Dla Benedykta XVI eros nie musi być definiowany jako siła wymagająca oczyszczenia. Istnieje także eros Boski, który jest namiętny, ale całkowicie czysty i kochający.

Jakie są podobieństwa i różnice w nauczaniu Jana Pawła II i Benedykta XVI na temat małżeństwa, miłości i seksualności?

Próbując odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw wziąć pod uwagę długość obu pontyfikatów. Jest oczywiste, że poprzedni papież napisał na ten temat o wiele więcej niż obecny. U Jana Pawła II szczególnie ważne są katechezy na temat teologii ciała , Benedykt XVI wypowiedział się szczególnie dobitnie, poruszając temat miłości w encyklice Deus caritas est. Opierając się na tych dwóch tekstach, możemy dojść do kilku ciekawych wniosków.

Jana Paweł II w swojej teologii ciała sięga do greckiego pojęcia miłości – eros – aby zastanowić się nad relacją tego co erotyczne do tego co etyczne. W encyklice Benedykta eros jest natomiast punktem wyjścia do rozważań o miłości.

Miłość dąży do wieczności i w ten sposób eros staje się erosem-agape

Greckie pojęcie eros ma rozległy wachlarz znaczeń. U Platona eros oznacza intensywną siłę wewnętrzną, która porywa człowieka ku wszystkiemu, co dobre, prawdziwe i piękne, ku światu idei, ku Bogu. W literaturze pięknej porwanie to ma przede wszystkim naturę zmysłową. Według Jana Pawła II platońskie i literackie rozumienie erosa można, przy odpowiedniej interpretacji, pogodzić z nauką Pisma Świętego. W Księdze Rodzaju jest opisany zachwyt pierwszego mężczyzny, gdy po obudzeniu się ze snu zobaczył nagą kobietę. Stał się z nią jednym ciałem (2, 23-25). Fragment ten „daje świadectwo wzajemnej fascynacji i odwiecznego wezwania człowieka poprzez jego męskość i kobiecość do owej «jedności w ciele», jaka ma równocześnie urzeczywistniać zjednoczenie – komunię osób” (TC, 5 XI 1980).

Benedykt XVI w swojej encyklice z opisu stworzenia człowieka jako mężczyzny i kobiety odczytuje prawdę, że człowiek ze swej natury dąży do bycia „kompletnym”, a takim może stać się tylko w zjednoczeniu mężczyzny i kobiety. W zachowaniu Adama papież dostrzega erosa i w ten sposób dopowiada myśl Jana Pawła II: „[…] eros jest niejako zakorzeniony w naturze człowieka; Adam poszukuje i «opuszcza ojca swego i matkę swoją», by odnaleźć niewiastę” (DCE 11).

Jednak eros – co bardzo wyraźnie zaznacza Jan Paweł II – może mieć wiele znaczeń i dlatego próba określenia stosunku wypowiedzi Jezusa z Kazania na Górze wobec rozległej dziedziny zjawisk „erotycznych” musi liczyć się z wielością interpretacji erosa. Papież uznaje, że spośród różnych propozycji rozumienia tego pojęcia do pogodzenia z chrześcijaństwem jest rozumienie erosa jako siły wewnętrznej, „która «porywa» człowieka w stronę tego, co prawdziwe, dobre i piękne” (TC, 5 XI 1980). Takie zdefiniowanie erosa może otwierać drogę ku Chrystusowi i jego nauce wyrażonej w Kazaniu na Górze.

Miłość, czyli w nieskończoność

Podobna myśl jest obecna w nauczaniu Benedykta XVI. W tym samym celu definiuje greckiego erosa jako „upojenie, opanowanie rozumu przez «boskie szaleństwo», które wyrywa człowieka z ograniczoności jego istnienia i w tym stanie wstrząśnięcia przez boską moc pozwala mu doświadczyć najwyższej błogości. Wszystkie inne moce między niebem a ziemią wydają się w ten sposób jakby drugorzędnej wartości” (DCE 4).

Papież Benedykt zauważa, że nawet pobieżne spojrzenie na koncepcję erosa ukazuje istnienie jakiejś relacji między miłością a boskością. Tę myśl precyzuje stwierdzając, że „miłość obiecuje nieskończoność, wieczność – jakąś rzeczywistość wyższą i całkowicie inną w stosunku do codzienności naszego istnienia” (DCE 5).

