25 lat temu Polska weszła do Rady Europy. – Znamy cenę europejskości – mówił Tadeusz Mazowiecki w Strasburgu w styczniu 1990 roku. Przypominamy przemówienie polskiego premiera.

Panie Przewodniczący, Panie i Panowie!

Europa przeżywa czas niezwykły. Oto połowa kontynentu oderwana od macierzystego pnia przed blisko półwieczem pragnie do niego powró­cić. Powrót do Europy! To zdanie robi w ostatnich czasach w krajach Środkowej i Wschodniej Europy coraz większą karierę. Mówią o powrocie politycy, ekonomiści, mówią o nim ludzie kultury, choć tym ostatnim najlepiej udawało się w Europie pozostawać: w Europie ducha, Europie rozumianej jako wspólnota tradycji i wartości. Być może powrót do Europy to zbyt słabe określenie dla procesu, który przeżywamy. Trzeba mówić raczej o odradzaniu się Europy, która w gruncie rzeczy przestała istnieć od czasu postanowień Jałty.

Moja obecność wśród Was jest znakiem tego odrodzenia, jest znakiem europejskiego poczucia wspólnoty i solidarności, o których nazbyt często zapominano w ostatnich dziesięcioleciach. Mówiąc te słowa, chciałbym równocześnie wspomnieć tych wszystkich, u których poczucie wspólnoty i solidarności europejskiej pozostały żywe. Myślę o tych, którzy głośno i publicznie protestowali przeciwko aktom przemocy, takim jak inwazja na Węgry w 1956 r. i Czechosłowację w 1968 r. Myślę też o rzeszach naszych zachodnich przyjaciół, którzy nieśli nam pomoc moralną i materialną po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego w 1981 r. W różnych okresach, w latach dla nas ciężkich, tworzyła się niezwykle cenna tkanka więzi między­ludzkich, która trwa do dzisiaj i stanowi nieocenioną podstawę pod odbu­dowę politycznych i gospodarczych elementów autentycznej wspólnoty z innymi krajami naszego kontynentu.

Zawsze punktem odniesienia dla odpowiedzi o naszą tożsamość była dla nas Europa

Polacy są narodem świadomym swojej przynależności do Europy, swojej europejskości. Są jej świadomi, podobnie jak inne europejskie narody żyjące u zbiegu kultur, w sąsiedztwie wielkich mocarstw, przeżywa­jące okresy polityczne istnienia i nieistnienia i z tego powodu potrzebujące utwierdzenia się w swojej tożsamości. Zawsze punktem odniesienia dla odpowiedzi o naszą tożsamość była dla nas Europa. Europa, której Polacy czuli się obrońcami, którą kochali. Przez trzysta lat żywa była w Polsce ideologia „przedmurza chrześcijaństwa” – a więc przedmurza Europy. Jest zatem Europa obecna w polskiej świadomości jako wartość, dla której warto żyć, lecz dla której trzeba czasami umierać. Do tej Europy miewano także żale, pretensje i to nastawienie tkwi w naszej świadomości po dzień dzisiejszy. Nadal widzimy w Europie wartość, ojczyznę wolności i prawa, i nadal mocno się z Europą utożsamiamy. Nadal mamy do Europy pre­tensje – za zgodę na Jałtę, na podział Europy, na pozostawienie nas po tamtej stronie kurtyny.

Dzisiaj jednak, kiedy powrót do Europy, kiedy odradzanie się Europy jako całości stają się„coraz bardziej realne, coraz częściej zadajemy sobie pytanie o to, co mamy Europie do przekazania, jaki jest nasz dzisiejszy wkład do europejskiego skarbca?

Otóż sądzę, że mamy Europie do zaoferowania niemało. Naszym wkładem do Europy jest zarówno nasza siła, jak i nasza słabość.

Jesteśmy jak człowiek po ciężkiej chorobie. Znajdowaliśmy się przez lata pod straszliwą presją totalitarnego ciśnienia i wytrzymaliśmy je. Jesteśmy nadal rekonwalescentami. Nasza gospodarka znalazła się w sta­nie kryzysu, z którego ją podnosimy, demokratyczne instytucje państwa są dopiero odbudowywane i przywracane życiu.

Ale mamy doświadczenia, których nie zapomnimy i które będziemy przekazywać innym.

Jeśli udało nam się przetrwać jako zbiorowości, zawdzięczamy to między innymi głębokiemu przywiązaniu do pewnych instytucji i do pew­nych wartości należących do europejskiej normy. Zawdzięczamy to religii i Kościołowi, przywiązaniu do demokracji i pluralizmu, do praw ludzkich i do wolności obywatelskich, do idei solidarności. Nawet nie mogąc prakty­kować tych wartości w pełni, nie mogąc wcielać ich w życie zbiorowe – ceniliśmy je, kochaliśmy je, walczyliśmy o nie – znamy je, znamy ich cenę. Znamy cenę europejskości, europejskiej normy, którą obecnie mieszkańcy Zachodu dziedziczą nie płacąc nawet podatku spadkowego. O tej cenie możemy im przypominać. Wnosimy więc do Europy naszą wiarę w Europę.

