Wielkim projektom politycznym muszą towarzyszyć marzenia, które rozbudzają wolę działania. Politykę trzeba budować na realistycznych przewidywaniach, nie na sentymentach.

Były w dziejach Europy momenty, w których pojawiała się idea jedności kontynentu dla obrony przed wrogiem zewnętrznym czy walki o wspólny cel. Przejawiało się to w projektach wspólnej walki chrześcijańskiej Europy o „odzyskanie Ziemi Świętej”, lub też wspólnej obrony przed najazdami mongolskimi czy przed ekspansją Turków. Od średniowiecza aż do końca XVII wieku znajdowało to wyraz w projektach stworzenia koalicji państw chrześcijańskich. Jednakże głównym celem projektów zjednoczenia europejskiego było przeciwstawienie się wojnom wewnętrznym, które rozdzierały Europę. Nie chodziło tu już o alianse czy o porozumienia gwarantujące równowagę między mocarstwami i poszanowanie suwerenności istniejących państw, ale o stworzenie związku państw, które byłyby w stanie prowadzić wspólną politykę albo nawet wspólnie się rządzić, i dzięki temu żyć w pokoju. Kontynent wojen miał się stać kontynentem pokoju, a w myśl sformułowania Immanuela Kanta – przestrzenią „wieczystego pokoju”. [1]

Najgłębszą aspiracją Europy, jej zasadą twórczą, jest wolność. Dzieje Europy są dziejami wolności, przynajmniej w tym sensie, że krystalizowała się jej idea i rozszerzała się jej realizacja, że wolność zdobywały miasta i państwa, narody i klasy. [2]

„Profesor to nie obelga. Alfabet Bronisława Geremka”

„Profesor to nie obelga. Alfabet Bronisława Geremka”, wybór, układ i opracowanie Jacek Głażewski, Wydawnictwo Universitas, Kraków 2013

Obecna Europa, ta, która się właśnie kształtuje, to nie „geografia”. To pojęcie obejmujące całokształt wartości, wartości kultury judeochrześcijańskiej, wartości społeczeństwa chrześcijańskiego uformowanego na tym kontynencie. Podkreślam to z naciskiem, podkreślam jako polityk, ponieważ uważam, że Europa znalazła się w obliczu decydującego wyboru strategicznego. Europa nie może zamykać się w ograniczonych strukturach gospodarczych i militarnych, zapewniających dostatek i bezpieczeństwo pewnej liczbie państw. Musi być widziana jako świat wspólnych wartości, złożony z krajów, które je uznają i wcielają w życie. [3]

Problem „świadomości europejskiej” dotyka podstawowych elementów kultury historycznej zarówno w odniesieniu do przeszłości, jak i do teraźniejszości. Refleksja historyczna nad dziejami pojęcia Europy i idei europejskiej była bardzo żywa w ciągu całego XX stulecia, a zwłaszcza w drugiej jego połowie, po doświadczeniach totalnej wojny, której geneza była wszak europejska, oraz totalnych ideologii i ruchów politycznych, które początek swój brały także w Europie; na tożsamość wspólnoty cywilizacyjnej kładł się cień niepewności. Rezultatem takiego stanowiska było przecenianie nie tylko wspólnoty losów kultury europejskiej, ale także świadomość przynależności do wspólnej kultury, jaką przypisywano ludom i ludziom Europy w odległej przeszłości. Nadal natomiast zbyt mało jest studiów rzeczowych nad tą problematyką. Jedną z dróg badania rzeczywistych dziejów idei europejskiej jest rozważanie historii słów, sposobu i zakresu ich używania, nadanej im treści. [4]

Aby tożsamość europejska nie była pojmowana jako próba koncentracji na sobie samej, oddzielania lub wyłączania innych, musimy karmić ją historią i próbować zrozumieć, dlaczego europejskie narody chcą żyć pospołu. Pomocne przy tym będzie konfrontowanie ze sobą różnych historii oraz stworzenie tzw. European narrative. [5]

Europa zawsze wykazywała dość wyjątkową zdolność krytycznej oceny siebie samej. Ten „duch europejski” powinien być obecny w europejskich działaniach w świecie i strzec przed mentorstwem politycznym. Jednakże w strategicznych decyzjach Unii Europejskiej powinna znajdować wyraz świadomość, w jakich dziedzinach Europa może odwoływać się do swoich doświadczeń i jakim decyduje się udzielić preferencji. Sądzę, że taką dziedziną jest demokracja. Nie należy poddawać się przekonaniu, że jest ona już uniwersalnie akceptowana i że kumuluje stałe postępy. Wymaga nieustannej redefinicji. Nie wystarczy już, aby to większość w procesie wyborczym decydowała pokojowo o zmianie rządu, ale trzeba ją wiązać z poszanowaniem praw człowieka i praw mniejszości, z funkcjonowaniem państwa prawa, z rozwojem społeczeństwa obywatelskiego. Takie właśnie pojmowanie demokracji wiąże się z europejskimi doświadczeniami, które zmieniły sposób stosowania zasady suwerenności w stosunkach międzynarodowych. [6]

