Profesor Zbigniew Mikołejko, agnostyk, pisał kilka lat temu: „Ekshumacja jest złem, bo przekraczamy granicę, którą wyznaczył Bóg, i tylko on może ingerować w przestrzeń zmarłych”.

„Bóg” rozumiany jest przez filozofa w sposób symboliczny. Mikołejko dodaje jeszcze, że naruszając spokój cmentarza z ideologicznego bądź politycznego powodu, zgadzamy się na zburzenie ważniejszego – kosmicznego – porządku.

Wiem, zdarzają się sytuacje, w których ekshumacja jest konieczna, bywało tak w historii i bywa tak współcześnie. Każdy przypadek musi być solidnie uzasadniony i obwarowany restrykcyjnym prawem. Tak, prokurator może bez zgody krewnych ekshumować, tylko istnieje chyba jeszcze coś takiego jak wrażliwość człowiecza. Taką mam nadzieję albo inaczej – taką miałem nadzieję jeszcze cztery miesiące temu…

Co do zasady uważam ekshumację za barbarzyństwo. Tak też mówi ks. prof. Alfred Wierzbicki, szef katedry etyki na KUL-u.

Tego wymaga śledztwo, powiadają. I będą od listopada badać kości dziewięćdziesięciu dwu osób, jakże często wbrew woli najbliższych. Przecież to moralny koszmar. Będą badać w imię jakiejś prawdy, którą trzeba udowodnić. Bo przecież coś „musi” być „udowodnione”, po to się przecież kopie. Będą kopać wbrew woli najbliższych? I wystawią te kości, położą na stołach, i co? „Wyciągniemy wszystkich z grobów i ułożymy pasjansa z 92 zwłok? Ponurą łamigłówkę, gdzie będą sobie dopasowywać i przestawiać? Zrobią z tego show na Stadionie Narodowym?” – mówi pełna emocji Izabella Sariusz-Skąpska, córka jednej z ofiar katastrofy, stanowczo protestująca przeciw ekshumacjom. I dodaje: „Jak mają potrzebę przeżywania takich emocji, niech sobie puszczą jakiś horror z masakrą piłą mechaniczną i dadzą reszcie rodzin spokój. I jeszcze nas się oskarża, że chcemy blokować drogę do prawdy!? Prawda jest jedna – 10 kwietnia zginął mój ojciec. (…) Patomorfolodzy biją na alarm, że to bez sensu. Mikroślady różnego DNA znajdą się w różnych trumnach, bo siedzieli obok siebie i była katastrofa samolotu. Nie narzucam decyzji wszystkim rodzinom, tak jak chce się ją narzucić nam. Niech inne rodziny robią ze swoimi zmarłymi co chcą, jeśli tak ich wychowano. To oni odpowiedzą przed Bogiem za to, co robią. Moim obowiązkiem jako córki wychowanej przez wierzącego ojca w religii katolickiej jest bronić jego spokoju po śmierci”.

Całym sercem jestem z Izabellą Sariusz-Skąpską.

Chrześcijaństwo, humanitaryzm – powtarzamy te słowa nieustannie. Tylko czy one w Polsce jeszcze cokolwiek znaczą?