„Jedynie pokój jest święty, nigdy wojna!” – tymi słowami papież Franciszek wywołał w Asyżu gromki aplauz podczas ceremonii zamykającej międzyreligijne spotkanie modlitewne w intencji pokoju.

Asyż był wczoraj miastem dwóch Franciszków.

Pierwszy z nich – historyczny patron miasta – jest tu widoczny na każdym kroku i nikomu nie przyszłoby do głowy kwestionować jego wpływu na historię tego pięknego, umbryjskiego miasteczka. Niech świadczą o tym słowa lewicowej prezydent Umbrii, Catiusci Marini, która podczas uroczystości otwarcia międzyreligijnego spotkania powiedziała: „Umbria i Asyż są oparte na duchowych, religijnych i świeckich korzeniach wyrastających z życia św. Franciszka”.

Ale 20 września 2016 roku cały Asyż żył przyjazdem innego Franciszka – tego, który jako papież za patrona swojego pontyfikatu wybrał tutejszego Biedaczynę. Trwające od rana panele dyskusyjne – dotyczące m.in. uchodźców, ekumenizmu, miłosierdzia i przyszłości Europy – wyraźnie wskazywały, kto będzie głównym bohaterem dnia. W wypowiedziach biskupów protestanckich i prawosławnych obecne było wielkie uznanie dla biskupa Rzymu. Wydaje mi się, że istnieje między nimi zgodne przekonanie – nawet jeśli nie jest ono jeszcze wyrażane wprost – że osobisty autorytet obecnego papieża wyraźnie czyni go głową całego (albo chociaż zdecydowanej większości) chrześcijaństwa.

Nie modliliśmy się jeden przeciw drugiemu, jak bywało w historii. Modliliśmy się raczej ramię w ramię

Bardzo podobną myśl wyraził podczas niedzielnej inauguracji spotkania „W duchu Asyżu” Zygmunt Bauman. Polski socjolog i filozof powiedział, że „papież Franciszek jest jednym z największych darów, jakie chrześcijaństwo przyniosło światu”. Według Baumana największym wyzwaniem dzisiejszego świata jest łączenie ludzi różnych kultur. Wizja papieża Franciszka – oparta na dialogu, sprawiedliwości społecznej i edukacji – wydaje mu się najlepszą z możliwych. Dodał, że życzyłby sobie, aby trwała ona „na wieki wieków”. Warto na marginesie dodać, że w Asyżu papież spotkał się indywidualnie jedynie z przedstawicielami religii abrahamowych oraz z… Zygmuntem Baumanem. Był to wyraźny znak, że obok dialogu międzyreligijnego istnieje wielka potrzeba także dialogu religii i świata laickiego (ten wymiar do spotkań w Asyżu dołączył zresztą przed pięciu laty Benedykt XVI). Szkoda tylko, że w Polsce profesor Bauman pozostaje znacznie mniej ceniony niż na świecie. Rzecz jasna, jego historia z lat młodości zdecydowanie nie jest chwalebna, ale…?

Intensywny dzień papieża w Asyżu rozpoczął się tuż po godzinie 11.00 i skończył wieczorem, ok. 19.00. W trakcie tego słonecznego dnia papież spotkał się z setkami przedstawicieli religii z całego świata, uchodźcami i organizatorami. Na obiad zjadł z nimi m.in. spaghetti. Tuż po 16.00 rozpoczęły się modlitwy różnych tradycji religijnych, które Franciszek podsumował tak: „Nie modliliśmy się jeden przeciw drugiemu, jak to się niestety zdarzało w historii. Unikając synkretyzmu i relatywizmu, modliliśmy się raczej ramię w ramię i jedni za drugich”. Podczas swojej medytacji nad fragmentem Ewangelii św. Mateusza, w którym konający na krzyżu Jezus jest pojony octem, Franciszek powiedział: „Ofiary wojny, która kala ludzkie serca nienawiścią i zalewa świat bronią, błagają o pokój. Nasi bracia, których życiu zagrażają spadające bomby i zmuszają ich do opuszczenia swoich domów, aby wyruszyć w nieznane – pragną pokoju. Ale w odpowiedzi wielu z nich, podobnie jak Jezusowi, otrzymuje gorzki ocet odrzucenia”.

Rozpoczęte w niedzielę 30. spotkanie międzyreligijne – zorganizowane przez Wspólnotę Sant’Egidio, miejscową diecezję oraz zakon franciszkanów – miało na celu otworzyć oczy świata na problemy wszystkich krajów świata objętych przemocą, terrorem i wojną, szczególnie tych odległych od kapitałowo-medialnego centrum współczesności. Tytułowe „Pragnienie pokoju” to właśnie głos ludzi z peryferii, którzy cierpią z powodu wojen. Raz jeszcze przedstawiciele judaizmu, chrześcijaństwa, islamu, buddyzmu oraz innych tradycji religijnych przypomnieli, że religia jest potrzebna do stworzenia trwałego i sprawiedliwego pokoju na świecie, nigdy zaś nie może być powodem wojen, za którymi stoją ambicje polityczne, ekonomiczne i ideologiczne.

„Zabijanie w imię Boga jest diaboliczne” – ta myśl papieża często pojawiała się w wypowiedziach uczestników spotkania. „Jedynie pokój jest święty, nigdy wojna!” – tymi słowami Franciszek wywołał gromki aplauz podczas ceremonii kończącej spotkanie. Podkreślał on, że odpowiedzią na propagandę wojny – zarówno zbrojnej, jak i kulturowej – ma być promowanie kultury dialogu, zgodnie z myślą Jana Pawła II, że „pokój jest warsztatem pracy otwartym dla każdego, nie tylko specjalistów”.

Franciszek wskazywał konkretnie, że pokój ma cztery synonimy: przebaczenie, otwartość, współpracę oraz edukację. Te cztery słowa charakteryzują pokój i społeczeństwo nastawione na tworzenie pokoju. Papież ostrzega, że nie ma szans na pokój tam, gdzie ludzie wolą „oceniać wszystko i wszystkich za pomocą klawiatury komputera”, zamiast „ubrudzenia sobie rąk na rzecz potrzebujących”.

W mieście świętego Franciszka wszystko jest możliwe. Gdzież indziej laicki intelektualista skłonny byłby uznać papieża za największą nadzieję współczesnego świata? Gdzież indziej przywódcy największych religii świata mówią razem: terroryzm jest zaprzeczeniem religii? Ba, w Asyżu nawet ocalały z Holokaustu 80-letni rabin z Tel Awiwu, David Brodmanzwraca się do papieża per: „Ojcze Święty”, ponieważ pokora rodzi świętość, a „papież Franciszek jest w naszych czasach czytelnym przykładem skromności i świętości, tak jak był nim święty Franciszek dla swoich współczesnych”. Nie ma drugiego takiego miasta.