Demontaż sił zbrojnych, obniżenie ich zdolności operacyjnych, niszczenie morale oficerów i żołnierzy – to po prostu skutki uboczne procesu tworzenia partyjnego wojska.

Od chwili objęcia stanowiska ministra obrony narodowej przez Antoniego Macierewicza sytuacja w polskich siłach zbrojnych i samym ministerstwie jest nieustannie przedmiotem zainteresowania mediów – nie tylko i nie przede wszystkim tych zajmujących się problemami bezpieczeństwa czy technicznymi aspektami struktury armii i jej uzbrojenia.

Tak zwany audyt ministerstw prezentowany w Sejmie przez PiS po objęciu władzy nie pozostawiał wątpliwości: siły zbrojne są w ruinie, a państwo bezbronne wobec narastających zagrożeń. W celu uzdrowienia sytuacji minister Macierewicz podjął szereg niezbędnych działań naprawczych: powołał podkomisję do spraw zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, rozszerzył o listę ofiar katastrofy tekst apelu odczytywanego na każdej uroczystości z udziałem wojska, zatrudnił w MON swoich dotychczasowych młodych asystentów i rozpoczął przegląd kadr.

Już po kilku miesiącach okazało się, że podjęte działania były niezwykle skuteczne. Zdolnościami operacyjnymi polskich sił zbrojnych (zademonstrowanymi w  wielonarodowym ćwiczeniu Anakonda 2016) chwalił się w trakcie lipcowego szczytu NATO nie tylko minister, lecz także prezydent i premier. Odczytywany (nawet wbrew woli organizatorów uroczystości) apel smoleński wzmacnia morale żołnierzy. Do tego stopnia, że z ochotą salutują wszystkim przedstawicielom MON odwiedzającym jednostki wojskowe, bez względu na regulamin. Komisja smoleńska „krok po kroku” zbliża się do prawdy. Szef gabinetu politycznego ministra Macierewicza, niemal codziennie potwierdza własną wszechstronność. To, że łamie przy tym regulamin MON znacznie przekraczając swoje kompetencje, nikomu nie przeszkadza. W wyniku kadrowego przeglądu z armii odeszło 30 generałów i 254 pułkowników. Wśród nich szef sztabu, dowódcy generalny i operacyjny, szef Inspektoratu Uzbrojenia (odpowiedzialny za modernizację sił zbrojnych), dowódcy rodzajów wojsk i szefowie jednostek wojskowych.

W medialnym szumie, gdzieś między Misiewiczem w dyskotece, wypadkiem Macierewicza w drodze z Torunia do Warszawy a dramatycznym apelem gen. Różańskiego („czytajcie Konstytucję”), gubi się najważniejsze pytanie – o strategiczny sens zmian w obronności kraju.

Przyjęta w listopadzie 2014 roku (i chyba wciąż obowiązująca) Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej definiuje w sposób kompleksowy interesy narodowe i cele strategiczne państwa w obszarze bezpieczeństwa militarnego, gospodarczego, energetycznego, kulturowego i społecznego. Opisuje środowisko bezpieczeństwa w wymiarze globalnym, europejskim i regionalnym. Wskazuje zagrożenia i możliwości. Definiuje cele cząstkowe, narzędzia potrzebne do ich realizacji i tej realizacji zasady. Do najpilniejszych zadań w obszarze obrony narodowej zalicza między innymi kontynuację rozwoju zdolności operacyjnych Sił Zbrojnych poprzez: pozyskiwanie nowoczesnego sprzętu wojskowego, stworzenie nowego jakościowo systemu obrony powietrznej, w tym przeciwrakietowej, rozbudowę systemów informacyjnych (rozpoznanie obrazowe, zdolności sieciocentryczne), informatyzację systemów walki i wsparcia, przeciwdziałanie szerokiemu spektrum zagrożeń asymetrycznych, podnoszenie poziomu wyszkolenia i umiejętności profesjonalnego wykorzystania zaawansowanej techniki wojskowej (rozdz. IV 4.2., pkt 117). Strategia przewiduje również reformę Narodowych Sił Rezerwowych i wzmocnienie konkurencyjności polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Szukając odpowiedzi na pytanie o strategiczny pomysł ministra Macierewicza na zwiększenie bezpieczeństwa państwa w wymiarze militarnym, warto prześledzić losy realizacji (wybranych) zadań sformułowanych w Strategii.

1. Modernizacja

Przyjęty w 2013 roku program modernizacyjny polskiej armii, krytykowany przez PiS jako mało ambitny, przewidywał m.in. w zakresie obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej pozyskanie systemów średniego (program Wisła) i krótkiego (program Narew) zasięgu. Negocjacje prowadzone z koncernem Raytheon, produkującym Patrioty (Wisła), już po przekazaniu listu intencyjnego stronie amerykańskiej, zostały wstrzymane. Realizację programu Narew uzależnia się od rozstrzygnięć w kwestii Wisły. Systemy te miały stanowić element polskiej części tarczy antyrakietowej (EPAA).

Anulowano przetarg na śmigłowce wielozadaniowe (Caracale), nie podjęto decyzji dotyczących śmigłowców uderzeniowych (program Kruk). Mimo zapowiedzi zakupu śmigłowców w trybie pilnej potrzeby operacyjnej, nic o trwających przetargach nie wiadomo. Podobnie jak o śmigłowcach w koprodukcji polsko-ukraińskiej.

