Gdy Jezus wszedł do wody, aby zostać ochrzczonym – musiał tam wejść nago. Zupełna nagość była też wymagana w momencie chrztu chrześcijan.

Grecki czasownik baptízō, który tłumaczony jest w Nowym Testamencie za pomocą technicznego czasownika „chrzcić”, dosłownie oznacza „zanurzać”. Jan zanurzał zatem Jezusa w wodach Jordanu (Mt 3,13-16), a swoim uczniom Jezus nakazywał zanurzać w imię Trójcy Świętej (Mt 28,19).

Rytuał chrztu pokuty w judaizmie domagał się całkowitego zanurzenia się nago w rzece albo w mykwie – basenie, który można uznać za pierwowzór dla baptysterium. Zresztą podobne rytualne obmycia w wodach rzeki znane są także w innych religiach. Gdy Jezus wszedł do wody, aby zostać ochrzczonym/ zanurzonym, musiał tam wejść nago – i tak też był niegdyś przedstawiany na mozaikach i obrazach.

Nagi jak Adam

Na przełomie V i VI wieku takie przedstawienie zaczęło razić i stawało się coraz rzadsze, a dzisiaj stało się prawie nieobecne. XVI-wieczna francuska sztuka pasyjna przytacza następujący dialog św. Jana z Jezusem. Chrzciciel mówi do Syna Bożego: „Muszę Cię, Panie, zobaczyć nagim. By dać początek nowemu Prawu”. Jezus zdejmuje szaty i odpowiada: „Jestem już nagi, ochrzcij mnie, Bez dalszych wzdragań”. Fakt ten utrwalony jest także w tekście liturgicznym, gdyż jeden z hymnów wschodnich (grekokatolickich) głosi: „O, współczujący zbawco, przywdziewający nagość Adama jako strój chwały. Byłeś gotów stać nago w Jordanie. O, wspaniały cudzie!”.

Katechumeni, którzy wchodzili nago do baptysterium, naśladowali więc gest Jezusa. W roku 200 św. Hipolit pisał, że w momencie chrztu wymagana jest zupełna nagość, a kobiety winny także zdejmować biżuterię. Żyjący w wieku IV Zenon z Werony w ten sposób zwracał się do katechumenów: „Zostaniecie zanurzeni nadzy w źródle, lecz niebawem stamtąd wstaniecie odziani w niebiańską szatę”.

Św. Jan Chryzostom wyjaśniał konieczność bycia nagim przez nawiązanie do pierwotnej nagości pierwszych rodziców: „Wtedy kapłan zdejmuje z ciebie szatę i każe ci wstąpić do bieżącej wody. Dlaczego bez szat? Przypomnij sobie poprzednią nagość, kiedy byłeś w raju i się nie wstydziłeś. Bo Adam i Ewa – mówi Pismo Święte – byli nadzy i nie wstydzili się, dopiero gdy wzięli szatę grzechu, napełniła ich ona wielkim wstydem”.

W „Katechezach mistagogiczych” św. Cyryl Jerozolimski konieczność bycia nagim komentował następująco: „Kiedy tam [do baptysterium] weszliście, zaraz zdjęliście tunikę. Oznaczało to wasze wyzucie się ze starego człowieka wraz z jego uczynkami. […] Przedziwna rzecz! Byliście nadzy na oczach wszystkich i nie wstydziliście się. Prawdziwie bowiem nieśliście obraz pierwszego ojca Adama, który w raju był nagi i nie doznawał wstydu”. Podobnie mówił Teodor z Mopsuestii: „Adam na początku był nagi i nie wstydził się tego”.

Nagi jak Chrystus lub niewolnik

Odwołanie się do Adama – choć najpopularniejsze – nie było jednak jedyną teologiczną interpretacją nagości chrzcielnej. Ta nagość mogła być nie tylko Adamowa, ale także Chrystusowa.

W jednej z katechez św. Cyryl mówił z kolei: „Rozebrani z szat byliście nadzy – na wzór Chrystusa nagiego na krzyżu, który przez swoją nagość rozbroiwszy księstwa i moce, odniósł nad nimi jawnie triumf na drzewie”.

Nagość podczas chrztu kojarzono z triumfem Chrystusa, ale też z kondycją niewolnika

Nagość jednak nie musiała być kojarzona jedynie z triumfem Chrystusa, ale mogła także symbolizować kondycję grzesznika, a dokładniej – kondycję niewolnika. Jan Chryzostom w katechezie X tak zwraca się do katechumenów: „Mam wam jeszcze powiedzieć, dlaczego w tej chwili prowadzimy was  rozebranych i bosych w orszaku aż do wołań egzorcystów. Dobrze, bo i tu jawi się znów ta sama racja, by wiedzieć, że zwycięski w wojnie Król wziął do niewoli jeńców. Taki to widok jeńców. Posłuchaj, co mówi Bóg do Żydów: «Jak sługa mój, Izajasz, chodził nago i boso», tak pójdą synowie Izraela do niewoli goli i bosi. Chcąc ci więc przypomnieć w obrazowy sposób poprzednią tyranię diabła, odsyła cię Bóg do dawnego niskiego pochodzenia. Dlatego stanęliście nie tylko nadzy i bosi, ale mieliście i ręce zwrócone do tyłu, i podniesione, abyście i potem uznawali władzę Boga, ku której się teraz zbliżacie”.

