Umywając uczniom nogi, Jezus dał im nie tylko lekcję pokory. Pokazał też model postępowania, na którym ma być zbudowany Jego Kościół.

Miłość, ciemność, misterium. Te trzy słowa są niczym kolejne odsłony tryptyku, Trzech Dni Paschy Chrystusa. Jawią się na tle innych obrazów: zdrady przyjaciół i nienawiści motłochu, kłamstwa przywódców, arogancji władzy, chłodu grobowca i Otchłani. Odsłona pierwsza dramatu to miłość.

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że Wielki Czwartek to wspomnienie ustanowienia sakramentów kapłaństwa i Eucharystii z aresztowaniem Jezusa w tle. Słowa „To czyńcie na moją pamiątkę” odnosimy do sakramentu ołtarza. Wiemy, że gdyby nie było Eucharystii – nie byłoby Kościoła. I nie byłoby Eucharystii, gdyby nie służebne kapłaństwo w Kościele. Bez Kościoła nie ma Eucharystii, bez Eucharystii nie ma Kościoła. Śmiem jednak twierdzić, że ten teologiczny bon mot nieco uśpił nasz zmysł Kościoła. Bo nie byłoby ani kapłaństwa, ani Eucharystii, nie byłoby nawet Kościoła – gdyby nie szokujący i gorszący gest umycia nóg uczniów, wykonany przez Jezusa w czasie Ostatniej Wieczerzy.

W Wieczerniku Jezus klęczał także przed Judaszem, obmył jego nogi i może nawet pocałował jego stopę

Gorszący gest umycia nóg? Żeby uchwycić dramaturgię tej sceny, przywołajmy chociażby obrazy papieża Franciszka, gdy po rozpoczęciu swojego pontyfikatu, zamiast statecznie celebrować liturgię Wielkiego Czwartku w Watykanie, zaordynował odprawienie jej w więzieniu dla niepełnoletnich. Tam umył nogi młodocianym przestępcom. Gest ten zgorszył wielu kapłanów, wrażliwych na konieczność sprawowania liturgii wyłącznie w kościele. Dwa lata temu papież zezwolił, aby w tej samej liturgii przewodniczący jej kapłan mógł umyć nogi nie tylko mężczyznom, ale również kobietom. I znowu pojawiły się niekończące się negatywne komentarze. A rok temu, ten sam „kontrowersyjny” papież umył nogi dwunastu uchodźcom z Bliskiego Wschodu i Afryki, z których część nie była nawet chrześcijanami. I znowu, także ten akt wywołał grymas zgorszenia na twarzach wielu krytyków papieża.

Taka współczesna perspektywa pozwala nam lepiej wyłapać tony emocji zawarte w głosie Piotra Apostoła protestującego wobec swojego Mistrza. Umycie nóg w Wieczerniku nie było posługą niosącą ulgę obolałym stopom wędrowca. Oczywiście w pewnym ograniczonym sensie Jezus wziął na siebie rolę ostatniego spośród niewolników domu, co rzeczywiście wstrząsnęło Piotrem, zaszokowało pozostałych i zgorszyło Judasza (któremu Jezus też nogi umył). Ale w Wieczerniku Jezus nie tylko dał swoim uczniom lekcję pokory. Pokazał model postępowania, na którym ma być zbudowany Jego Kościół. W ten sposób złamał kulturowe tabu, według którego przywódca nie powinien się przed nikim upokarzać, a mistrz i nauczyciel nie powinni się przed nikim uniżać.

Czy taki prorocki gest był konieczny? Św. Augustyn widział tu konsekwencję tajemnicy Wcielenia. „Dlaczego dziwi nas, że wstał od stołu i złożył szaty Ten, który istniejąc w postaci Bożej, uniżył samego siebie? Dlaczego dziwi nas, że opasał się prześcieradłem Ten, który przyjął postać sługi po tym, jak stał się człowiekiem? Dlaczego dziwi nas, że wlał do misy wodę Ten, który na ziemię wylał swoją krew, by oczyścić nas z grzechów?”. Bóg rzeczywiście uniżył się i upokorzył – bo to jedyny sposób wykazania bezgraniczności miłosnego daru z siebie. To jedyny sposób, by dokonać niezwykłej operacji kardiochirurgicznej na chorej ludzkości i by serce z kamienia zastąpić sercem z ciała (Ez 36,26).

Widać to wyraźnie na przykładzie Judasza. Jezus umywa nogi także jemu – wyznawcy zasady mierzenia sukcesu w życiu pieniądzem, zdolnością do kłamstwa w dobrej wierze, wykazaniem wyższości nad innymi, wreszcie zdolnością do zawierania makiawelicznych układów z niedawnymi przeciwnikami.

Jezus nie umywa Apostołom rąk, bo w Kościele nie wystarczą czyste ręce

W opisie Ewangelii według św. Jana Judasz wychodzi z Wieczernika już po umyciu nóg! To znaczy, że Jezus klęczał przed Judaszem, obmył jego nogi wodą, wytarł tym samym ręcznikiem swojego Bóstwa, jakim się przepasał i może nawet pocałował stopę zdrajcy, zanim ten pocałował Go w policzek w Ogrodzie Gethsemani. Jezus do końca walczy o Judasza, bo Bóg do końca walczy o każdego uwikłanego w grzech człowieka. On trwa w nadziei, że moc gestu pokory może skruszyć serce tego, którego diabeł już wcześniej nakłonił do zdrady.

Bóg nie szuka niczyjej zguby i wysyła misję ratunkową, którą może zrozumieć i przyjąć tylko człowiek gotowy wejść na taką samą drogę siły ducha, zaczynającą się od gotowości do uniżenia i pokory. Misja ratowania Judasza nie powiodła się, bo musiały się wypełnić proroctwa, a Bóg nie przyjmuje do swego Królestwa więźniów, lecz ludzi wewnętrznie wolnych. Judasz zdradzi tylko dlatego, że diabeł nie zna pojęcia pokory.

Jezus nie umywa Apostołom rąk, bo w Kościele nie wystarczą czyste ręce. Czyste ręce to nic innego jak puste rytuały, które nic nikomu nie mówią i niczego nie zmieniają. W Kościele Jezusa Chrystusa trzeba odwracać logikę świata. Tutaj dążenie do posiadania trzeba zastępować postawą rozdawania (Mt 10,8), pragnienie tytułów przyjmowaniem postawy brata (Mt 23, 8-12), przemoc władzy postawą pokornej służby (Mk 10,43), niechęć do wybaczania przewin szukaniem dróg pojednania (Łk 17,3).

Od swojego zarania Kościół szedł taką właśnie drogą, chociaż potykał i potyka się na niej nieraz, ulegając mirażom nieewangelicznego życia. Jednak zawsze wraca na tę drogę, gdy ludzi Kościoła stać na akt osobistej pokory i prośbę o wybaczenie własnych grzechów. W takich chwilach Pan zstępuje między nas i w niewidzialny sposób umywa nogi Kościoła zabrudzone grzechem nieewangelicznego myślenia i postępowania. I gdy ludzie Kościoła obmywają innym stopy, wtedy dopiero urzeczywistnia się zdanie „To czyńcie na moją pamiątkę”.