Dekret Trumpa oznaczać może faktyczne wypowiedzenie przez Stany Zjednoczone Konwencji Genewskiej o uchodźcach.

Politycy z „twardego jądra Unii Europejskiej” gorąco krytykują dekret prezydenta Donalda Trumpa zabraniający wjazdu na terytorium Stanów Zjednoczonych obywatelom Syrii, a także wprowadzony na trzy miesiące zakaz wydawania amerykańskich wiz mieszkańcom Iraku, Iranu, Libii, Somalii, Sudanu i Jemenu.

Rzecznik prasowy Angeli Merkel poinformował, że podczas weekendowej rozmowy telefonicznej z prezydentem USA, kanclerz Niemiec oceniła, że zagrożenie terrorystyczne nie może być argumentem, który w praktyce zawiesza obowiązywanie na terytorium Stanów Zjednoczonych Konwencji Genewskiej ONZ z 1951 roku dotyczącej statusu uchodźców i migrantów z krajów objętych działaniami wojennymi. W niedzielę nowy minister spraw zagranicznych Niemiec Sigmar Gabriel wraz ze swoim duńskim odpowiednikiem Bertem Koendersem wydali wspólny komunikat, w którym zapewnili o „determinacji w sprawie ochrony interesów obywateli Unii w związku z gwałtowną akcją Waszyngtonu”.

Równie zdecydowanie zareagowali liderzy z Włoch i Francji. Premier Paolo Gentiloni (nie wspominając imiennie prezydenta USA) napisał na Twitterze, że jego kraj „przywiązany jest do takich wartości jak społeczeństwo otwarte, pluralizm i brak dyskryminacji, które stanowią fundamenty Europy”. Jeszcze mocniej wypowiedział się prezydent François Hollande, który ocenił, że „narracja, którą słychać zza Oceanu od jakiegoś czasu zachęca do populizmu, a nawet ekstremizmu” i jednocześnie, uznał, że w związku z decyzją o migrantach Stary Kontynent powinien podjąć odpowiednie kroki dyplomatyczne wobec administracji amerykańskiej. Swojej dezaprobaty nie kryje również szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini. Na swoich oficjalnych profilach w sieciach społecznościowych napisała, że każdy człowiek zasługuje na szacunek, niezależnie od wyznawanej religii, narodowości oraz płci. „To zadziwiające, że takie decyzje podejmuje się w dniach, kiedy świat wspomina ofiary Holokaustu. Tragiczna historia Europy nauczyła nas, że każdy człowiek ma swoją niepodważalną godność i przysługujące mu prawa” – dodała.

Decyzję przywódcy USA z zadowoleniem przyjęli natomiast europejscy politycy nacjonalistyczni. Lider holenderskiej Partii Wolności (PVV) Geert Wilders napisał, że „jest to jedyna droga do zapewnienia światu bezpieczeństwa i wolności”, a brytyjski eurosceptyk Nigel Farage stwierdził nawet, że „prezydent Trump walczący z islamskim fundamentalizmem nie może brać rad płynących z Francji lub Niemiec”.

Najnowszy spór między prezydentem USA i przywódcami Unii może mieć sporo implikacji nie tylko na płaszczyźnie dyplomacji, lecz także prawa międzynarodowego. Dekret Trumpa oznaczać może faktyczne wypowiedzenie przez Stany Zjednoczone Konwencji Genewskiej o uchodźcach, zwłaszcza, że de iure Waszyngton stał się sygnatariuszem Konwencji podpisując dopiero dołączony do niej Protokół z 1967 roku, który znosił wcześniejsze zapisy dokumentu (pozwalające na pomoc głównie uchodźcom i przesiedleńcom – ofiarom drugiej wojny światowej oraz wojny domowej w Grecji 1945-49). Kraje, które przyjęły Protokół, zobowiązały się bowiem do pomocy uchodźcom – ofiarom wojen i prześladowań niezależnie od uwarunkowań czasowych i geograficznych.

Wycofanie się największego światowego mocarstwa demokratycznego z przestrzegania tego rodzaju konwencji, obok praktycznych skutków, oznaczałoby również olbrzymi cios w prestiż USA na arenie międzynarodowej. Nie da się ukryć, że zakaz wjazdu obejmujący obywateli konkretnych państw jest sprzeczny z fundamentalną koncepcją prawną Karty Narodów Zjednoczonych, zakładającą zakaz dyskryminacji ze względu na narodowość lub religię oraz równość wszystkich państw w systemie międzynarodowych stosunków konsularnych. Kolejną komplikacją prawną wynikającą z posunięcia Trumpa mogą być kłopoty z wjazdem na terytorium Stanów Zjednoczonych obywateli Unii z podwójnym obywatelstwem, co dotyczyć może obecnie blisko miliona osób zamieszkujących na terenie Wspólnoty.