Mimo znaków zapytania i uwag krytycznych pontyfikat Franciszka jest wielkim darem dla współczesnego Kościoła i powiewem nadziei na nową wiosnę.

Mijają dziś cztery lata od wyboru papieża Franciszka. Biorąc pod uwagę zapowiadaną przez niego samego dynamikę pracy, wydaje się, że jest to wystarczający okres, by pokusić się o krótki (więc z konieczności wybiórczy) bilans tego pontyfikatu. Pozwolę sobie na zasygnalizowanie sześciu osiągnięć i zuchwałe wskazanie na dwa niedociągnięcia, które przychodzą mi na myśl, gdy dziś patrzę w stronę Watykanu.

Zdecydowanie na plus

Żywa wiara. Franciszek próbuje ukazać dynamikę procesu rozpoznawania woli Boga w Kościele. Dla wielu, którym wydawało się, że w kwestii definicji prawd wiary i moralności już wszystko wiemy, że osiągnęliśmy już pełnię rozwoju i „Bożą pewność” – pontyfikat ten jest doświadczeniem trudnym.

Obecny papież należy do osób wciąż poszukujących woli Stwórcy i otwartych na nowe interpretacje, wrażliwych na znaki czasu i osiągnięcia nauk teologicznych. Zdaje sobie sprawę z konieczności budowania wiarygodności Kościoła, co wymaga raczej ewolucji, rozwoju i zmiany niż „odkurzania obiektów zabytkowych”.

Miłosierdzie. Franciszek przeczytał Ewangelię w sposób pozwalający na nakreślenie spójnej wizji Kościoła. Od początku zapowiadał, że słowem kluczowym do opisu chrześcijaństwa powinno być miłosierdzie – i konsekwentnie robi wszystko, by z szeroko pojętym miłosierdziem chrześcijaństwo się kojarzyło.

Papież z uporem staje po stronie człowieka

Obserwując i gesty papieża (np. wielkoczwartkowe obmywanie stóp biedaków, przekazywanie środków finansowych dla ofiar konfliktu w Syrii), i jego słowa (np. wyrażanie troski o ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych, o biednych materialnie i moralnie oraz o uchodźców), widzimy realizację tej wizji na bardzo szeroką skalę. Karl Rahner napisał kiedyś, że jednym z głównych kryteriów rozwoju dogmatów jest hierarchia prawd, a więc takie modyfikowanie doktryny, które służy wyeksponowaniu najważniejszego jej aspektu. Obserwując kolejne posunięcia Franciszka, nie da się nie zauważyć, że przez wszystko, co pisze, mówi i czyni coraz bardziej kieruje łódź Kościoła na wody miłosierdzia.

Człowiek drogą Kościoła. Postulaty II Soboru Watykańskiego oscylują wokół antropocentryzmu. Franciszek bardzo wiernie realizuje nakreślony przez ojców soborowych program i z uporem staje po stronie człowieka, zastanawiając się, jak umożliwić każdemu nawiązanie relacji z Bogiem.

kard. Walter Kasper, „Papież Franciszek. Rewolucja czułości i miłości”

kard. Walter Kasper, „Papież Franciszek. Rewolucja czułości i miłości”, Wydawnictwo „Więź”, Warszawa 2015

Szczególnie wyraźnie widać to w postulacie indywidualnego rozeznawania w procesie moralnej oceny ludzkich postaw. Papież proponuje, by nie zatrzymywać się w punkcie stwierdzenia obiektywnego zła jakiegoś czynu, ale szukać okoliczności łagodzących po stronie dyspozycji człowieka. Będąc blisko wiernych, Franciszek rozumie, jak skomplikowane bywają czasem ich życiowe historie i zdaje sobie sprawę z ograniczeń ludzkiej wolności. Unikając łatwych rozwiązań, daleki jest od szybkiego potępiania i piętnowania.

