Można też zapytać – oburzenie której grupy społecznej i kiedy wywróci rząd Prawa i Sprawiedliwości?

Gdy Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory parlamentarne i wprowadziło do Sejmu bezwzględną większość posłów, powróciły znane już z poprzednich lat rozmowy o geniuszu politycznym Jarosława Kaczyńskiego, który tym razem potrafił przeniknąć polską duszę, opracować skuteczną taktykę i poprowadzić własną partię do zwycięstwa, by w końcu przenieść nad Wisłę Budapeszt. Gdy prezydent Andrzej Duda desygnował na premiera Beatę Szydło, wygłosił pochwałę Kaczyńskiego, nazywając go „wielkim politykiem”, „wielkim strategiem” i „wielkim człowiekiem”. W mediach trwały spekulacje na temat tego, na jak długo PiS przejmuje stery władzy i jak bardzo zdominuje polską rzeczywistość. Sam Kaczyński w wywiadzie dla „Financial Times” mówił, że do wprowadzenia „dobrej zmiany” potrzeba ośmiu lat rządów jego partii, dwóch kadencji.

Po roku najwyższy czas się otrząsnąć. Podstawy, na których opiera się wiara w geniusz Kaczyńskiego, są wątłe. Wystarczy przypomnieć, że jego własny rząd jeszcze kilka lat temu rozpadł się w pół drogi z powodu korupcyjnej prowokacji wymierzonej w koalicjanta. Na obrazie prezesa PiS jako genialnego wodza są rysy i świadczy o nich także obecny sposób sprawowania władzy. Zamiast na kompetencje, Kaczyński stawia na konfrontacje. Zamiast sprawnie rządzić w oparciu o wyjątkową w polskiej historii stabilną większość w obu izbach parlamentu i z pomocą prezydenta, już na drugim posiedzeniu Sejmu posłowie PiS przegłosowali unieważnienie wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego dokonanego w poprzedniej kadencji. Wystąpili przeciw obowiązującemu porządkowi prawnemu, a ich działanie autoryzował niebawem Andrzej Duda, odbierając przysięgę od nowych sędziów. Rząd idzie na konfrontację, forsując reformę edukacji, która zlikwiduje gimnazja, i otwierając debatę o zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Na ulice wychodzą tysiące osób: zmobilizowani przez Komitet Obrony Demokracji w tak abstrakcyjnej sprawie jak obrona praworządności i niezależności Trybunału, nauczyciele, kobiety „czarnego protestu”. Przykładów jest więcej, by przypomnieć choćby ustawę medialną i protesty, które sprowokowała.

Reakcje ekipy rządzącej na protesty dowodzą, że Kaczyński i jego ludzie, którzy umieją wygrać wybory, nie potrafią sprawować realnej władzy pod presją wywołanych przez siebie kryzysów i oburzenia. Nie umieją odpowiedzieć opinii publicznej, która domaga się poszanowania dla prawa. Atak na Trybunał nie ma końca, towarzyszą mu oskarżenia wobec sędziów oraz protestujących, Polaków „gorszego sortu”. Plan reformy edukacji to prosta droga do konfliktu rządu z nauczycielami, dyrektorami szkół, samorządowcami i rodzicami. W sprawie aborcji rząd jest w potrzasku, musi wybierać między zaspokojeniem oczekiwań twardego, konserwatywnego elektoratu a względnym spokojem społecznym. Obok problemów Trybunału, edukacji i aborcji są dziesiątki innych wątpliwych pomysłów czy już uchwalonych ustaw; niezgodne z konstytucją mogą być m.in. ustawy antyterrorystyczna, medialna, o policji, o prokuraturze, o służbie cywilnej, o ustroju rolnym i o obrocie ziemią rolną. 

Wcześniej Donald Tusk jako centrowy premier chciał odwoływać się do większości społeczeństwa; zaczynał jako liberał, by później przyznać, że czasem musi być socjaldemokratą. Jako pierwszy w wolnej Polsce powtórzył zwycięstwo wyborcze swojej partii, bo unikał konfliktów (nieraz irytując własnych zwolenników, nieraz prowokując opinie o Platformie Obywatelskiej i sobie samym jako bezideowych). Jeżeli PiS nie skorzysta z tej lekcji, nie stworzy – jak w kampanii – pozytywnej wizji zmian i nie przełoży jej na praktykę rządzenia opartą o istniejące procedury i kompetencje swoich działaczy, nie ma szans na drugą kadencję. Gorzej – w obecnej sytuacji, gdy mija ćwiartka kadencji, PiS już ma przeciwko sobie wykrystalizowane grupy społeczne i na jego własne życzenie rodzą się nowe. Najciekawsze pytanie po roku od zwycięstwa genialnego stratega brzmi: oburzenie której grupy społecznej i kiedy wywróci jego stolik?