Dzisiaj składamy wniosek o przyjęcie do Rady Europy. Chcemy reali­zować bliższą wspólnotę między członkami, aby chronić i wspierać ideały i zasady będące ich wspólnym dziedzictwem i przyczyniać się do ich postępu ekonomicznego i społecznego. Chcemy wspólnie rozwijać prawa człowieka i podstawowe wolności. Rada Europy, mająca tak wielkie zasługi dla obrony praw ludzkich i wolności, będąca wspaniałą kuźnią europejskich idei i inicjatyw, wydaje się właściwym miejscem dla obecności w niej Polski, która dla obrony tych praw i wolności uczyniła niemało.

Panie i Panowie!

Rozdarta Europa, której symbolem był do niedawna mur berliński, może zacząć się zrastać. Może być to fascynujące, choć na pewno będzie bardzo trudne i zajmie dużo czasu. Dziś jednak powstały i powstają podstawowe przesłanki polityczne, które umożliwiają rozpoczęcie tego dzieła, a których nie było wcześniej.

W naszym kraju stanęło przed nami ogromne zadanie; odtwarzanie praw i instytucji nowoczesnej demokracji i gospodarki rynkowej po trwa­jącej wiele dziesięcioleci przerwie. To zadanie jest połączone z równo­czesną koniecznością przezwyciężania wielkich trudności gospodarczych. Jest to praca nad odtworzeniem tych instytucji i praw, ale także nad uformowaniem ich od początku, tam, gdzie wcześniej nie występowały. Bez wykonania tej pracy nasze dwa europejskie światy nie będą do siebie przystawały.

Polska podjęła te prace. Rząd, którym od niespełna pięciu miesięcy kieruję, doprowadził do uchwalenia, a także przygotował wiele ustaw tworzących prawne ramy dla niezależności sądów, wolności prasy i zgro­madzeń, swobody tworzenia partii politycznych, samorządu lokalnego, którego autentyczny kształt zostanie niebawem przywrócony w nadcho­dzących wyborach komunalnych. Pracujemy nad nową Konstytucją Rze­czypospolitej Polskiej, która jest i będzie demokratycznym państwem prawa.

Od początku tego roku realizujemy bardzo trudny program gospodarczy, który nie tylko ma na celu usunięcie inflacji, lecz również stworzenie podstaw nowoczesnej gospodarki rynkowej wzorowanej na sprawdzonych instytucjach rozwiniętych krajów europejskich. Będziemy tą drogą szli wprowadzając kolejno elementy, pomiędzy którymi ważna rola przypad­nie przekształceniom własnościowym, a także wprowadzaniu stosownych do gospodarki rynkowej postaci interwencjonizmu państwowego oraz socjalnej ochrony obywateli. Będziemy ją rozwijali w miarę zwiększania się naszych możliwości. Chcemy, by przyszły system gospodarczy Polski łączył w sobie skuteczne bodźce do produkcji z godziwym zabezpiecze­niem tych grup społecznych, które w warunkach rynku i konkurencji będą tego potrzebowały.

Podjęliśmy także we współdziałaniu z naszymi partnerami z RWPG prace nad głęboką reformą tej instytucji. Uważamy, że powinna stać się ona swobodnym porozumieniem państw, które widzą interes, aby w nim uczestniczyć w sprawach, co do których są przekonane o potrzebie wspól­nych uzgodnień i działań. Nie chcielibyśmy tworzyć zamkniętych związ­ków integracyjnych oddzielonych od reszty świata nie tylko granicami, lecz jeszcze barierami celnymi. Nie chcielibyśmy tego robić, żeby uniknąć powstania Europy, w której mury polityczne zostały zastąpione murami ekonomicznymi.

Wiemy, że idee takiej otwartości nie są również obce Wam i to dobrze, bo w przeciwnym razie byłoby to przeszkodą we wspólnym zmierzaniu ku sobie, którego potrzebę słychać przecież we wszystkich nawoływaniach do Europy bez podziałów.

Panie i Panowie!

