Ikona pokryta brudem, ikona sprofanowana – oto egzystencjalna sytuacja człowieka po grzechu pierworodnym. Chrystus umiera za nas na krzyżu, aby swoją krwią zmyć brud tej sadzy, aby tę człowieczą ikonę poddać konserwacji.

Ewa Kiedio: Dość łatwo przyjąć, że człowiek święty jest ikoną Boga. Znacznie trudniej jako obraz Boga postrzegać samego siebie albo inne osoby, których wady dobrze znamy. Taki jest chyba jednak przekaz Pisma Świętego? Chociaż ten obraz często jest tak bardzo niepodobny…

Bp Michał Janocha: W biblijnej wizji antropologicznej człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Człowiek jest więc obrazem Boga, ikoną Boga, eikon tou Theou. Cóż za oszałamiająca wizja! Trzeba tu podkreślić, że patrologia wschodnia kategorie obrazu i podobieństwa wyraźnie rozróżnia, podczas gdy egzegeza zachodnia traktuje je raczej synonimicznie.

Kiedyś pewien znajomy ofiarował mi starą ikonę, którą ktoś chciał wyrzucić na śmietnik. Była mocno zniszczona, cała poczerniała, trudno było rozpoznać, kogo przedstawia. Zaniosłem ją do konserwacji. Kiedy wróciła do mnie, nie mogłem wprost uwierzyć: piękna Eleusa, bardzo subtelnie malowana. Była to ta sama ikona! Kiedy tak się w nią wpatrywałem, przyszła mi na myśl parabola teologiczna. Każda ikona jest święta, bowiem przedstawia rzeczywistość Bożą. Kiedy ikona pokrywa się kurzem, sadzą ze świec albo kiedy zostanie przez kogoś oszpecona (ikonoklaści wszystkich czasów wydłubywali postaciom na ikonach oczy), wtedy namalowane na niej oblicze zatraca swoje podobieństwo do Pierwowzoru. Ikona pokryta brudem, ikona sprofanowana – oto egzystencjalna sytuacja człowieka po grzechu pierworodnym. Podobieństwo ulega zatraceniu, ale obraz pozostaje.

W tym miejscu ikona prowadzi nas do sedna chrześcijańskiej antropologii. A zarazem do sedna teologii odkupienia. Chrystus umiera za nas na krzyżu, aby swoją krwią zmyć brud tej sadzy, aby tę człowieczą ikonę poddać konserwacji. Wtedy obraz odzyskuje utracone podobieństwo, zaczyna promieniować pierwotnym pięknem. W rzymskiej bazylice św. Pudencjany, w apsydzie, jest mozaika z Chrystusem, zaopatrzona w inskrypcję: Christus conservator Ecclesiae. Oczywiście w V wieku, kiedy powstała ta mozaika, słowo conservator znaczyło co innego niż obecnie, niemniej intuicja pozostaje aktualna. Chrystus jest tym, który przez swoją śmierć i zmartwychwstanie dokonuje konserwacji zniszczonego wizerunku Boga w człowieku.

Przy okazji rozróżnienia obrazu i podobieństwa dotykamy dwóch kategorii świętości. Świętość obrazu jest ontologiczna, nieusuwalna. Nawet najbardziej oszpecony przez grzechy człowiek pozostaje Bożym obrazem, jego człowieczeństwo pozostaje święte, tak jak święta pozostaje ikona, choćby była zniszczona. Natomiast przywrócone przez Chrystusa podobieństwo jest kategorią zależną od człowieka, od jego woli, życia, od jego wartości, od jego wyborów, od jego słów i czynów. To jest świętość w znaczeniu moralnym. Ona jest stopniowalna, można ją zdobyć, można ją stracić. Tak jak podobieństwo na wizerunku. W ruskiej tradycji istnieje kategoria świętych określanych słowem priepodobnyj (takim mianem określano m.in. Andrieja Rublowa). Priepodobnyj – czyli bardzo podobny. Wiadomo do kogo.

Ewa Kiedio: Ikona chyba zawsze wnosi nadzieję. Nawet jeśli przedstawia Chrystusa ukrzyżowanego, to inaczej niż na Zachodzie, bardziej pokazując chwałę niż cierpienie, a więc już w perspektywie zmartwychwstania. Ikony krzyża i „Ukrzyżowanie” Matthiasa Grünewalda to dwa przeciwne bieguny. Pamiętam, jak Jerzy Nowosielski w rozmowie ze Zbigniewem Podgórcem oburzał się na przedstawienia Drogi Krzyżowej, które mamy w kościołach na Zachodzie. Nazywał je dewiacją, sadystycznymi komiksami.

Bp Michał Janocha: Nowosielski to człowiek Wschodu, bardzo radykalnie wyrażał swoje sądy. Myślę, że różnica w tej kwestii polega na tym, że sztuka zachodnia od czasów nowożytnych bardzo mocno interesuje się psychologią. Jest w tym też udział św. Ignacego Loyoli i jego „Ćwiczeń duchownych”, które tak silnie kładą nacisk na aktywną rolę wyobraźni, a więc sfery psychicznej. Nikt tak jak artyści zachodni nie umiał oddać całej subtelności, gamy, amplitudy uczuć człowieka. Tego ikona nie potrafi zrobić w takiej skali.

Matthias Grünewald, Ukrzyżowanie, A piękno świeci w ciemności

Matthias Grünewald, Ukrzyżowanie, skrzydła poliptyku z ołtarza z Isenheim (po zamknięciu), ok. 1512–1516, Muzeum Unterlinden, Colmar

W tym przedstawianiu zachodnim jest jednak jakaś fragmentaryczność. Ukrzyżowanie, nawet najbardziej dramatyczne, to często uchwycony w kadrze wycinek życia Chrystusa. Sztuka zachodnia ma w sobie geniusz fragmentu, geniusz analizy, natomiast ikona nigdy nie szła w tym kierunku. Cechuje ją prymat widzenia całościowego, geniusz syntezy. W ukrzyżowaniu jest już chwała zmartwychwstania, tak jak w radości Bożego Narodzenia jest już ból męki.

Ta różnica zaznacza się też w innych dziedzinach, na przykład w pobożności. Na Zachodzie postać Chrystusa zostaje „podzielona” – czcimy Ciało, Krew Chrystusa, Rany Chrystusowe, Najświętsze Serce Jezusa, czcimy poszczególne przymioty Boga, jak Jego Miłosierdzie czy Jego Opatrzność. To wszystko jest raczej obce myśleniu wschodniemu. Wschód jest skoncentrowany na całościowym doświadczeniu Boga w Trójcy, a w aspekcie chrystologicznym – na Jego Wcieleniu i Passze. W chrzcie to nas łączy, tylko że my w tej przestrzeni Wcielenia i Paschy bierzemy pod lupę poszczególne fragmenty i przyglądamy się im, szukając prawdy historycznej czy psychologicznej. To Zachód podzielił teologię na biblijną, dogmatyczną, moralną, pastoralną itd. A na Wschodzie teologia była zawsze rozumiana jako życie wiarą, życie słowem Bożym. Mówimy oczywiście o ujęciach komplementarnych, one są sobie nawzajem potrzebne.

Powyższy tekst jest fragmentem książki „A piękno świeci w ciemności”. Zachęcamy do zakupu!