Tyle nas, ile w drugich – powiedział ktoś kiedyś. Dlatego zapytałem najbliższych – jaki był Wojciech Młynarski?

Kazanie wygłoszone na pogrzebie Wojciecha Młynarskiego 24 marca 2017 r.

Polska literatura zna słowa, które w kontekście śmierci najbliższego człowieka wyrażają to, co osobiste i trudne. Jan Kochanowski napisał po śmierci swojej córeczki: „Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,/ Moja droga Orszulo tym zniknieniem swoim!/ Pełno nas, a jakoby nikogo nie było”. Doświadczenie pustki, samotności i straty przeszywa teraz każdego z nas. Tylu słuchaczy tekstów Wojciecha Młynarskiego.

Ale przed chwilą słyszeliśmy słowa Ewangelii: „w domu Ojca mego jest mieszkań wiele”. To słowa samego Chrystusa. Pełne nadziei, i nadające sens naszemu życiu.

Tyle nas, ile w drugich – powiedział ktoś kiedyś. Dlatego zapytałem najbliższych – jaki był Wojciech Młynarski? Usłyszałem – dla taty najważniejsze było poczucie humoru, klasa i styl. Mówił nam, że myślenie ma kolosalną przyszłość. Że najgorsze, co może się przytrafić, to nędza umysłowa i moralna. Nie cierpiał tandety, chamstwa, blichtru, bylejakości, amatorszczyzny. Cenił prostotę, kochał prawdziwków. Z nimi lubił zawsze zagadać i był wtedy bardzo otwarty. Przy bufonach stawał się gburem… Nie lubił ckliwości, patosu i bełkotu – mówili mi dalej najbliżsi – miał pamięć, recytował Mickiewicza całymi tasiemcami, nie sposób go było zagiąć. Stawiał bardzo wysoko poprzeczkę sobie i wszystkim. Mówił, że brak poczucia humoru jest niewybaczalny. Kochał Zakopane, Kasprowy Wierch, narty i tenis. Jego mistrzami byli Gałczyński, Tuwim, Słonimski, Hemar.

Niósł w sobie ciężką i długą chorobę. To ona pozwoliła najbliższym – dzieciom: Agacie, Paulinie, Janowi – na nowo odnaleźć się przy ojcu. Tak, to wielki dar móc być z ojcem w tym ostatnim czasie. To czas prawdziwie błogosławiony.

Wnuki i prawnuki nazwały go Wojtasem Dziadasem, nie pozwalał do siebie mówić per dziadek. Takim go zapamiętali.

Umiłowanie słowa, poezja, stylowość, inteligencja i humor, żart… – takim my go zapamiętajmy.

Pytałem też w ostatnich dniach wielu swoich przyjaciół z różnych pokoleń, co zapamiętali z tekstów Wojciecha Młynarskiego.

„Róbmy swoje” – powracało jak mantra. Chcę tu dziś przypomnieć słowa pierwszej zwrotki, gdyż ma ona kontekst biblijny, pewno o tym na co dzień nie pamiętamy (ani o tym, że tekst powstał w mrocznej nocy stanu wojennego):

Raz Noe wypił wina dzban
i rzekł do synów: „Oto
przecieki z samej góry mam,
chłopaki, idzie potop!
Widoki nasze marne są
i dola przesądzona,
rozdzieram oto szatę swą,
chłopaki, jest już po nas”.
A jeden z synów, zresztą Cham,
rzekł: „Taką tacie radę dam:
róbmy swoje,
pewne jest to jedno, że…
Róbmy swoje,
póki jeszcze ciut się chce,
skromniutko, ot, na swoją miarkę
majstrujmy coś, chociażby, arkę, tatusiu,
róbmy swoje,
może to coś da? Kto wie?”

Wojciech Młynarski był człowiekiem wierzącym. Rodzina zapamiętała, że Bóg był dla niego wielkim przyjacielem, tak zawsze o nim mówił i tak tłumaczył najbliższym Boga.

Napisał  poruszający tekst, na prośbę Stanisławy Celińskiej…

„Gdy północ bije, nim noc mnie skryje i w sen i w ciszę
W życiu co boli, serca niedoli głos często słyszę
Czy świt na niebie czy mrok na niebie jak skrzydło kruka
Ja kocham ciebie, ja wierzę w ciebie i ciebie szukam
Na złe i dobre niech nas połączy jedna współrzędna
Wierzę w twą dobroć, a czułość twoja jest mi niezbędna
Więc mnie wysłuchaj, serca niepokój w nadzieję przekuj
To ma modlitwa o ciebie i twa na wieki wieków…”

Cóż więcej dodać, do tej modlitwy, abyśmy i my potrafili „w życiu co boli, serca niedoli głos często słyszeć” – sumienia, Boga, wieczności. A serca niepokój w nadzieję przekuwać.

„Jesteśmy na wczasach…” – to kolejne słowa, które do wielu z nas wracają. W jakże popularnym, ludycznym kontekście. Jesteśmy na wczasach… – tak, Wojciech Młynarski już jest na wczasach wieczystych. A my wszyscy, jak tu jesteśmy w kościele, wybieramy się tam również. Wcześniej czy później… Będziemy na drugim turnusie. On nas powita i wprowadzi w świat, który on już zna, a my jeszcze nie. „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele” – czyż nie o tym samym mówi dzisiejsza Ewangelia?

Spójrzmy teraz na tę urnę, na prochy Wojciecha Młynarskiego. Ten proch, który spoczywa zamknięty w tej urnie, stworzył te piosenki, te genialne teksty, które śpiewało i śpiewa tak wielu ludzi. Całe pokolenia.  Prochem jesteś i w proch się obrócisz – słyszymy na początku Wielkiego Postu, w Środę Popielcową, gdy popiołem posypywane są nasze głowy. A Pan cię wskrzesi w dniu ostatecznym. W dniu zmartwychwstania. Tak wierzymy. I tak się stanie.