Ileż postaci, dziś zaliczanych do bohaterów historii, przewijało się przez Klubowe i „Więziowe” sale i pokoje!

W tych dniach mija 60 lat od apogeum wydarzeń Października 1956 r. Swoje 60-lecie obchodzi też warszawski Klub Inteligencji Katolickiej, który powstał  na fali październikowej odwilży. Miesięcznik „Więź” wystartował, jak wiadomo, nieco później, redakcja zaczęła pracować jesienią 1957 roku w tym samym lokalu co Klub, przy ulicy Kopernika 34, na I piętrze.

Zanim jeszcze śniło mi się, że będę kiedyś pracował w „Więzi”, przychodziłem na Kopernika do Klubu. Był rok 1965, właśnie kończył się Sobór Watykański II. Studiowałem filozofię na Uniwersytecie Warszawskim, a mój Wydział Filozoficzny mieścił się bardzo blisko, na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Traugutta. Pamiętam, że po raz pierwszy zaszedłem do lokalu na Kopernika, bo chciałem pożyczyć trudno dostępny w czytelni uniwersyteckiej zeszyt „Znaku” z tekstem św. Tomasza z Akwinu, potrzebny mi na zajęcia z filozofii średniowiecznej. Przy drzwiach, w kontuarku obok szatni, siedziała legendarna pani Natalia. Gdy nieśmiało wyłuszczyłem jej swoją prośbę, ku  memu zaskoczeniu potraktowała nieznanego sobie studenta z całą powagą i życzliwością. „W pokoju z biblioteką akurat obraduje Zarząd – wyjaśniła mi – ale spróbuję tam się dostać”. Po chwili wróciła i wręczyła mi z triumfalną miną upragniony zeszyt „Znaku”. Do dziś mam w oczach jego brązową okładkę. Pani Natalia pracowała w Klubie przez długie lata i była jego dobrym duchem: oddana, mająca na wszystko oko, życzliwa, choć o ciętym języku. Dzięki niej Klub był jakby domem: każdy przychodzący był tu od razu zauważony, mile przywitany, rzeczowo poinformowany.

Z czasem zacząłem bywać na spotkaniach klubowych, które prowadził sam Jerzy Zawieyski. Z Klubem nierozerwalnie wiąże się w mojej pamięci kościół św. Marcina z przepiękną posoborową liturgią i mądrymi homiliami-medytacjami ówczesnego rektora, ks. Bronisława Dembowskiego, później biskupa we Włocławku. Dziś rektorem na Piwnej i kapelanem klubowym jest godny następca Dembowskiego, ks. Andrzej Gałka.

Dziesięć lat później zostałem przez Tadeusza Mazowieckiego przyjęty do ekipy „Więziowej” i lokal na Kopernika stał się moim drugim domem. Był to burzliwy rok 1976: najpierw protesty przeciwko zmianom w Konstytucji, restrykcje władz, potem wydarzenia czerwcowe, powstanie KOR-u, uniwersytet latający, opozycja demokratyczna. „Więź” i Klub znalazły się – można śmiało powiedzieć – na pierwszej linii frontu jawnej walki bez przemocy z systemem komunistycznym o wolność i demokrację. To były pasjonujące czasy.

Ileż postaci, dziś zaliczanych do bohaterów historii, przewijało się przez Klubowe i „Więziowe” sale i pokoje! Jacek Kuroń, Jan Józef Lipski, ks. Jan Twardowski, Wojciech Ziembiński, Wiesław Chrzanowski, Jerzy Turowicz, Jacek Woźniakowski, Stefan Kisielewski, Edward Lipiński, Jan Strzelecki… Jesienią 1977 roku odbyła się w Klubie niezapomniana sesja „Chrześcijanie wobec praw człowieka” (Tadeusz Mazowiecki podkreślał, że temat sesji powinien był w istocie brzmieć „Chrześcijanie wobec walki o prawa człowieka”), a w rok później, 16 października 1978, przeżyliśmy ze wszystkimi wstrząs i ogólnonarodowe poruszenie: wybór krakowskiego kardynała Karola Wojtyły na papieża.

