Na rządowej trybunie minister instruuje dziewczynki w bieli. Wiceprezes IPN przekazuje instrukcje Sprawiedliwym. I nagle rozumiem, co tu się za chwilę stanie. I nie chcę tu być. Poza więźniami i Sprawiedliwymi jesteśmy tu całkowicie zbędni.

„Chciałbym pojechać do Auschwitz, do tego miejsca grozy, bez przemówień, bez wielu osób, tylko z nielicznymi niezbędnymi. Sam. Wejść i modlić się, aby Pan dał mi łaskę płaczu” – mówił papież.

I oto jest. Auschwitz I. Sam. Przekracza progi inferno, bramę, na której oprawcy – drwiąc z cierpienia i śmierci swoich ofiar – umieścili zwodniczy napis „Praca czyni wolnym”. Idzie samotnie wzdłuż obozowych baraków do ściany straceń, gdzie spotyka tych nielicznych niezbędnych – byłych więźniów ocalałych z Zagłady. Kolejni będą czekać na Niego w Birkenau. Samotnie modli się w celi świętego ojca Maksymiliana. W miejscu grozy, o łaskę płaczu. „Panie, miej litość nad Twoim ludem! Panie, przebacz tyle okrucieństwa”.

Obserwuję tę jego samotną drogę z Birkenau, miejsca okrutnej śmierci miliona europejskich Żydów, gdzie czekają więźniowie i Sprawiedliwi. Wpatrzeni w ogromny ekran nieliczni niezbędni, towarzysze samotności Franciszka. Doskonale ją rozumieją. Doświadczyli jej grozy. Jedni tu, w Auschwitz-Birkenau, inni we własnych domach, w których nieraz latami ukrywali przez wzrokiem sąsiadów straszliwą tajemnicę – człowieka skazanego przez innych na śmierć.

Wizyta papieża w obozie Auschwitz-Birkenau 29 lipca

Wizyta papieża w obozie Auschwitz-Birkenau 29 lipca. Fot. Mazur/episkopat.pl

Ale w Birkenau czekają także biskupi, ministrowie i parafianie z diecezji. Spacerują po rampie, poprawiają ludowe stroje, żartują, palą papierosy. Jakoś trzeba przecież przetrwać godziny oczekiwania na spotkanie z papieżem. Po to tu przecież przyjechali. Mówią, że zdobyć wejściówkę było niełatwo, ale tu przecież bliżej niż do Częstochowy, więc teraz można poczekać. Czekają. Nudzą się.

Nikt ich nie zaprasza do modlitwy za zmarłych, choć przecież są na cmentarzu. Choć tylu wśród nich pasterzy. Na rządowej trybunie minister Beata Kempa instruuje dziewczynki w bieli ściskające w dłoniach portrety rodziny Ulmów. Dyrektor muzeum ich  imienia i nowy wiceprezes IPN  przekazuje instrukcje Sprawiedliwym. I nagle rozumiem, co tu się za chwilę stanie. I nie chcę tu być. Więcej, nie powinnam tu być. Nas tu nie powinno być. Jesteśmy wszyscy – poza więźniami i Sprawiedliwymi – zbyt liczni i całkowicie zbędni.

Kiedy Franciszek dotrze do Birkenau, przywita go pani premier. Pozwolą mu się pomodlić w milczeniu przed pomnikiem. Rabin odśpiewa, a ksiądz przeczyta psalm 130. Wierni będą wskakiwać na krzesła, robić zdjęcia i machać papieskimi chorągiewkami. Wkroczy protokół, będą uściski dłoni, stremowane dziewczynki w bieli zapomną wręczyć mu portrety. Przyprowadzą do niego Sprawiedliwych. Dla więźniów zabraknie już czasu. „Co to właściwie było?” – zapyta w autobusie zdezorientowana parafianka. „Ani nic nie powiedział, ani nie pobłogosławił?”

„Pragnienie władzy, wielkości i siły jest rzeczą tragicznie ludzką”. Pod powiekami zostanie samotna droga i samotna modlitwa mojego papieża. „Panie, miej litość nad Twoim ludem”.