Program dla księży. Mocno podkreślane rozgraniczenie na pasterzy i uczonych w Prawie pomaga w formowaniu i modyfikowaniu sposobów pełnienia posługi kapłańskiej. Papież uczy, że dobry ksiądz to nie ten, który solidnie zabezpiecza wypełnianie przykazań i norm prawa kościelnego, ale taki, który potrafi towarzyszyć wiernym w procesie dorastania do ideałów. Podczas pontyfikatu Franciszka biblijne „nakładanie ciężarów nie do uniesienia” stało się przestrogą dla kościelnych rygorystów, a mądre i roztropne stopniowanie wymagań pożądanym programem pasterskiej troski.

Zwrócenie uwagi na rolę kobiet. Zarówno powołanie komisji do zbadania natury diakonatu kobiet, jak i liczne wypowiedzi podkreślające konieczność większego zaangażowania żeńskiej części Kościoła w proces decyzyjny świadczą o papieskiej świadomości dotychczasowych zaniedbań w tej materii. Wprawdzie brak na razie konkretów, jednak już sama ta aktywność zasługuje na docenienie.

Wizerunek Kościoła. Gdy Franciszek podejmował posługę papieską, medialne notowania Kościoła katolickiego nie należały do najwyższych. Echa skandali pedofilskich i kolejnych afer w instytucjach kościelnych mocno nadszarpnęły wizerunek duchownych.

Papież radził sobie z tym problemem na dwa sposoby. Po pierwsze, wyraźnie zapowiedział, że nie będzie zamiatał spraw pod przysłowiowy dywan i rozliczy nieprawidłowości. Po drugie, wyszedł w stronę mediów z otwartością, uśmiechem, życzliwością i komunikatywnym językiem. Patrząc z perspektywy czterech lat, wydaje się, że głównie dzięki temu udało mu się ocieplić medialny i społeczny wizerunek Kościoła oraz podnieść poziom zaufania do instytucji kościelnych.

Do poprawy

Forma publikowanych dokumentów. Z niezrozumiałych dla wielu powodów najbardziej dyskutowany tekst papieski – adhortacja Amoris laetitia – nie jest aż tak jednoznaczny, jak można by oczekiwać. Nie chodzi mi tu o proste i „zerojedynkowe” rozwiązania, ale o sformułowania, które nie dopuszczałyby sporów wokół odpowiedzi na pytanie: Co papież miał na myśli? Przewidując polemiczny charakter niektórych stwierdzeń, wydaje się, że można było lepiej dopracować podatne na dyskusję fragmenty.

Reforma Kurii Rzymskiej. Od początku wiadomo było, że wyzwanie to wymaga szerokiego namysłu, konsultacji i odwagi. Mimo świadomości potencjalnych trudności, wydaje się, że zmiany postępują zbyt wolno. Piętnaście chorób Kurii zostało przez Franciszka zdiagnozowane stosunkowo szybko, natomiast wciąż mało skuteczne wydają się lekarstwa. Co więcej, podpowiadane przez wielu teologów, stosunkowo łatwe w aplikacji, środki lecznicze dla kilku papieskich diagnoz nie zostały zastosowane.

Trudno mi na przykład pojąć, dlaczego wciąż podtrzymuje się praktykę święceń biskupich i kapeluszy kardynalskich dla szefów watykańskich dykasterii, choć wiadomo, że w marginalny sposób pełnią oni funkcje pasterskie, a wyróżnianie w ten sposób administratorów może prowadzić do traktowania poszczególnych stanowisk kurialnych jako etapów kariery kościelnej.

*

Cztery lata to dużo i mało, a pontyfikat wciąż trwa i wciąż może zaskakiwać. Zdaję sobie sprawę, że brak mi danych pozwalających na pełną analizę i ocenę działań papieża. Wiem również, że opisane powyżej pozytywne aktywności Franciszka – choć już przynoszą dobre owoce – będą w pełni weryfikowane przez przyszłe losy Kościoła i świata. Pomimo znaków zapytania i wymienionych uwag krytycznych, gotów jednak jestem już dziś bronić tezy, że pontyfikat Franciszka jest wielkim darem dla współczesnego Kościoła i powiewem nadziei na nową wiosnę. Dziękując za habemus papam z 13 marca 2013 r., życzę przede wszystkim sobie, bym potrafił złapać ten powiew w żagiel wiary.