Tak jak do niedawna mur berliński będąc symbolem podziału Europy, był zarazem fizyczną barierą rozdzielającą Niemcy na dwa państwa, tak i jego upadek otwierając szansę europejskiej jedności stawia na porządku dnia problem niemieckiego zjednoczenia. Nikt nie może odmawiać jakie­mukolwiek narodowi prawa do życia w jednej wspólnocie państwowej. Lecz podział Niemiec nastąpił wskutek wielkiej katastrofy spowodowanej przez hitlerowskie państwo, która pochłonęła dziesiątki milionów ludzi. Trudno się więc dziwić, że dziś, gdy powstaje perspektywa odbudowy niemieckiej jedności państwowej, pamięć tej katastrofy wywołuje niepo­kój, którego nie usuwają nawet oczywiste i ważne kontrargumenty, jak te, że inna jest dziś sytuacja w Europie i inne są Niemcy. Lecz niepokój trzeba zrozumieć i trzeba go rozproszyć rozwiązując problem niemiecki w uzgodnieniu ze wszystkimi zainteresowanymi i w sposób, który dałby z góry wiarygodne poczucie bezpieczeństwa wszystkim, którzy tego potrze­bują, w tym szczególnie poczucie nienaruszalności polskiej granicy zachodniej.

Panie i Panowie!

Zmiany w Europie Środkowej i Związku Radzieckim niosą ze sobą wielkie szanse, ale nie są też wolne od zagrożeń. W wielu krajach zwolen­nicy starego porządku utracili zdolność do przesądzania biegu wydarzeń, choć mogą go utrudniać. W innych znajdują się w defensywie, lecz nie utracili ani nadziei, ani zdolności do odzyskania pozycji. W przypadku utrzymujących się i głębokich objawów destabilizacji połączonej z ekono­micznym rozprzężeniem ich szanse mogą wzrosnąć. Malały będą, jeżeli aktywne dziś społeczeństwa naszego regionu potrafią przeprowadzić nie­zbędne zmiany możliwie spokojnie, choć zdecydowanie i przede wszyst­kim z odrzuceniem zasady „wszystko i natychmiast”. Ten sposób postę­powania często prowadzi do skutków odwrotnych niż zamierzone.

Zagrożeniem innej natury jest możliwość „bałkanizacji” części konty­nentu europejskiego, a nawet poszczególnych krajów, poprzez ostre napięcie między poszczególnymi narodami czy państwami mające swoje źródła i w teraźniejszości, i w przeszłości. Taka erupcja partykularyzmów połączona z zatraceniem poczucia regionalnego czy europejskiego interesu byłaby wielką przeszkodą w kształtowaniu na naszym zmieniającym się kontynencie zdrowych stosunków wzajemnego zrozumienia i współ­działania.

Trzeba zasypać rów pomiędzy Europą ubogą a Europą bogatą

Ale procesy zachodzące w Europie Środkowej i Wschodniej, choć obfitujące w zagrożenia, są przede wszystkim wyzwaniem dziejowym. Choć jest oczywiste, że są one wyzwaniem głównie dla nas, dla mieszkań­ców Europy Środkowej, to są one również historycznym wyzwaniem i zadaniem dla całej Europy. Pole działania jest rozległe. Jest na nim miejsce dla mieszkańców Zachodu, którzy wierzą w sens i cel naszego przedsię­wzięcia. Z nimi – z Wami – będzie nam łatwiej zmniejszać dzielący nas dystans. Mur pomiędzy Europą wolną i Europą zniewoloną został już zburzony. Teraz trzeba zasypać rów pomiędzy Europą ubogą a Europą bogatą. Jeżeli Europa ma być wspólna, gdzie jedni nie będą zamykali drzwi przed innymi, tak głębokie różnice nie mogą trwać. Czeka nas wszystkich razem wiele pracy.

Potrzebne są nam dzisiaj nowe drogowskazy, które potrafiłyby ukie­runkować wysiłki ku wspólnej, ogólnoeuropejskiej perspektywie, z której nikt nie byłby wykluczony i w której wszyscy odnaleźliby swój interes. Nie jest łatwo takie kierunki wytyczyć, bo muszą się one zarysować w toku zbiorowej pracy i myślenia. Lecz skoro na naszych oczach w Waszej części kontynentu powstaje Europa roku 1993, to dlaczego by nie pomyśleć o całej Europie roku dwutysięcznego, o Europie 2000. Jakaż to może być Europa dająca się realistycznie wyobrazić, jeśli zespolimy wysiłki?

To na pewno nie będzie jeszcze Europa swobodnej przestrzeni dla towarów, kapitałów i ludzi, ale może to być Europa o poważnie obniżo­nych barierach celnych i granicznych, otwarta w pełni dla młodzieży. Takie będą przecież losy naszego kontynentu, jakich wspólnie wycho­wamy Europejczyków.

To może być Europa bogatszych niż dziś kontaktów twórców i uczo­nych sprzyjających przenikaniu, a więc i zbliżaniu się kultur narodowych.

