Bo spotkać się z Bogiem – a na tym przecież polega królestwo Boże – możemy tylko pod tym warunkiem, że nie będziemy przed Nim, ani sami przed sobą, niczego udawali, nikogo odgrywali, że będziemy pełnymi ludźmi, ze wszystkimi naszymi złymi i dobrymi emocjami, z całym bagażem doświadczeń.

„Przynosili Jezusowi dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: <Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże” (Mk 10,13-16).

Te słowa Jezusa z dzisiejszej ewangelii św. Marka interpretuje się zwykle w ten sposób, że do zbawienia potrzebna jest postawa dziecięcej ufności. To niewątpliwie słuszne: wiara to nie jakiś abstrakcyjny system przekonań, lecz zawierzenie Osobie. Zdecydowanie trzeba przy tym odróżnić wiarę dziecięcą czy na wzór dziecka – od religijnego infantylizmu, który niestety grozi nam, polskim katolikom, którzy swój rozwój religijny często zaczynamy i kończymy na pierwszej komunii świętej – no i potem dorośli spowiadają się co miesiąc, że nie byli w kościółku, nie odmawiali paciorka, a w piątek jedli kiełbasę.

Spróbujmy jednak wczytać się głębiej w słowa Jezusa. Na podstawie wiedzy psychologicznej wiemy dziś, że dziecko wcale nie jest tak „niewinne”, jak dawniej sądzono – że nie jest wcale jakimś słodkim aniołkiem. Wręcz przeciwnie, już w okresie niemowlęcym dziecko doświadcza całej gamy skomplikowanych odczuć: od stanów błogości do lęku o przetrwanie, od przywiązania i miłości po stan opuszczenia, który rodzi nienawiść do „złej matki” i poczucie winy, gdy ona znów się pojawia. Dziecko jest od początku skomplikowanym człowiekiem i tak powinno być traktowane –  z czułością,  ale także z szacunkiem i zrozumieniem. Jedno wszakże, jak się wydaje,  zdecydowanie odróżnia dzieci od dorosłych: dzieci są autentyczne, prawdziwe, niezakłamane.

Może to właśnie dlatego Jezus daje nam je za wzór na drodze do zbawienia? Bo spotkać się z Bogiem – a na tym przecież polega królestwo Boże – możemy tylko pod tym warunkiem, że nie będziemy przed Nim, ani sami przed sobą, niczego udawali, nikogo odgrywali, że będziemy pełnymi ludźmi, ze wszystkimi naszymi złymi i dobrymi emocjami, z całym bagażem doświadczeń. A przestrzenią takiego spotkania z Bogiem w całej  prawdzie jest modlitwa,  czyli autentyczna szczera rozmowa, w  relacji „ja” – „Ty”, podejmowana w każdych okolicznościach, w chwilach dobrych i złych.

Nieprzypadkowo w dzisiejszym czytaniu z Listu św. Jakuba słyszymy wezwanie: „Najmilsi: Spotkało kogoś z was nieszczęście? Niech się modli! Jest ktoś radośnie usposobiony? Niech śpiewa hymny! (…) módlcie się jeden za drugiego, abyście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa…” (Jk 5,13-20).

Wróćmy jeszcze na koniec do ewangelii św. Marka: „Przynosili Jezusowi dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się…”

Papież Franciszek przy każdej okazji wzywa nas, abyśmy odnosili się do siebie nawzajem  z czułością, a nie szorstko. Abyśmy w ten sposób dawali takie świadectwo, które będzie nas nawzajem do siebie zbliżać, a nikogo nie będzie odpychać.

Tekst emitowany 21 maja br. jako Słowo na dzień w poranku radiowej Dwójki.