Obaj papieże tak samo definiują drogę do tego celu. Według Benedykta nie polega ona na prostym poddaniu się instynktowi. „Konieczne jest oczyszczenie i dojrzewanie, które osiąga się także na drodze wyrzeczenia” (DCE 5). Trzeba jednak dobrze rozumieć, że na tej drodze nie ma mowy o odrzuceniu erosa, „otruciu go” (Nietzsche). Ekstaza erosa w kierunku boskości, i tym samym odkrycie jego prawdziwej wielkości, prowadzi poza siebie, ale to wyjście oznacza ascezę, wyrzeczenie, oczyszczenie i uzdrowienie.

W tym samym duchu pisze Jan Paweł II. Celem wyrzeczenia jest osiągnięcie tego co prawdziwe, dobre i piękne. Mówi o konieczności przezwyciężenia i przetwarzania tego, co płynie z pożądliwości, co zostało obciążone pożądliwością ciała. „W tym, co «erotyczne» zachodzi potrzeba stałego odnajdywania oblubieńczego sensu ciała oraz autentycznej godności daru. Jest to zadanie ludzkiego ducha, zadanie natury etycznej. Jeśli nie podjąć tego zadania, samo «porwanie» zmysłów i namiętność ciała mogą zatrzymać się na samym pożądaniu pozbawionym wartości etycznej – i człowiek (oboje: mężczyzna i kobieta) nie doświadczy owej pełni erosa, która oznacza «porwanie» ducha ludzkiego w stronę tego, co prawdziwe, dobre i piękne — przez co również to, co «erotyczne», staje się prawdziwe, dobre i piękne” (TC, 12 XI 1980) .

Benedykt XVI innym językiem wyjaśnia, na czym polega „zatrzymanie się na samym pożądaniu”. W jego opisie eros sprowadzony jedynie do seksu „staje się towarem, zwykłą «rzeczą», którą można kupić i sprzedać, co więcej sam człowiek staje się towarem. W rzeczywistości to nie jest wielkie «tak» człowieka dla swojego ciała” (DCE 5).

Jan Paweł II mówi o przyrodniczym, somatycznym, sensualistycznym spojrzeniu na ciało i seksualność, które jest krytykowane przez Jezusa w Kazaniu na Górze. Gdyby przyjąć, że Jezus tak rozumie erosa, trzeba by uznać, że Jego nauka jest surową przestrogą przed wszystkim co erotyczne. Dlatego papież ten odcinał się od takiej interpretacji słów Jezusa, uznając ją za błędną. Głosił, że gdy człowiek przyjmie wartości etyczne, może doświadczyć pełni erosa – erotyka ludzkiego życia stanie się rzeczywiście piękna i dobra.

Zdrowa wiara nigdy nie odcina się od cielesności i od jej erotycznego wymiaru. Problem jest jedynie w odkryciu wymiaru duchowego człowieka. Traktowanie człowieka jako bytu, „w którym duch i materia przenikają się wzajemnie, doświadczając w ten sposób nowej szlachetności” (DCE 5) zgodne jest z wiarą chrześcijańską.

Benedykt w obronie erosa

Rozważania nad relacją ducha do ciała są kolejnym ważnym tematem refleksji obu papieży. Cała teologia ciała Jana Pawła II jest wołaniem o nowe odkrycie ludzkiej cielesności ponownie zintegrowanej z duchem. Człowiek, stworzony z miłości przez Boga, mocą Chrystusowego odkupienia staje się po upadku na nowo wewnętrznie zintegrowany i zdolny do miłości. Benedykt mówi natomiast o odszukaniu wewnętrznej jedności, która pozwoli na nowo odkryć erosa.

Dla Jana Pawła II to etos, który rodzi się w sercu człowieka, jest siłą konstytutywną erosa. Ujmuje to w następujący sposób: „«eros» i «etos» w tej dziedzinie (erotycznej) nie rozchodzą się z sobą, nie przeciwstawiają się sobie wzajemnie, ale są wezwane do spotkania się w sercu człowieka – i w tym spotkaniu przynoszą owoce. Godny «serca» ludzkiego jest taki kształt tego, co «erotyczne», który zarazem jest kształtem etosu: tego, co «etyczne». Jest to stwierdzenie niezmiernie ważne równocześnie dla etosu i etyki” (TC, 5 XI 1980).

