Rezygnacja Marie Collins z członkostwa w Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich to ważny sygnał wyrażający wrażliwość ofiar wykorzystywania seksualnego.

Marie Collins to irlandzka katoliczka, która ponad 50 lat temu była wykorzystana seksualnie przez księdza. Miała wtedy 13 lat. Poznałam jej historię w Rzymie w lutym 2012 r. uczestnicząc wraz z ponad stoma biskupami i wyższymi przełożonymi zakonnymi w watykańskim sympozjum o seksualnym wykorzystaniu osób małoletnich, zatytułowanym „Ku uzdrowieniu i odnowie” (materiały z sympozjum są opublikowane po polsku).

Świadectwo Collins było wówczas wysłuchane z niezwykłą uwagą. Dla wielu uczestników sympozjum było to pierwsze osobiste spotkanie z osobą, która w dzieciństwie doznała krzywdy seksualnej ze strony duchownego. Opowieść Irlandki przyczyniła się do powodzenia sympozjum, które pomogło w zmianie perspektywy patrzenia na problem wykorzystania seksualnego małoletnich w Kościele.

Ofiary wykorzystania seksualnego domagają się przejrzystości i uznania odpowiedzialności instytucjonalnej

Niemal od początku działania Centrum Ochrony Dziecka (Center for Child Protection – CCP) przy Uniwersytecie Gregoriańskim Marie Collins była zapraszana do współpracy w programach edukacyjnych tej instytucji. Gdy w marcu 2014 r. papież Franciszek powoływał pierwszych ośmiu członków Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich (PKOM), zaprosił do tego grona również ją. Od tego czasu uczestniczyła w pracach komisji. Zaangażowała się zwłaszcza w edukację, m.in. w kursy dla nowomianowanych biskupów. Była bardzo aktywna w mediach społecznościowych, szczególnie na Twitterze. Można tam było obserwować jej działalność, która zataczała coraz szersze kręgi. Kilka razy interweniowała w różnych sprawach, m.in. w sprawie nominacji biskupa Juana Barrosa w chilijskiej diecezji Osorno, oskarżanego o ukrywanie przed laty przypadków wykorzystywania seksualnego.

Potrząsnąć drzewem

W lutym br. pojawiły się informacje, że Marie Collins i inni członkowie PKOM podczas panelu w Australii – po ogłoszeniu wyników prac tamtejszej państwowej komisji badającej kościelne reakcje na wykorzystywanie dzieci – wyrażali swoją frustrację z powodu słabej współpracy z niektórymi dykasteriami kurii rzymskiej. 1 marca oficjalnie podano wiadomość, że 13 lutego Marie Collins zgłosiła na ręce kard. Seana O’Malleya, przewodniczącego PKOM, swoją rezygnację. Jednocześnie, na prośbę O’Malleya, zgodziła się, że będzie dalej uczestniczyła w edukacyjnej działalności komisji, szczególnie jako świadek.

Jako powód swojej rezygnacji Marie Collins podała trudności we współpracy pomiędzy Komisją a niektórymi dykasteriami watykańskimi. W wywiadzie dla jezuickiego tygodnika „America” wskazywała zwłaszcza na „opór” wewnątrz Kongregacji Nauki Wiary. Jak głosi watykański komunikat, papież „przyjął rezygnację pani Collins, wyrażając głębokie uznanie za jej pracę na rzecz ofiar nadużyć, jakich dopuścili się niektórzy duchowni”.

Papieska Komisja ds. Ochrony Małoletnich

Papieska Komisja ds. Ochrony Małoletnich jeszcze z Marie Collins (w pierwszym rzędzie, trzecia od lewej); przewodniczący komisji kard. Sean O’Malley – w brązowym kapucyńskim habicie. Fot. protectionofminors.va

Informacja o rezygnacji Marie Collins wywołała wiele reakcji w Watykanie, wśród organizacji zrzeszających ofiary wykorzystywania seksualnego oraz w mediach. Kard. O’Malley i prof. Hans Zollner dziękowali jej za pracę w komisji i za współpracę w ramach CCP. Sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin powiedział, że „było kilka epizodów, które skłoniły panią Collins do tego kroku”. Wedle słów Parolina, Collins odczytała te sytuacje jako brak współpracy i uznała, że „jedynym sposobem reakcji – również po to, by «potrząsnąć drzewem» – było podanie się do dymisji”.

Szkoda, że doszło do tej decyzji. Warto jednak zaznaczyć, że rezygnacja Marie Collins nie oznacza całkowitego braku głosu ofiar w Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich. Większość jej członków w swojej codziennej pracy spotyka ofiary wykorzystania seksualnego i wnosi do prac komisji ich głos, doświadczenie i wrażliwość.

