„Sługa dwóch panów” w Teatrze Dramatycznym to wybitny przykład commedii dell’arte. Oto sztuka o kłamstwie, które niszczy nas także tu i teraz.

Teatr Dramatyczny w Warszawie (na Dużej Scenie) wystawia nowy spektakl awangardowy, „Sługa dwóch panów” autorstwa Carlo Goldoniego. Reżyseria: Tadeusz Bradecki. Przekład, scenografia i kostiumy: Jan Polewka; muzyka: Stanisław Radwan.

Oto commedia dell’arte. Pisze Jan Gondowicz: „Takie sztuki jak «Sługa dwóch panów» to taniec figurowy w rodzaju menueta, tylko o wiele żwawszy. Chodzi o to, by ani na chwilę nie stanąć, nie zgubić rytmu, nie potracić partnerów, ale tworzyć z nimi pełne wdzięku grupy w stylu porcelanowych figurek z Miśni. (…) Akcja toczy się drobnymi krokami, z pomocą niepozornych rekwizytów. (…) Zostało w tym teatrze tyle z teatru aktora, że akcja raz po raz oddaje pole bezinteresownej wirtuozerii Arlekina”. I rzeczywiście Krzysztof Szczepaniak daje popis swojego mistrzostwa w roli tytułowej. On „płynie”, skacze i „fruwa” po scenie, a jednocześnie doskonale współgra nie tylko z partnerami na scenie, ale także z publicznością, jakby chciał wszystkim powiedzieć: kłamiecie, wszyscy kłamiecie. Inni aktorzy też znakomicie wpisują się konwencję commedii dell’arte: Mateusz Weber, Agata Góral, Anna Szymańczyk, Kinga Suchan, Waldemar Barwiński, Łukasz Wójcik, czy doświadczeni: Mariusz Wojciechowski i Andrzej Blumenfeld.

A dlaczego jest to spektakl awangardowy? No bo, drogi widzu, reżyser odchodzi tu od archaicznego, konserwatywnego teatru, w którym duża część czasu spektaklu dzieje się na ekranie, oglądamy wcześniej zrealizowane klipy filmowe z rwaną i chaotyczną narracją, kamera koniecznie musi być niespokojna, czasem aktorzy na żywo wpatrują się w kamerę, a widz ogląda ich wielkie zbliżenia. Występujący na scenie aktorzy od czasu do czasu odwracają się do widzów i wygłaszają aksjologiczne monologi o kryzysie cywilizacji europejskiej, przesiąkniętej kapitalistycznym materializmem. Dramaturg lub dramaturżka potrafią skompilować coś z Derridy, coś z Żiżka,  coś z Jana Sowy i innych zaangażowanych publicystów. Niekiedy takie spektakle maja trochę mylące tytuły, dajmy na to: „Ksiądz Marek” albo „Nieboska komedia”, a nawet „Romeo i Julia”. I oto w kontrze do tego archaicznego teatru otrzymujemy nowoczesną commedię dell’arte Goldoniego, zagraną tak, jak życzyłby sobie autor. Oto sztuka o kłamstwie, kłamstwie, które niszczy nas także tu i teraz.

Pisał Jan Kott: „Ten powrót do komedii dell’arte jest jednocześnie upajającym odkryciem samej natury teatru”. Przedstawienie w Teatrze Dramatycznym jest rzeczywiście: „pulsujące, odświeżające i żywe. (..) Iluzja realności staje się realnością iluzji”.

PS. W załączniku Adriano Celentano. Jaki to ma związek ze sztuką Goldoniego? A, to już niech każdy sprawdzi udając się do Teatru Dramatycznego.