejszym w Prokuraturze Generalnej opracowana zostanie ocena przedłożonych dokumentów i zajęte stanowisko co do celowości i zakresu wykorzystania innych zebranych dotychczas materiałów” [ 16].

Źródłowe publikacje poważnych historyków są ignorowane przez organizatorów nagonki

Akceptacja musiała być natychmiastowa, skoro już 18 sierpnia gen. Pożoga podpisał publikowane niżej pismo do gen. Jaruzelskiego – wówczas premiera i I sekretarza KC PZPR, załączając wspomniane opracowanie, podpisane jednak jako materiał Biura Śledczego MSW. Interesujące są wcześniejsze, choć niemal równoczesne, redakcje pisma przewodniego Pożogi dla Jaruzelskiego. W innej wersji, także datowanej na 18 sierpnia, pisał wprost: „proszę o decyzję w sprawie ewentualnego”, po czym następowały trzy punkty propozycji działań. Być może uznano, że pozostawienie na papierze prośby do premiera o decyzję jest niezręczne, ujawnia polityczną dyspozycyjność prokuratury i lepiej zastąpić prośbę formułą oględną. Wersja wyraźnie wcześniejsza, bez daty dziennej i oryginalnego podpisu Pożogi, ma też inną redakcję i jawnie oddaje działania oraz propozycje:

„Treść notatki była przedmiotem uzgodnień z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych. Jednocześnie proponuję: –  niezwłoczne wszczęcie w tej sprawie śledztwa i przedstawienie L. Wałęsie zarzutu. Postępowanie to prowadziłby Wydział Śledczy Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Gdańsku, pod nadzorem tamtejszej Prokuratury Rejonowej, –  opublikowanie do 22.08.1983 r. komunikatu Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku informującego o wszczęciu śledztwa przeciwko L. Wałęsie, –  rozstrzygnięcie po 31.08.1983 r. kwestii ewentualnego zastosowania wobec ww. tym‑ czasowego aresztowania  [18].

Dlaczego nie postawiono Wałęsy pod sąd?

Nie znamy odpowiedzi Jaruzelskiego. Bardzo prawdopodobne, że miała ona charakter ustny, i z pewnością była odmową podjęcia działań proponowanych przez MSW i Prokuraturę Generalną.

Dlaczego? Zapewne z tego samego powodu, dla którego proponowano aresztowanie Wałęsy po 31 sierpnia, a więc po rocznicy podpisania porozumień sierpniowych, by nie prowokować gwałtownych, rocznicowych protestów. W MSW zdawano sobie sprawę, że byłoby to dolaniem oliwy do ognia. Jaruzelski brał pod uwagę szerszy kontekst, przede wszystkim skutki aresztowania Wałęsy dla złożonych relacji z Kościołem oraz reakcje zachodnich wierzycieli Polski, a stan gospodarki PRL był katastrofalny. Przyznanie Wałęsie Pokojowej Nagrody Nobla wykluczało możliwość wytoczenia mu sprawy karnej bez ryzyka wielkiej kompromitacji międzynarodowej.

Jesienią 1983 r. we władzach naczelnych PRL utorowała sobie drogę nowa koncepcja rozwiązania sprawy nadal więzionych opozycjonistów – zamiast wytaczania wielkiego pokazowego procesu chciano wysłać ich za granicę i tak pozbyć się z kraju. Tym samym doszłoby do zniszczenia mitu „Solidarności”, a na pewno jej przywódców.

Opublikowane niżej dokumenty znajdują się w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej pod sygnaturą IPN BU 01092/1, mikrofilm 7596/3, mikrofisza 147. Na potrzeby publikacji oczywiste błędy w zapisie i interpunkcji zostały poprawione.

Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź”, nr 3/2017.

[1] A. Friszke, „Narodziny Wałęsy”, „Gazeta Wyborcza” 5 grudnia 2008.
[2] P. Gontarczyk, G. Majchrzak, „Kapral Wałęsa”, „W Sieci” 2017, nr 14.
[3] A. Friszke, „Solidarność zastępcza”, „Ale Historia” 14 marca 2016.
[4] Dokument podany m.in. w aneksie do: S. Cenckiewicz, P. Gontarczyk, SB a Lech Wałęsa, Gdańsk— Warszawa—Kraków 2008, s. 358—386.
[5] Komunikat TKK o spotkaniu w „Tygodniku Mazowsze” nr 47 z 14 kwietnia 1983; o przesłuchaniu Wałęsy — nr 48 z 21 kwietnia 1983.
[6] IPN BU 01092/1, mf. 7596/3—142.
[7] IPN BU 01092/1, mf. 7596/3—143. Tu transkrypt z magnetofonowego zapisu przesłuchania.
[8] IPN BU 514/20, t. 4, k. 58. Nasłuch Radia Wolna Europa z 14 kwietnia 1983.
[9] IPN BU 01101/1, t. 14, k. 177—179. „Notatka dot. A. Gwiazdy i innych ekstremalnych działaczy b. NSZZ «Solidarność»” z 4 czerwca 1983.
[10] IPN BU 01101/1, t. 14, k. 184—189. „Notatka dot. śledztwa p ‑ko Andrzejowi Gwieździe i innym kierowniczym działaczom b. NSZZ «Solidarność»” z 8 czerwca 1983.
[11] P. Raina, „Wizyty apostolskie Jana Pawła II w Polsce”, Warszawa 1997, s. 187.
[12] M. F. Rakowski, „Dzienniki polityczne 1981—1983”, Warszawa 2004, s. 547.
[13] IPN BU 01092/1, mf. 7596/3—144. „Harmonogram realizacji ustaleń przyjętych na posiedzeniu Zespołu w dn. 6.05.83 r.” opracowany w Biurze Studiów MSW.
[14] A. Friszke, „Internowani, aresztowani, skazani. Pozbawieni wolności w okresie stanu wojennego 1981—1983/4”, „Kwartalnik Historyczny” 2017, nr 3 (w druku).
[15] IPN BU 01101/1, t. 15, k. 46.
[16] IPN BU 01101/1, t. 15, k. 51. 18 IPN BU 01092/1, mf. 7596/3—147.