W czerwcu 1979 jego pierwsza pielgrzymka do ojczyzny. Czuliśmy się na fali wielkiej Historii. Klub był dla nas w trakcie tych wszystkich wydarzeń jakby mostkiem kapitańskim… Przychodzi Sierpień 1980. Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Wielowieyski i Bohdan Cywiński zostają doradcami Lecha Wałęsy. Jesienią rejestracja NSZZ „Solidarność” w Warszawie. Pamiętam spotkanie z Wałęsą w lokalu na Kopernika i wymowną scenkę rozgrywającą się w pokojach „Więzi”. Bronisław Geremek swoim nosowym głosem zagaduje przywódcę Solidarności: „Panie Lechu, mam  propozycję, może byśmy teraz poszli na jakiś obiadek i pogadali, co dalej?”, na co Wałęsa szorstko: „Panowie możecie sobie iść nawet na dziesięć obiadków, a ja idę do hotelu się wyspać!”…

Wielu moich kolegów porwał wir rewolucji – poszli za Mazowieckim, który objął funkcję naczelnego „Tygodnika Solidarność”. W poniedziałek 14 grudnia 1981 rano drzwi do Klubu i „Więzi” zastałem zapieczętowane. Internowanych kolegów odwiedzałem potem w Białołęce.

Paradoksalnie w stanie wojennym życie Klubowe nie tylko nie zostało stłumione, ale zapłonęło jeszcze silniejszym blaskiem, a ogień się rozszerzył. Obserwowałem to z bliska, ponieważ mój syn Filip był wtedy uczniem szkoły podstawowej i jako rodzic włączyłem się w życie Sekcji Rodzin prowadzącej pracę wychowawczą dla dzieci i młodzieży. Ponieważ działalność statutowa Klubu w lokalu na Kopernika była niemożliwa, kierownictwo  Sekcji Rodzin organizowało spotkania na terenie gościnnych warszawskich parafii (wtedy to byli księża!). W ten sposób z czasem powstała nowa forma organizacyjna: Przymierze Rodzin.

Sekcja Rodzin to piękna karta w dziejach Klubu, warto poświęcić jej specjalnie kilka słów. Wydaje mi się, że jest to niezwykle ciekawe i cenne przedsięwzięcie, które owocuje od lat: wychowankowie o cechach przywódczych stają się wychowawcami, czyli  kadrą. W ten sposób Klub wychowuje  młodych katolików świeckich, ludzi dojrzałej wiary, z czasem wybitnych w swoim zawodzie, mądrych rodziców, odważnych społeczników i zaangażowanych obywateli. Jestem przekonany, że takie rezultaty przynosi model formacji, praktykowany w Sekcji Rodzin i w całym Klubie. Formacji, w której szanuje się każdego człowieka, także bardzo młodego i także dziecko, stwarzając mu przestrzeń wolności do rozwoju własnych talentów i charyzmatów, w działaniu na rzecz wspólnoty. Liczy się tu nie indoktrynacja i nie dewocja, lecz świadectwo, wzajemne zaufanie i autentyczne zaangażowanie. Warto podkreślić, że nie osoby duchowne są tu liderami, lecz właśnie świeccy. Księża towarzyszą im tylko dyskretną posługą duchową.

Spektakularnym przejawem dobrych owoców formacji Klubowej jest w moim przekonaniu grupa młodych ludzi skupiona dziś wokół magazynu „Kontakt”, kierowanego przez doktoranta i nauczyciela filozofii w jednej z warszawskich szkół, Miszę Tomaszewskiego. „Kontakt” to w pewnym sensie konkurencja dla „Więzi”. Młodzi redaktorzy i publicyści związani z KIK-iem kompetentnie, z talentem i odwagą podejmują istotne i trudne problemy społeczne, wyrażając niekiedy także kontrowersyjne poglądy, przez co narażają się konserwatywnie myślącym przedstawicielom społeczności Klubowej. Można powiedzieć, są twórczym fermentem. 

Przez ten trudny i burzliwy okres sześciu dziesięcioleci, w sumie dobry dla spraw publicznych w kraju, Klubem Inteligencji Katolickiej kierowali kolejno prezesi, których nazwiska chciałbym tu symbolicznie przypomnieć: śp. Jerzy Zawieyski, śp. Konstanty Łubieński, śp. Andrzej Święcicki, śp. Andrzej Stelmachowski, śp. Stanisława Grabska, Paweł Broszkowski, Piotr M. A.Cywiński i obecnie –­ Joanna Święcicka. Dla mnie i zapewne dla wielu są oni – tak jak całe środowisko Klubu Inteligencji Katolickiej – przyjazną twarzą Kościoła. Niech ta skromna, dobra, pożyteczna praca trwa!