Nagi jak niemowlę

Innym przykładem wieloznaczności nagości chrzcielnej jest homilia syryjskiego pisarza – Narsai z Nisibi (V/VI w.), który kondycję ochrzczonego porównywał do sytuacji nowo narodzonego niemowlęcia: „Jak nowo narodzony, który wychodzi z łona, ukazuje się ochrzczony, wychodząc z wody; ale kapłan, zamiast go ubrać, przyjmuje go i całuje. Po wyjściu z wody jest podobny do noworodka i każdy go ściska i całuje jak noworodka. […] Jego narodzenie jest symbolem tego narodzenia, które dokona się przy końcu czasów […]”.

Odwołanie do nagości dziecięcej ma odniesienie zarówno protologiczne (nawiązanie do początków), jak i eschatologiczne. Syryjski tekst z VI wieku nawiązuje do nagości, która była udziałem Adama i Ewy w raju: „Kiedy w Piśmie powiedziano, że «byli nadzy, a nie odczuwali wobec siebie wstydu», znaczy to, że nie rozumieli swojej nagości jak dzieci”.

Z kolei apokryficzna „Ewangelia Tomasza” ma wydźwięk eschatologiczny: „Spytali uczniowie Jego: «Którego dnia objawi się nam i którego dnia ujrzymy ciebie?». Odrzekł Jezus: »«Jeśli będziecie mieli zwyczaj ukazywać, nie wstydząc się, te części ciała, które godzi się zakrywać, i będziecie brać szaty wasze i rzucać je pod wasze stopy jak małe dzieci, i będziecie je deptać, wówczas ujrzycie Syna żywego i nie będziecie się bać»”.

Nagość podejrzana

Co nam zostało z sakralnej nagości? Nic albo przynajmniej niewiele. Być może chrzest niemowląt nago zdarza się jeszcze tam, gdzie dzieci chrzczone są przez zanurzenie. Ale zapewne dorosłych nikt dzisiaj nie ma odwagi chrzcić „w stroju Adama”, ani do tego nawet namawiać. Zresztą nie ma też ku temu warunków. Od czasu starożytności te teologiczne tropy w interpretacji nagości zupełnie wywietrzały. Wyrażenie „strój Adama” odwołuje się już tylko do nagości, na pewno nie do pierwotnej bezgrzeszności i świętości.

Nagość stała się w Kościele bardzo podejrzana. Może właśnie dlatego, że nasi Rodzice uświadomili sobie, że są nadzy i zawstydzili się tego dopiero po grzechu, za poduszczeniem szatana. Wcześniej byli nadzy i bez-wstydni w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nagość była pierwsza, wstyd przyszedł później.

W raju nagość była pierwsza, wstyd przyszedł później

Ile Kościół wygłosił kazań przeciwko nagości, która jest źródłem wszelkiego zła – trudno wyliczyć. Lato takiemu kaznodziejstwu sprzyjało bardziej niźli zima, co oczywiste. Jak nie bez lekkiej złośliwości pisze ks. Janusz St. Pasierb, „Może i dziś jeszcze lato i wakacje wydają się niektórym kaznodziejom czasem rewindykacji dokonywanej przez świat, ciało i szatana. Dawniej to biedne ciało, rozdziane co nieco na plaży, bywało tematem numer jeden przedwakacyjnych kazań. Bezpośrednio o duszy myślano wtedy jakoś mniej”.

Tak, golizna gorszy. Także ta plażowa. Ale może i ona ma sens teologiczny? „Sama znowuż golizna – pisze Pasierb – która tyle gromów ściągała na plaże in illo tempore, powinna nas przygotować na Sąd Ostateczny (tak, tak!), przypominając, że bardziej niż na plaży roznegliżowanymi widzi nas zawsze Pan Bóg”. Wszak omnia […] nuda et aperta sunt oculis eius – „wszystko nagie i otwarte jest Jego oczom” [Hbr 4,13]. I w ten sposób nawet plaża nudystów może stać się miejscem teologicznym, a cóż dopiero chrzest.

Jeśli gdzieś zanurza się/chrzci się nago niemowlęta, to nie dla wygody, ale dla prawdy – aby zanurzyć się w wodzie nago, a wynurzyć się z niej w szacie łaski, choć niewidzialnej.