Mój zmarły przyjaciel, znakomity historyk Benedykt Zientara, napisał książkę o świcie narodów europejskich we wczesnym średniowieczu. Pisał w niej, że chciałby, ażeby Europa nigdy nie straciła tego, co jest jej bogactwem – kultur narodowych. Ja też tak uważam. Kiedy mówię o Europejczykach, to odwołuję się nie do idei państwa łączącego wszystkich, nieco tylko podzielonego przez języki, lecz odwołuję się do idei obywatelskiej zakorzenionej w tradycji europejskiej. A więc, po pierwsze – do Civis Romanus. Gdy św. Paweł prowadzony przez żołnierzy powiedział: „Ale ja jestem obywatelem rzymskim”, natychmiast zaczął być inaczej traktowany. Odwołuję się do takich tworów w Europie jak imperialne struktury, w rodzaju monarchii habsburskiej. Tam było poczucie pewnej wspólnoty prawnej i wspólnoty wartości. To jest to, co Europejczyków łączy. Natomiast zawsze dzielić nas będzie – ale dzielić niekonfliktowo – przeszłość narodowa, pewne elementy mentalności, kultura, język. Nie sądzę, żeby to było sprzeczne z poczuciem jedności, którego wyrazem jest idea europejska. [7]

W chwili obecnej wśród więzi łączących Europę funkcje szczególne spełniają jednolity rynek oraz unia finansowo-walutowa. Mechanizmy integracyjne noszą charakter ekonomiczny, bo taki był przecież główny wymiar projektu europejskiego. Dla promowania Europy politycznej w tych właśnie mechanizmach ekonomicznych trzeba szukać wsparcia. Zacząć trzeba od euro. Euro jest przykładem skutecznie realizowanej współpracy wzmocnionej, która nie stwarza zagrożenia dla wewnętrznej jedności Unii, choć uczestniczy w niej tylko część państw członkowskich. Co więcej, zarówno światowa opinia publiczna, jak i sama Europa właśnie euro traktują jako znak jedności europejskiej. (…) Wspólny pieniądz wytworzył nie tylko procedury bliskiej współpracy w dziedzinie walutowej, ale także zbliżył do siebie mieszkańców krajów, które go przyjęły i używają w życiu codziennym. Jest rzeczą istotną, że większość krajów UE spoza Eurolandu aspiruje do przyjęcia wspólnej waluty. Powstała także presja na ściślejszą współpracę gospodarczą między krajami, które uczestniczą w unii walutowej, a także na wspólne działania zagraniczne. Już teraz wspólny pieniądz wytwarza potrzebę pogłębionej wspólnej polityki wychodzącej poza ustalenia traktatowe. To wokół euro można zatem artykułować przyspieszenie tworzenia politycznego wymiaru Unii. [1]

Zachód nie może się zamykać za swoistym chińskim murem przed resztą Europy. Czy można sobie wyobrazić w sercu Europy Rio Grande dzielącą kraje bogate od biednych? Przecież zrodziłoby to frustracje znamienne dla biednych społeczeństw, wydanych na pastwę nędzy i rozpaczy. Osłabiłoby to młode demokracje, które nie mogłyby zaspokoić potrzeb materialnych. Rozczarowanie dałoby asumpt do wszelkiej demagogii społecznej, autorytaryzmu, propagandy antyparlamentarnej. Byłby to nie tylko Trzeci Świat – ubogi, nędzny, niedorozwinięty – u bram Zachodu, ale też część Europy żyjąca w ustroju niedemokratycznym. [3]

Dzisiejsza Europa straciła wiele swej siły przyciągającej: gospodarki zachodnie są ogarnięte recesją, w całej Europie Zachodniej pojawiło się widmo rozpadu demokracji, głębokiego kryzysu wartości politycznych. Spóźniliśmy się już na spotkanie z tamtą Europą. W nowej – musimy odnaleźć swoje miejsce. Dlatego obawiam się, abyśmy znów nie stracili czasu. [8]