Obaj papieże zdają sobie sprawę, że eros jest bardzo często interpretowany tylko w znaczeniu niechrześcijańskim, natomiast etyka seksualna zostaje sprowadzana do norm, przykazań i zakazów w dziedzinie erosa, nie pokazując wartości, ku jakim chce Chrystus otworzyć nasze serce. Jan Paweł II interesuje się przede wszystkim połączeniem erotyki z etyką i w tym kierunku prowadzi swój wywód. Benedykt XVI interesuje się bardziej pogodzeniem tradycyjnej dychotomii między erosem a agape.

Obrazowi Boga monoteistycznego, czyli jedynego prawdziwego i wyłącznego, odpowiada małżeństwo monogamiczne

Papież Ratzinger przyznaje, że w dyskusji filozoficznej i teologicznej te dwa rozumienia miłości były zradykalizowane aż do przeciwstawienia ich sobie. Eros był miłością pożądliwą, egoistyczną, a agape była miłością czystą, ofiarną. Pierwszy rodzaj przedstawiano jako miłością pogańską, drugi – jako prawdziwie chrześcijańską. Papież krytykuje takie podejście, uznając, że takie przeciwstawienie oderwałoby chrześcijaństwo od podstawowych relacji życiowych, jakimi są miłość, małżeństwo, życie seksualne. Chrześcijaństwo bez erosa stanowiłoby samo dla siebie odrębny świat, który można by podziwiać, ale nie można by w nim żyć, bo byłby odcięty od całości ludzkiej egzystencji.

Rozważania Benedykta przeradzają się w jawną obronę erosa. „Wiara biblijna nie buduje jakiegoś świata równoległego czy jakiegoś świata sprzecznego z istniejącym pierwotnie ludzkim zjawiskiem miłości, lecz akceptuje całego człowieka, interweniując w jego dążenie do miłości, aby je oczyścić, ukazując mu zarazem jej nowe wymiary” (DCE 8).

Dlatego erosa i agape – miłości wstępującej i miłości zstępującej – nie da się nigdy całkowicie oddzielić, a nawet trzeba je sobie przybliżyć. „Im bardziej obydwie, niewątpliwie w różnych wymiarach, znajdują właściwą jedność w jedynej rzeczywistości miłości, tym bardziej spełnia się prawdziwa natura miłości w ogóle” (DCE 7). Eros dojrzewa zatem do agape. Początkowo jest pożądający ze względu na fascynację drugą osobą i wielką obietnicę szczęścia, którą przed człowiekiem otwiera. Z czasem ulega jednak przemianie, skutkiem czego „będzie coraz bardziej szukał szczęścia drugiej osoby, będzie się o nią coraz bardziej troszczył, będzie się poświęcał i pragnął «być dla» niej. W ten sposób włącza się w niego moment agape” (DCE 7).

Rozważania prowadzą Benedykta do zaskakującej interpretacji erosa. Benedykt idzie jeszcze dalej niż Jan Paweł II, opisując mianem eros miłość samego Boga: „Bóg miłuje, i ta Jego miłość może być określona bez wątpienia jako eros, która jednak jest równocześnie także agape (DCE 9)”.

Aby zrozumieć znaczenie tych słów, trzeba uświadomić sobie, że eros był zawsze definiowany w taki sposób, iż trudno go było traktować jako element chrześcijaństwa. Jan Paweł II musiał z tego powodu szukać znaczeń erosa możliwych do pogodzenia z nauką Jezusa. Benedykt XVI, potwierdzając ten sposób myślenia, odwraca jednak perspektywę patrzenia: eros nie musi być połączony z namiętnościami człowieka i definiowany jako siła wymagająca oczyszczenia. Istnieje także eros Boski, który jest namiętny, ale całkowicie czysty i kochający.

Jest to kolejny krok w refleksji Kościoła, ponieważ do tej pory miłość Boża była raczej opisywana jako bezinteresowna, ofiarna, wyrzekająca się, jako agape. Jeżeli miłość Boga jest także erosem, to jest ona namiętna, twórcza, pełna pasji. Benedykt podkreśla, że przecież w taki sposób, za pomocą śmiałych obrazów erotycznych, opisywali miłość Boga Ozeasz i Ezechiel. Bóg kocha człowieka tak jak kocha człowiek zakochany, stęskniony bliskości drugiej osoby. Kocha całym sobą. Miłość Boża do człowieka jest tak wielka, że Bóg występuje przeciwko sobie samemu, zgadzając się na śmierć na krzyżu. W Bogu eros zostaje w najwyższym stopniu uszlachetniony i tak oczyszczony, że stapia się z agape. O tym wszystkim pisał też Jan Paweł II w teologii ciała, zauważając że miłość, którą Bóg kocha człowieka, jest podobna do oblubieńczej miłości małżonków, jednak nie nazwał bezpośrednio tej Boskiej miłości namiętnym erosem.