To nie będzie Europa wspólnego pieniądza, lecz może to być Europa zbieżnych gospodarek, bardziej niż dziś wyrównanych poziomów życia i bogatej, wielostronnej wymiany gospodarczej.

Może to być też Europa zdrowej atmosfery, zdrowej wody i nie zatrutej gleby. Europa czysta ekologicznie.

Nade wszystko zaś to musi być Europa zdecydowanego postępu roz­brojenia, Europa, która na cały świat oddziaływać będzie jako czynnik pokoju i współżycia międzynarodowego.

Jeśli pomyśleć, znajdzie się wiele jeszcze dziedzin życia społecznego możliwych do lepszego wspólnego urządzenia w tej ostatniej dekadzie dwudziestego stulecia. Trzeba tylko rozpocząć pracę.

Istnieją już na naszym kontynencie struktury, w których taka praca może trwać, bo ona już trwa i to od dawna. Jedną z nich jest właśnie Rada Europy mająca wśród swoich celów obronę i urzeczywistnienie ideałów i zasad stanowiących wspólne dziedzictwo państw członkowskich oraz popieranie rozwoju gospodarczego i społecznego.

Dziś jednak, kiedy właśnie w Europie nastąpiło tak wielkie przyspie­szenie historii, powstają warunki, byśmy nad tymi właśnie sprawami mogli zastanawiać się wspólnie w gronie wszystkich państw, zgrupowań i organi­zacji, rysuje się możliwość i potrzeba tworzenia struktur ogólnoeuropej­skich, które te zadania podejmą.

Sądzę, że nadszedł już czas konkretyzowania idei „wspólnego domu” i „europejskiej konfederacji” lansowanych ostatnio przez wybitnych mężów stanu. Pora, by powstały instytucje obejmujące rzeczywiście całą Europę.

Dlatego chciałbym również tu, w Strasburgu, przypomnieć inicjatywę, którą zgłosiłem ostatnio w naszym parlamencie: inicjatywę powołania rady współpracy europejskiej obejmującej wszystkie kraje, które podpi­sały Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (KBWE). Rada ta miałaby dwa zadania: po pierwsze, przygotowanie spotkań na szczycie państw KBWE: po drugie, omawianie bieżących problemów ogólnoeuropejskich w okresach między regularnymi spotka­niami przedstawicieli państw KBWE. Ufamy, iż w ten sposób proces KBWE uzyskałby nowe impulsy, których potrzebuje, a jednocześnie ułat­wiłby realizację dalszych inicjatyw obejmujących nasz kontynent i zmie­rzających do jego jedności.

Panie i Panowie!

Mówię do Was w Strasburgu, stolicy Europy. W mieście, które podob­nie jak nasz kraj często znajdowało się pod naporem historycznej wichury. W mieście, które wielokrotnie przechodziło z rąk do rąk i także stawiało sobie pytanie o własną tożsamość. Zarazem to miasto, stolica regionu, o który trwał tysiącletni spór, miasto ciężko doświadczone przez rewolucję, jest dziś oazą spokoju i dobrobytu. Spór zakończył się niemal na naszych oczach. To miasto jest znakiem nadziei dla nas, ludzi ze środka Europy, gdzie wciąż pojawiają się echa zadawnionych waśni. Przed całą zaś Europą stoi dziś historyczne wyzwanie przywrócenia jej jedności. Czy temu wez­waniu sprostamy, zależy i od nas, i od Was. Przed rokiem z górą Papież Jan Paweł II tak mówił do Zgromadzenia Parlamentarnego tej rady: Kraje członkowskie waszej rady zdają sobie sprawę, że nie stanowią całej Europy; wyrażam gorące życzenia, bym mógł oglądać umacnianie naszkicowanej tu właśnie współpracy z innymi państwami, szczególnie z części środkowo­wschodniej, i jestem przekonany, że wyrażam pragnienia milionów mężczyzn i kobiet świadomych więzów wspólnej historii i pokładających nadzieję w jedności i solidarności godnej tego kontynentu. Kiedy Papież mówił te słowa, nikt chyba nie przypuszczał, że tak szybko powstanie sytuacja korzystna i życzenie to będzie mogło zacząć się spełniać.

Wśród wielu symboli tego miasta na fasadzie strasburskiej katedry przedstawione są panny roztropne i panny nierozsądne z przypowieści ewangelicznej. Bądźmy podobni pannom roztropnym. Rozpoznajmy na­dejście szczególnej, historycznej okoliczności i bądźmy gotowi na jej przy­jęcie. Rozpoznajmy właściwie wyzwanie, przed jakim stoimy: bądźmy roztropni, śmiali i dalekowzroczni.

Przemówienie Tadeusza Mazowieckiego przed Zgromadzeniem Parlamentarnym Rady Europy w Strasburgu, 30 stycznia 1990 r.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” 4/1990.