Zamrożony wydaje się też program wyposażenia sił zbrojnych w operacyjne bezpilotowe statki latające (drony) klasy MALE. Tysiące dronów, o których mówił minister Macierewicz, to najprawdopodobniej latające aparaty fotograficzne. Jedyną jak na razie polską firmą zdolną do wyprodukowania uzbrojonego BSL jest prywatny WB Electronics. Ale raczej nie dziś i nie tysięcy.

Wieloletni program modernizacji marynarki wojennej (Orka), mimo deklaracji o budowie nowoczesnych „łodzi podwodnych” i przeniesieniu dyrekcji stoczni do Radomia, także wyhamował.

Z hukiem odtrąbiono natomiast sukces zakupu amerykańskich pocisków lotniczych AGM-158 JASSM. Tyle, że jest to zwieńczenie negocjacji rozpoczętych przez poprzedni rząd.

2. Wzmocnienie konkurencyjności polskiego przemysłu obronnego

To zawsze był bardziej problem polityczny niż techniczny – likwidacja nierentownych i niezdolnych do nowoczesnej produkcji zakładów zbrojeniowych oznacza utratę potencjalnych wyborców. Całkowita modernizacja polskich zakładów zbrojeniowych nigdy nie była możliwa. Polityka państwa polegała więc na poszukiwaniu odbiorców mniej nowoczesnej broni z jednej strony i zakupów nowoczesnego uzbrojenia połączonego z transferem technologii z drugiej. Rząd PiS z góry zapowiedział, że podstawowym dostawcą polskiej armii będzie rodzimy producent. Czy tylko ten, który jest w stanie sprostać wymogom nowoczesnych sił zbrojnych? Sądząc po zawieranych kontraktach nie tylko.

Wiele się mówi o konieczności promocji polskiej produkcji zbrojeniowej za granicą. Poprzedni rząd stworzył w tym celu system kredytowania takich zakupów, skierowany przede wszystkim do partnerów regionalnych, w tym z Grupy Wyszehradzkiej. Celem była nie tylko prosta sprzedaż obliczona na szybki zysk, lecz także długotrwała inwestycja w tworzenie spójnego systemu uzbrojenia w regionie przez wspólne projekty. A także przełożenie opartej niemal wyłącznie na deklaracjach politycznych współpracy wyszehradzkiej na język konkretów. Rząd PiS uznał, że są to pomysły mało opłacalne. Zrezygnowano zatem ze sprzedaży KTO Rosomak Słowacji i Macedonii. Przy okazji wyrzucono na śmietnik – wspierane przez Amerykanów i sabotowane przez Rosję – porozumienie o modernizacji i serwisowaniu bułgarskich myśliwców MiG-29 w Polsce.

3. Reforma Narodowych Sił Rezerwowych

Trudno zaprzeczyć, że idea budowy Narodowych Sił Rezerwowych okazała się pomyłką. Oferta skierowana przede wszystkim do żołnierzy i oficerów rezerwy, lecz także do cywilów, aby poddali się testom i szkoleniom zakończonych egzaminem, a później regularnie stawiali się na ćwiczenia nie otrzymując za to praktycznie żadnego wynagrodzenia, nie mogła się udać. Żołnierzom NSR płacono tylko za dni ćwiczeń, średnio 2 tys. zł rocznie.

Minister Macierewicz wyciągnął właściwe wnioski z tego doświadczenia. Nowe Wojska Obrony Terytorialnej to formacja, w której cywilni ochotnicy po przejściu 16-dniowego szkolenia i spełnieniu wymogu stawienia się na ćwiczenia weekendowe przynajmniej raz w miesiącu, otrzymują regularne miesięczne wynagrodzenie. Dokładnie – 500 zł. Nic dziwnego, że jest wielu chętnych. W dodatku ten (podlegający bezpośrednio  ministrowi) nowy rodzaj wojsk będzie zaopatrzony w najnowocześniejszą broń, również taką, której nie posiadają zawodowi żołnierze jednostek operacyjnych. Teoretycznie WOT zostały powołane do ochrony ludności cywilnej i infrastruktury krytycznej, a także przeciwdziałania dezinformacji i zagrożeniom hybrydowym. Ale po co im w takim razie pociski przeciwpancerne?

Do czego będą naprawdę służyć, dowiemy się zapewne z raportu, który powstanie po zakończeniu trwającego właśnie Strategicznego Przeglądu Obronnego. W dokumencie tym minister Macierewicz sam określi zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa oraz cele i narzędzia obrony.

Z analizy dotychczasowej polityki MON wynika jednak, że Macierewiczowi nie chodzi o bezpieczeństwo Rzeczypospolitej. Wymiana i upokarzanie doświadczonej kadry, system szybkich awansów, podwyżki, zniesienie 12-letniej służby kontraktowej, program 500+ w WOT, wieloletnie kontrakty dla polskich producentów i jednoczesne zamrożenie rzeczywistej modernizacji to przede wszystkim instrumenty budowania armii PiS. I kupowania nowych wyborców. Demontaż sił zbrojnych, obniżenie ich zdolności operacyjnych, niszczenie morale oficerów i żołnierzy to po prostu skutki uboczne procesu tworzenia partyjnego wojska.

Minister Macierewicz jest w tych działaniach konsekwentny i niezłomny. Coraz silniejszy i coraz bardziej niezależny. Od prezydenta, a nawet – jak się ostatnio okazało – od prezesa. I dysponuje coraz większą liczbą instrumentów pozwalających na sprawowanie realnej władzy w państwie (z poparciem ojca Rydzyka i zarządzaniem emocjami „smoleńskimi” włącznie).

Zaczęłam pisać ten komentarz z dystansem i ironią. Przekonałam się, że o pewnych sprawach tak pisać nie umiem.