Ofiary domagają się przejrzystości

Akurat w dniu ogłoszenia rezygnacji Collins, w Środę Popielcową, wraz z ojcem Adamem Żakiem SJ byłam w Rzymie. Celem naszego pobytu były m.in. spotkania w sekretariacie PKOM i w CCP. Treścią spotkań była ochrona dzieci i młodzieży przed wykorzystaniem seksualnym w pracy duszpasterskiej i edukacyjnej Kościoła. Rezygnacja Marie Collins – znana wcześniej tym, z którymi rozmawialiśmy – w dniu ogłoszenia wywołała dużo emocji.

Próbuję zrozumieć jej decyzję. Mając w pracy terapeutycznej kontakt z ofiarami wykorzystania seksualnego, angażując się w prace krakowskiego Centrum Ochrony Dziecka oraz odnosząc się do wieloletniego już doświadczenia międzynarodowej współpracy w Kościele – poniekąd nie dziwię się. Osoby takie jak Marie Collins przez lata żyły w głębokim cierpieniu, z którym były same – najpierw doświadczyły krzywdy wykorzystania seksualnego przez księdza, a następnie przeżyły kolejną traumę: odrzucenia lub niewłaściwego przyjęcia przez przełożonych Kościoła. Od momentu, gdy – czasami po wielu latach – ujawniły doznaną krzywdę i podjęły trud leczenia, bardzo pragną sprawiedliwości i naprawienia krzywd, tak swoich, jak i innych pokrzywdzonych. Słusznie domagają się usunięcia także instytucjonalnych powodów, które ułatwiły sprawcom wykorzystywanie seksualne małoletnich. Jednoznacznie na ten temat wypowiedział się papież Benedykt XVI w liście do katolików Irlandii z 19 marca 2010 r.

Dla ofiar doświadczenie oporu przed zmianami w Kościele jest trudniejsze

Ofiary domagają się przejrzystości, podania liczby znanych sprawców i ich ofiar oraz wskazania współodpowiedzialności instytucjonalnej. Pragną zmiany mentalności. Chcą tego szybko, aby nikt więcej nie był skrzywdzony. Zmiana mentalności nie następuje jednak szybko. Potrzeba czasu, nawet wymiany pokoleniowej, która zakłada zmiany w formacji i w sposobie myślenia o Kościele. Nie wszyscy, także wśród przełożonych kościelnych, są o konieczności tych zmian przekonani. Obserwować to można nie tylko w sprawie wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Doświadczenie oporu we współpracy jest czasem trudne, przeżywają je nie tylko osoby skrzywdzone przez kapłanów. Dla ofiar jednak, przy ich wrażliwości, to doświadczenie jest trudniejsze. Dlatego warto ich wrażliwość przyjąć jako „barometr”.

Zderzenie mentalności

Wśród motywów swojego kroku Marie Collins podała, że Komisja zarówno finansowo, jak też pod względem zasobów ludzkich, jest „niedoinwestowana” (tę frustrację rozumiem bardzo dobrze „z własnego podwórka”). Będąc teraz w Rzymie, już któryś raz od czasu powołania PKOM, mogłam obserwować, jak stopniowo powiększa się zespół obsługujący komisję. To samo dotyczy działu dyscyplinarnego Kongregacji Nauki Wiary. Liczba spraw, nie tylko tych dotyczących grzechów wykorzystywania seksualnego małoletnich, jest dużym wyzwaniem dla niewielkiej liczby pracowników. To wydłuża czas ich załatwiania.

Marie Collins jest Irlandką, współpracuje zatem głównie ze środowiskami anglojęzycznymi. Akurat w krajach anglosaskich problem wykorzystania seksualnego wybrzmiał najwcześniej. Dzięki temu Kościoły tych krajów – w odpowiedzi na kryzys – wcześniej wypracowały i wcieliły w życie właściwe instrumenty oraz stworzyły odpowiednie struktury ochrony dzieci i młodzieży. Podjęły też badania skali i przyczyn zjawiska wykorzystywania seksualnego małoletnich oraz błędów popełnionych przez kościelnych przełożonych. Niektóre Kościoły lokalne podjęły aktywnie współpracę z komisjami państwowymi, w wyniku czego powstało kilka raportów. Sposób przeprowadzenia tych działań odpowiada mentalności tych krajów. Natomiast współpracownicy watykańskich dykasterii pochodzą z wielu krajów o różnej mentalności i wizji Kościoła. Coś, co jest oczywiste dla Anglosasów, niekoniecznie jest oczywiste na przykład dla Włochów, Hiszpanów czy Polaków.

Rozumiem frustrację Marie Collins. Żal mi, że doszła do takiego punktu, w którym podjęła decyzję o rezygnacji z członkostwa w komisji papieskiej. Cieszę się, że nie odeszła całkowicie, że będzie dalej uczestniczyła w działaniach edukacyjnych. Mam nadzieję, że wrażliwość takich osób jak Marie Collins będzie punktem odniesienia dla kierunku zmian w Kościele i w jego pracy duszpasterskiej – aby stawał się Kościołem ewangelicznie autentycznym, miłosiernym, czułym i uważnym.