Małżeństwo obrazem Boga

Te same intuicje zatrzymują uwagę obu papieży nad biblijną Pieśnią nad Pieśniami, która jest zbiorem pieśni miłosnych śpiewanych w czasie żydowskiego wesela. Znajdują się one w kanonie pism natchnionych dlatego, że opisują relację Boga do człowieka i człowieka do Boga. Opisują głębokie, pierwotne pragnienie człowieka, jakim jest zjednoczenie się z Bogiem. Pieśń nad Pieśniami równocześnie wysławia odkupioną przez Boga miłość małżeńską „[…] wyraża doświadczenie miłości, która teraz staje się naprawdę odkryciem drugiego człowieka, przezwyciężając charakter egoistyczny, który przedtem był wyraźnie dominujący. Teraz miłość staje się troską o człowieka i posługą dla drugiego. Nie szuka już samej siebie, zanurzenia w upojeniu szczęściem; poszukuje dobra osoby ukochanej: staje się wyrzeczeniem, jest gotowa do poświęceń, co więcej, poszukuje ich” (DCE 6).

Ten wątek, zasygnalizowany u Benedykta, jest obszernie rozwinięty we wcześniejszej teologii ciała. Jan Paweł II widzi w Pieśni nad pieśniami, jak „ludzki eros odsłania oblicze miłości wciąż szukającej i wciąż jakby niezaspokojonej” (TC, 6 VI 1984). Miłość mężczyzny i kobiety szuka dopełnienia miłością ze strony Boga. Prowadzi ona w kierunku okrycia sakramentu małżeństwa – mężczyzna i kobieta budują na bazie „mowy ciała” znak sakramentalny, znak miłości Boga do człowieka.

Stwórczy akt Boga, pełen życia i namiętnej miłości jest erosem, który w człowieku wyraża się pasją tworzenia i kochania, ale nie po to, aby rozpłynąć się w przelotnych związkach czy rozwiązłości seksualnej, ale aby zbudować małżeństwo, związek wyłączny i trwały, aż do śmierci, definitywny. „Ze względu na ukierunkowanie zawarte w akcie stwórczym, eros kieruje człowieka ku małżeństwu, związkowi charakteryzującemu się wyłącznością i definitywnością; tak i tylko tak urzeczywistnia się jego głębokie przeznaczenie” (DCE 11).

Bardzo ciekawa jest argumentacja Benedykta dotycząca konieczności takiej trwałości. Podkreśla on, że miłość dąży do wieczności. W ten sposób – idąc ścieżkami myślowymi Jana Pawła i Benedykta – eros połączony na trwałe z etosem staje się erosem-agape. W ujęciu Benedykta XVI obrazowi Boga monoteistycznego – czyli jedynego prawdziwego i wyłącznego – odpowiada małżeństwo monogamiczne, czyli wyłączny związek jednego mężczyzny z jedną kobietą. Jak pisze papież: „Małżeństwo oparte na miłości wyłącznej i definitywnej staje się obrazem relacji Boga do Jego ludu, i odwrotnie: sposób, w jaki miłuje Bóg, staje się miarą ludzkiej miłości” (DCE 11).

To miłość Boga przezwycięża podziały i buduje jedność. Jan Paweł II podobnie łączy monogamię z Przymierzem, czyli z wiernością i zawierzeniem jedynemu prawdziwemu Bogu (monoteizm). Dlatego cudzołóstwo jest dla niego przeciwieństwem wiernej i wyłącznej relacji człowieka z Bogiem, jest antynomią małżeństwa.

Istnieje jeszcze drugi obszar nauki Benedykta ciekawie współbrzmiący z nauką Jana Pawła II, dotyczący relacji sakramentu małżeństwa do Eucharystii i odkrywania rzeczywistości Kościoła. Jest to jednak temat warty osobnego opracowania.

Jak widać, myśl obu papieży koresponduje ze sobą. Benedykt ma inną umysłowość niż Jan Paweł, posługuje się innym językiem, ale w celu wyrażenia tych samych poglądów. Pojawiają się u niego również nowe wątki, rozwijające teologię ciała w ujęciu jego poprzednika. Temat małżeństwa, miłości i seksualności jest przez obecnego papieża podejmowany i rozwijany.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 4/2010.