Mieszkańcy Dobrzenia Wielkiego koło Opola dramatycznie wołają o wysłuchanie. Rząd nie reaguje ani na ich strajk głodowy, ani na apele bp. Andrzeja Czai.

7 stycznia rozpoczęła się 13. doba strajku głodowego prowadzonego w Gminnym Ośrodku Kultury w Dobrzeniu Wielkim przez kilkanaście osób: mieszkańców tamtejszej gminy i solidaryzującego się z nimi mieszkańca Opola. Przedwczoraj biskup opolski Andrzej Czaja zaapelował do premier Beaty Szydło o przysłanie do Dobrzenia przedstawiciela rządu. Pisał: „Szanowna Pani Premier, ja już naprawdę nie wiem, co mam jeszcze zrobić, by nie doszło do jakiegoś nieszczęścia”.

Jaki ciąg wydarzeń doprowadził do tej desperackiej formy sprzeciwu w gminie Dobrzeń Wielki, a także atmosfery buntu – a co najmniej niezadowolenia – w trzech innych podopolskich gminach?

W listopadzie 2015 r. prezydent Opola Arkadiusz Wiśniewski w obszernym wywiadzie dla lokalnego dziennika „NTO” ogłosił swój plan poszerzenia granic miasta. Głównym argumentem na rzecz tego zamierzenia – zakładającego wchłonięcie 13 sołectw z terenu 5 podopolskich gmin – była wizja szybszego rozwoju tych obszarów oraz prorozwojowego wzmocnienia samej stolicy regionu, który drenowany jest z potencjału intelektualnego i gospodarczego przez sąsiednie metropolie: Wrocław i Katowice.

„Nikt nas nie słucha, nikt się z naszym głosem nie liczy” – powtarzają od pół roku protestujący

Argumenty ekonomiczne i demograficzne (Opole się wyludnia) pewnie były warte rozważenia. Zasadniczy problem polegał na tym, że samorządowi koledzy prezydenta Wiśniewskiego – wójtowie podopolskich gmin, zasiadający z nim m.in. we władzach utworzonej niedawno Aglomeracji Opolskiej – o jego daleko idących planach dotyczących wspólnot, którym przewodzą, dowiedzieli się z gazety. Jeszcze bardziej zaskoczeni czuli się mieszkańcy gmin Dobrzeń Wielki, Prószków, Komprachcice, Dąbrowa i Turawa.

Tak gwałtownie spolaryzowane strony rozpoczynającego się dopiero konfliktu nie usiadły do negocjacji. Wbrew prasowej zapowiedzi prezydenta Wiśniewskiego proces „nie został rozłożony na lata”. Uchwały i decyzje administracyjne następowały szybko, bo prezydent spieszył się, by zdążyć z ustawowymi terminami tak, aby projekt tzw. dużego Opola wszedł w życie 1 stycznia 2017 r.

Jeszcze bardziej nie sprawdziły się słowa włodarza Opola ze wspomnianego wywiadu: „niczego nie chcemy i nie możemy robić na siłę. Planujemy prowadzić szeroko zakrojone konsultacje społeczne”. Rady wszystkich zainteresowanych gmin oraz rada powiatu opolskiego ziemskiego uchwaliły sprzeciw wobec planów prezydenta Wiśniewskiego. Na terenie gmin przeprowadzono konsultacje społeczne, których wynik był miażdżący: „nie” powiedziało od 94 do 99 proc. uczestników głosowań, przy frekwencji – w zależności od gminy – od 40 do ponad 60 procent mieszkańców. W Opolu w analogicznych konsultacjach głosowało niecałe 6 proc. mieszkańców, z czego ok. 70 procent było „za”.

W całej gminie Dobrzeń Wielki – liczącej 14 134 uprawnionych do głosowania – za „większym Opolem” opowiedziało się 14 osób! Ten jasny sygnał i głos społeczności zupełnie zignorowano.

Wojewoda opolski Adrian Czubak 28 kwietnia 2016 r., pozytywnie opiniując wniosek złożony przez prezydenta Opola, w konkluzji stwierdzał „relatywnie średnie zainteresowanie społeczności lokalnej przyłączeniem do terenu  Miasta Opola”. Protestujących przeciw planom ekspansji Opola mieszkańców gmin ta nielicząca się z oczywistymi faktami społecznymi fraza nie tylko oburzyła, ale dodała im energii do protestu. Wkrótce zorganizowali w Opolu w czasie festiwalu piosenki manifestację, w której wzięło udział ok. 3-4 tysiące uczestników. Kto zna mieszkańców śląskich wiosek z ich niechęcią do jakichkolwiek manifestacji i protestów – rozumie, co stoi za tą liczbą.

Od 19 sierpnia liczące ok. tysiąca do dwóch tysięcy osób pochody protestacyjne pojawiały się na ulicach miasta co miesiąc – w dniu nazwanym „miesięcznicą pogrzebania samorządności na Opolszczyźnie”. 19 lipca 2016 r. rząd Beaty Szydło wydał bowiem rozporządzenie akceptujące plany prezydenta Opola (z jednym wyjątkiem – nie włączono do Opola części sołectwa Zawada w gminie Turawa, gdzie położone jest centrum handlowe).

Decyzja rządu wydawała się ostatecznym, decydującym głosem w kwestii „dużego Opola”.  Tak też przedstawiali to główni jego protagoniści: prezydent Wiśniewski i wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki (pochodzący z Opola poseł Solidarnej Polski, który w 2014 r. wsparł Wiśniewskiego w wyborach samorządowych). Jaki przyznawał wręcz, że to on „przeforsował” projekt w Warszawie.

Zdaje się, że obaj panowie nie docenili skali oporu i determinacji protestujących, którzy nie zamierzali zaprzestać walki o zachowanie integralności terenu swoich gmin.

