Episkopat wielokrotnie wyjaśniał, że Jezusa nie da się ogłosić królem Polski, bo nie ma do takiego aktu podstaw biblijnych i teologicznych. Ale cóż z tego: wszystko-lepiej-wiedzące media i tak głoszą, że dziś dokona się akt intronizacji Jezusa na króla Polski.

Czytam dzisiejsze nagłówki mediów: „Żyd królem Polski”, „znów będziemy »monarchią«”, „w Łagiewnikach będzie miała miejsce intronizacja Jezusa na króla Polski”. Akurat dzisiejsza ceremonia zdecydowanie nie jest w moim duchowym guście. Z pewnością jednak nie jest ona ogłaszaniem Jezusa Królem Polski. Mediom przydałoby się odrobinę elementarnej wiedzy.

Stanowisko episkopatu jest w tej kwestii bardzo jasne ‒ biskupi wskazują na duchowy wymiar poddania się pod panowanie Boga, co jest teologicznie poprawne i co wszystkie wyznania chrześcijańskie w różnych formach praktykują. Życie człowieka wierzącego jest przecież wysiłkiem poddawania się pod Boże kierownictwo. I powinno to dotyczyć całego życia, a nie tylko jego wybranych aspektów. Formy, w jakich ludzie wierzący wyrażają swój zamiar posłuszeństwa Bogu, mogą być różne, np. znane jest w Polsce z ruchu oazowego nabożeństwo przyjęcia Jezusa jako Pana i Zbawiciela.

Dzisiejsza ceremonia w Łagiewnikach, w przeddzień liturgicznej uroczystości Chrystusa Króla Wszechświata, została nazwana przez episkopat przyjęciem Jezusa za Króla i Pana. Bp Andrzej Czaja, który teologicznie kierował przygotowaniami, wielokrotnie wyjaśniał, dlaczego zrezygnowano ze słowa intronizacja, dlaczego nie da się ogłosić Syna Bożego królem Polski („Uznanie i ogłoszenie Chrystusa Królem Polski oznaczałoby nadanie Mu zawężającego tytułu, który ograniczałby rozumienie Jego władzy. Taki zabieg nie ma podstaw biblijnych, ani oparcia w nauczaniu Magisterium Kościoła”), dlaczego nie mówi się nawet o uznaniu Jezusa za Króla ‒ lecz właśnie o przyjęciu Go jako naszego Pana. W niektórych kręgach kościelnych pisano nawet z tego powodu o nim jako o biskupie jedynie w cudzysłowie.

Moda na obarczanie episkopatu winą za wszystkie problemy przypomina mi PiS-owskie gadanie o „winie Tuska”

Opolski biskup udzielił specjalnego wywiadu dla Radia Maryja i TV Trwam, jednoznacznie odrzucając ideę ogłaszania Boga ‒ Stworzyciela i Pana całego świata ‒ królem jakiegokolwiek kraju. Mówił o tym w wielu innych wypowiedziach. Tłumaczył: „Gdy z wiarą wyznaję, że Jezus jest Panem ‒ osiągam zbawienie. A gdy ogłaszam go, czy uznaję Królem Polski, to jest to akt polityczny i umniejszenie godności Chrystusa”. Cóż z tego: wszystko-lepiej-wiedzące media i tak głoszą, że dziś dokona się akt intronizacji Jezusa na króla Polski. I znowu winni są ci niedobrzy biskupi… Pseudointeligencka moda na obarczanie episkopatu winą za wszystkie problemy coraz bardziej przypomina mi PiS-owskie gadanie o „winie Tuska”. Cokolwiek źle działo się w Polsce ‒ wina Tuska; cokolwiek źle dzieje się w Kościele ‒ wina biskupów…

Mam akurat wielki szacunek dla pracy wykonanej przez Konferencję Episkopatu Polski, aby w pewien sposób wyjść naprzeciw intensywnie oddolnie działającym ruchom intronizacyjnym, nie wypychać ich z Kościoła, podjąć to, co ważne w ich duchowości, a skorygować to, co niezgodne z Magisterium. Dialog ten był niełatwy, ponieważ środowiska intronizacyjne są bardzo mocno przywiązane do swojego języka i swojej wizji świata. Krótko mówiąc, biskupom chodziło o to, aby tych ludzi nie wepchnąć w ramiona ks. Natanka, który po zasuspendowaniu kontynuuje wszak swoją działalność i jeszcze bardziej mąci w głowach ludziom autentycznie pobożnym. Uważam takie podejście za bardzo trafne odczytanie pasterskiego obowiązku.

Rzecz jasna, na co wielokrotnie wskazywałem, brakuje w naszym Kościele analogicznej troski Konferencji Episkopatu Polski o tych katolików, którzy czują się wypychani z Kościoła z innych powodów, choćby przez podniosłe ceremonie państwowo-kościelne, narodowo-katolickie tyrady czy wspieranie sojuszu ołtarza z tronem. To jednak temat na inną okazję.

Do sposobu organizacji ceremonii w Łagiewnikach mam tylko jedno poważne zastrzeżenie. Jej organizator, kard. Stanisław Dziwisz, zaprosił specjalnie do udziału najwyższe władze państwowe. Co prawda, sama modlitwa będzie się dokonywała na kolanach przed Najświętszym Sakramentem, ale obecność w pierwszych ławach prezydenta, parlamentarzystów i rządu będzie jednoznacznie interpretowana politycznie, skądinąd zgodnie ze znaną doskonale ideologią obozu rządzącego. Zastanawiam się zresztą: czy gdyby akurat rządzili przedstawiciele innej partii, też by ich tak ochoczo i uroczyście zapraszano na dzisiejszą ceremonię?