Błędem byłoby poczucie wyższości Polaków wobec narodów Europy Zachodniej. Twórcza polityka nastawiona jest nie na piętnowanie zła, lecz wspieranie dobra.

Wspólnotę europejską budowali ludzie, którzy wierzyli, że chrześcijaństwo ma moc przezwyciężenia wszelkich egoizmów i stanowi fundament odbudowy naszego kontynentu ze zniszczeń wojennych. Robert Schuman pisał, że demokracja antychrześcijańska byłaby karykaturą zmierzającą do tyranii lub anarchii.

Jednocześnie chrześcijańscy demokraci tamtej epoki byli gorącymi rzecznikami głębokiej integracji opartej na zasadach partnerstwa i solidarności. Wolno sądzić, że ich przesłanie zwrócone było przeciw patriotyzmowi starego typu, który nie widział potrzeby integracji i wierzył w zewnętrzną kooperację państw. Robert Schuman otwarcie polemizował z doktryną Barresa, twórcy republikańskiego nacjonalizmu, podkreślając, że polityka europejska musi przezwyciężyć egoizmy narodowe, ponieważ narody będą niezdolne do przezwyciężenia o własnych siłach ogromnych problemów piętrzących się przed nimi.

To stanowisko było doskonale rozumiane przez Kościół w Polsce, który miał nadzieję, że z czasem budowanie jedności Europy obejmie te narody, które Jałta skazała na utratę wolności i egzystencję w bloku sowieckim. Z pewnością wierzył w to kard. Bolesław Kominek, autor historycznego listu biskupów polskich do biskupów niemieckich. Wyrażane wówczas nadzieje spełniły się w 1989 roku. Europa rozszerzyła się po granice kultury i geografii, o co apelował Jan Paweł II w historycznym wystąpieniu na forum Parlamentu Europejskiego w Strasburgu.

Dziś podkreśla się, że Unia Europejska odchodzi od idei swoich założycieli. Przechodzi ewolucję w negatywnym kierunku: dechrystianizacji i odstępstwa od solidarności. Oba zjawiska trzeba analizować odrębnie, ponieważ przebiegają innymi torami i nie są ze sobą ściśle powiązane.

Szukać sojuszników

W przypadku dechrystianizacji podstawowe znaczenie ma nie polityka, lecz przemiany, które zaszły w kulturze Europy Zachodniej. To one zredukowały oddziaływanie dziedzictwa chrześcijańskiego. Bez wątpienia gwałtownie przyspieszyła te procesy rewolucja kulturowa z maja 1968 roku.

Ani kapitulacja, ani ucieczka od UE nie mogą być polską odpowiedzią na dechrystianizację

Projekt nowego społeczeństwa najpierw uderzył w prawo osoby ludzkiej do życia i w prawa rodziny. Dziś wyraża się je często w bardziej agresywnej wersji, która dąży do usunięcia chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej. Bez wątpienia ideologia i język dominujący w instytucjach UE jest już bardzo odległy od tego, który można znaleźć w pismach Ojców Założycieli. Niestety proces ten nie spotkał się z należytym oporem ze strony partii chrześcijańsko-demokratycznych i ich reprezentacji na szczeblu europejskim. Doskonałą analizę przypadku kryzysu włoskiej chadecji dał znany w Polsce filozof Rocco Buttiglione w książce „Chrześcijanie a demokracja”. Ani kapitulacja, ani ucieczka od UE nie mogą być polską odpowiedzią na dechrystianizację.

Jaka powinna być w tej kwestii postawa chrześcijan mających poczucie odpowiedzialności za dobro społeczeństw naszego kontynentu? Z pewnością nie powinna nią być ani kapitulacja, ani ucieczka od UE. Właściwa reakcja polega na wytrwałej promocji cywilizacji życia na wielu polach. Wskażmy przede wszystkim na ochronę embrionów przed eksperymentami, obronę prawa do życia nienarodzonych i promocję rodziny tworzonej przez mamę i tatę. Towarzyszyć temu powinna stanowcza obrona wolności religijnej i pomoc dla chrześcijan, którzy doznają prześladowań na wielu kontynentach świata.

W wydanej w 2002 r. nocie o zasadach, jakimi powinni się kierować katolicy w życiu politycznym, późniejszy papież Benedykt XVI pisał: „Wyrażenie w kategoriach współczesnej kultury dziedzictwa duchowego, intelektualnego i moralnego katolicyzmu jest dziś pilną potrzebą, którą trzeba zaspokoić niezwłocznie, także po to, aby zażegnać niebezpieczeństwo kulturowej diaspory katolików”. Jeśli chcemy więc oddziaływać na Europę, musimy używać języka asertywnego i włączającego. Obrona wartości uniwersalnych powinna być połączona z empatią, ponieważ przekonywać trzeba tych, którzy wątpią lub gotowi są wesprzeć tylko część postulatów.