Bp Czaja zaapelował do premier Szydło: „Jestem głęboko zaniepokojony, żeby nie powiedzieć przerażony”

„Nikt nas nie słucha, nikt się z naszym głosem nie liczy” – powtarzali jak mantrę protestujący nie tylko w czasie „miesięcznic”, ale także w czasie  wielu pikiet, blokad dróg czy wyjazdów do Sejmu. I tak rzeczywiście było – nikt z rządzących nie spotkał się z protestującymi, by wysłuchać ich argumentów (wspieranych z przyczyn prawnych m.in. przez Rzecznika Praw Obywatelskich, który skierował sprawę do Trybunału Konstytucyjnego). Jedynym wyjątkiem był prezydent  Andrzej Duda, który przystanął przy grupie z Dobrzenia przed wejściem na plac w Strzelcach Opolskich, gdzie spotkał się z mieszkańcami.

Jedyną propozycją „ugody” złożoną przez prezydenta Wiśniewskiego była 10-milionowa dotacja na rok 2017 dla okrojonej gminy Dobrzeń Wielki, która jednak w wyniku zmian straci ok. 40 milionów dochodu rocznie z podatku od nieruchomości Elektrowni „Opole” i będzie borykać się z wieloma problemami budżetowymi. Już obecnie pracę straciło np. 19 pracowników GOK, który prowadził bardzo szeroko zakrojoną działalność (60 zespołów, grup, kółek zainteresowań). Wójt Dobrzenia Henryk Wróbel odrzucił tę propozycję, argumentując, że nie może uzależniać bytu gminy od łaskawej zapomogi sąsiada, który mu wcześniej zabrał czterokrotnie więcej.

Elektrownia z takim podatkiem jest zresztą najsmakowitszym „kąskiem” dla poszerzonego Opola. Od kilku miesięcy protestujący deklarowali, że są gotowi dzielić się dochodem z niej z całym regionem. Wobec gminy Dobrzeń formułowano bowiem zarzuty, że czerpie nadmierne profity z ogólnokrajowej inwestycji. Co „gorsza” – a oliwy do ognia dolewał tu regularnie wiceminister Jaki – są to profity dla gminy, w której rządy sprawuje mniejszość niemiecka…

W ten sposób piec został rozgrzany niemal do czerwoności. Po wielu latach dążeń abp. Alfonsa Nossola i jego następcy bp. Andrzeja Czai – a także władz województwa opolskiego po upadku komunizmu – do pojednania zróżnicowanej etnicznie społeczności regionu, obecnie ten dorobek wydaje się zagrożony. Minister Patryk Jaki posunął się nawet do sugestii, że elektrownia położona na terenie gminy rządzonej przez mniejszość niemiecką to… zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego dla Polski.

To ledwie ułamek polemik, sporów i wymiany epitetów, jakie padały w ciągu trzynastu miesięcy konfliktu. Jego kulminacja nastąpiła w drugi dzień Bożego Narodzenia 2016 r., kiedy kilkunastu mieszkańców gminy Dobrzeń Wielki, po spotkaniu kolędowym w miejscowym GOK, postanowiło rozpocząć strajk głodowy, domagając się przyjazdu mającego pełnomocnictwa przedstawiciela rządu.

W całej gminie Dobrzeń Wielki w referendum za „dużym Opolem” opowiedziało się 14 osób!

Biskup Andrzej Czaja – który od początkowych faz konfliktu starał się, by strony spotkały się przy stole obrad – w sumie już trzykrotnie apelował do głodujących o przerwanie strajku. Bezskutecznie. 30 grudnia w nocy do GOK przyjechał także prezydent Wiśniewski, który nie przywiózł żadnych propozycji negocjacji czy kompromisu, ale namawiał do przerwania głodówki. Z sali wyszedł bez szwanku tylko dzięki zdecydowanej interwencji proboszcza z Dobrzenia – ks. Jana Poloka oraz dyrektora GOK Gerarda Kasprzaka, który także prowadzi strajk głodowy. Prezydent Opola musiał opuszczać Dobrzeń w asyście policji.

0 7 rano w Nowy Rok śpiących głodujących odwiedził wojewoda z tą samą – jedyną – propozycją: przerwanie strajku głodowego. Następnego dnia w kurii diecezjalnej w Opolu w obecności bp Czai odbyły się pierwsze rozmowy między głodującymi, prezydentem i wojewodą.

5 stycznia – po nocy, w czasie której dwoje głodujących karetki pogotowia zabrały do szpitala – biskup Czaja dramatycznie zaapelował do premier Szydło: „Jestem głęboko zaniepokojony, żeby nie powiedzieć przerażony tym, co może się wydarzyć, a przecież można temu zapobiec. Protestujący oczekują przyjazdu kogoś wprost z Rządu RP, aby mogli przedstawić swój punkt widzenia na temat procedowania i skutków przyłączenia ich gminy do Opola. Wołają o wysłuchanie”.

Po tym apelu biskupa w kurii odbyła się druga tura rozmów strajkujących, prezydenta i wojewody. Głodujący zadeklarowali, że przerwą protest, jeśli tylko premier pisemnie wyznaczy datę spotkania (nie późniejszą niż 12 stycznia). Są gotowi stawić się w dowolnym miejscu. Jak dotąd (6 stycznia, g. 20:30), wciąż czekają na odpowiedź.

– My nie ulegniemy. Przyjdą inni i nas zmienią. Będziemy pokazywać Polsce i światu, że tak nie można traktować ludzi – powiedział mi 5 stycznia wieczorem Janusz Piontkowski, lider głodujących, sołtys wsi Kup. Czy głód niewysłuchanych zostanie wreszcie zaspokojony?