Jeżeli Europa potrafi ustrzec się przed pokusą zamknięcia się w kręgu narodowych czy grupowych interesów, jeśli uda jej się zintegrować bez hegemona, przewodnika stada, stanie się ona wielkim, pozytywnym partnerem gry światowej. Dziś, trawestując to, co kiedyś mówiono o Niemczech, jest ona gigantem ekonomicznym, lecz pozostaje karłem politycznym. Ma jednak możliwość stania się potęgą polityczną. A Polska może odegrać istotną rolę w tym procesie. [9]

Na rzeczywistość nie warto narzekać; w polityce państw liczą się nie sentymenty, tylko interesy. U schyłku XX wieku w interesie Zachodu leży nie tylko to, ażeby rozpadł się świat komunizmu, ale także to, aby kraje takie jak Polska nie były źródłem destabilizacji politycznej w Europie. (…) Politykę trzeba więc budować na realistycznych przewidywaniach, nie na sentymentach. I to właśnie te pierwsze pozwalają sądzić, że Polska u końca XX wieku stoi przed swoją historyczną szansą. [10]

Polska, poddana jałtańskiej przemocy, nie mogła aż do 1989 roku uczestniczyć w odrodzeniu jedności europejskiej. Europa pozostawała jednak zawsze przedmiotem polskiego marzenia o wolności. Zjednoczenie Europy, którego świadkami jesteśmy na przełomie XX i XXI wieku, nie dokonałoby się bez tego polskiego marzenia, bo było ono u genezy upadku Muru Berlińskiego, końca zimnej wojny i rozpadu komunizmu. Uczestniczyłem w tym tak, jak potrafiłem. O Europie marzyłem zawsze. Może ma to też znaczenie: wielkim projektom politycznym muszą przecież towarzyszyć marzenia, które rozbudzają wolę działania. [2]

Nadal istnieją dwie Europy. Jedna to Europa państw narodowych, a druga to Europa słabej więzi wspólnotowej. Jestem po stronie nadziei wspólnotowej. Ale doświadczenie mówi mi, że wspólnoty nie można zbudować bez woli państw narodowych. Unię Europejską tworzyły narody, decyzja państw narodowych. Bez niej nie byłoby zjednoczonej Europy. [11]

Tekst pochodzi z książki „Profesor to nie obelga. Alfabet Bronisława Geremka”, wybór, układ i opracowanie Jacek Głażewski, Wydawnictwo Universitas, Kraków 2013. Tytuł od redakcji.

Źródła cytatów

1. „Potrzebujemy Europy politycznej”, „Gazeta Wyborcza” 2005, nr 304 z dn. 31 grudnia 2005 – 1 stycznia 2006.
2. „Wolność i solidarność – polskie przesłanie zjednoczenia Europy” [wypowiedź ministra spraw zagranicznych, Bronisława Geremka, na uroczystości wręczenia mu Nagrody im. Karola Wielkiego w Akwizgranie, 21 maja 1998 r.], „Przegląd Rządowy” 1998, nr 6–7.
3. „Wspólne pasje. Rozmowę przeprowadził Philippe Sainteny”, tłum. E. T. Sadowska, Warszawa 1995 [współautor Georges Duby].
4. „Geografia i apokalipsa: pojęcie Europy u Jakuba z Paradyża” [w:] „Mente et litteris: O kulturze i społeczeństwie wieków średnich”, red. H. Chłopocka, Poznań 1984.
5. „Europa wielu ojczyzn”, tłum. Ewa Stolarczyk-Makowska, „Gazeta Wyborcza” 2008, nr 168 z dn. 19–20 lipca [tekst opublikowany pośmiertnie].
6. „Europa i świat”, „Unia & Polska. Niezależny Magazyn Europejski” 2004, nr 6–7 (109–110).
7. „Unia musi być dla ludzi. Z Bronisławem Geremkiem rozmawia Marcin Bosacki”, „Gazeta Wyborcza” 2006, nr 60 z dn. 11–12 marca.
8. „Spustoszona scena. Z prof. Bronisławem Geremkiem rozmawiają Janina Paradowska i Jerzy Baczyński”, „Polityka” 1993, nr 17 z dn. 24 kwietnia.
9. „Między Wschodem i Zachodem, Ameryką i Europą. Z Bronisławem Geremkiem rozmawiają Andrzej Jonas, Magdalena Sowińska i Witold Żygulski”, „The Warsaw Voice” 2000, nr 9 (592) z dn. 1 marca [dodatek specjalny].
10. „A Polish Perspective [Głos polski]”, „2B” 1995, nr 7–8.
11. „Nadzieja nazywa się Europa. Z Bronisławem Geremkiem rozmawiają Adam Krzemiński i Günter Hofmann”, „Gazeta Wyborcza” 2009, nr 161 z dn. 11 lipca.