W sprawie ochrony życia ludzkiego potrzebne jest nastawienie na szukanie sojuszników i zawiązywanie współpracy ponad politycznymi podziałami. Tym bardziej, że w chwili obecnej rzecznicy cywilizacji życia znajdują się w różnych państwach i różnych formacjach politycznych reprezentowanych na szczeblu europejskim. W Parlamencie Europejskim znajduję ich wśród Chorwatów, Słowaków, Węgrów, ale także wśród reprezentantów starej Europy: Hiszpanów, Niemców i Włochów. Wypada też zwrócić uwagę na pozytywny dorobek działających w Parlamencie Europejskim intergrup w sprawie bioetyki (przewodniczący: Mikolasik, Słowacja, EPP) i wolności religijnej (przewodniczący: Van Dalen, Holandia, EKR). Sam też zaangażowany jestem w działania intergrupy zajmującej się promocją Dróg Świętego Jakuba jako ważnego elementu europejskiego dziedzictwa kulturowego.

Niepodległa Polska po 1989 roku uformowała republikę na bazie kultury chrześcijańskiej, wprowadzając ochronę życia i praw rodziny. W tym miejscu podkreślić trzeba zasługi Trybunału Konstytucyjnego, który w czasie prezesury prof. Andrzeja Zolla wydał historyczne orzeczenie, uznające prawo do życia od chwili poczęcia za fundament demokratycznego państwa prawa.

Jednakże błędem byłoby poczucie wyższości Polaków wobec narodów Europy Zachodniej. Twórcza polityka nastawiona jest nie na piętnowanie zła, lecz wspieranie dobra. Dlatego też powinna wesprzeć wszelkie symptomy odrodzenia kultury chrześcijańskiej i obrony społeczeństwa przed eksperymentami. Trzeba wyrazić uznanie dla setek tysięcy Francuzów, którzy w ramach Manif pour Tous gromadzili się na ulicach miast w obronie rodziny. Jeszcze bardziej istotne jest nadrobienie własnych zaniedbań. Polska powinna zwiększyć pomoc humanitarną dla uchodźców przebywających w obozach na Bliskim Wchodzie, a od naszej dyplomacji należy wymagać determinacji w obronie prześladowanych chrześcijan na arenie międzynarodowej. W tej dziedzinie ustępujemy innym państwom, między innymi włoskiemu rządowi premiera Renziego, który okazał determinację w tej sprawie.

Odbudowa solidarności

Odstępstwa od zasady solidarności europejskiej mają bardziej złożony charakter i nie można ich przypisać instytucjom unijnym, szczególnie tym, których misją jest strzeżenie interesu całej Wspólnoty (Komisja Europejska i Parlament Europejski). Pomimo swego kryzysu UE wciąż daje dowody solidarności, nie rezygnuje z polityki spójności, udziela pomocy humanitarnej krajom trzeciego świata i uprawia dobrą politykę sąsiedztwa.

Nie sposób upominać się o europejską solidarność i kibicować eurosceptykom

Wolno sądzić, że UE spełnia częściowo obowiązek solidarności w skali globalnej, postawiony przed nią przez Jana Pawła II w adhortacji o Europie. Wschodni wymiar polityki Unii wobec Ukrainy, Mołdawii i innych krajów regionu jest całkowicie zbieżny z polską racją stanu. To prawda, że solidarności zagraża centralizm instytucji unijnych. Ale jeszcze groźniejszy jest egoizm narodowy, który pociąga za sobą renacjonalizację polityk i osłabienie instytucji wspólnotowych. Nie sposób upominać się o solidarność europejską i kibicować eurosceptykom. Politycy tacy jak Nigel Farage, Marine Le Pen czy kandydat na prezydenta Austrii Norbert Hofer przeciwstawiają się elementarnym formom solidarności i w imię partykularnych interesów dążą do demontażu wspólnego rynku.

W tej sytuacji polityka odpowiedzialna za przyszłość Polski i Europy musi uwzględniać potrzebę zarówno promocji cywilizacji życia, jak i odbudowy solidarnej współpracy narodów Europy. Musi być chrześcijańska i europejska. A zatem musi być zainteresowana kształtowaniem Unii Europejskiej, a nie jej dezintegracją czy osłabieniem.

Polska ma wspaniałą tradycję myśli europejskiej, biorącej swój początek od Czartoryskiego, a kończącej się na wielkim europejskim przesłaniu Jana Pawła II (o tych rodzimych prekursorach integracji europejskiej pisałem szerzej tutaj). W swej ostatniej książce „Pamięć i tożsamość” papież z Polski wyraził nadzieję, że wejście krajów naszego regionu do Unii Europejskiej odbuduje jej związek z dziedzictwem chrześcijańskim. Spełnienie tego przesłania wymaga odwagi i woli współpracy ze wszystkimi narodami Europy. Z pewnością mogą pomóc temu tradycje intelektualne polskiej myśli konserwatywnej i chrześcijańskiej demokracji. Obie miały poczucie odpowiedzialności za cywilizację chrześcijańską i za przyszłość Europy.