Dlaczego „Silva rerum” Kristiny Sabaliauskaitė, soczysta kronika żmudzkiej rodziny Narwojszów, ukazała się w Polsce aż siedem lat od litewskiej premiery?

Przecież Polskę i Litwę łączy wspólna historia (barwne tło akcji), kulturowa bliskość, a jeszcze autorka ma polskie korzenie. W tym czasie Sabaliauskaitė napisała już kolejne tomy, które miały kilkanaście wydań, a na ich podstawie wileńscy przewodnicy oprowadzają turystów i miłośników litewskiej stolicy.

Prosta w gruncie rzeczy historia rodziców (Jana Macieja i Elżbiety Narwojszów) oraz ich dzieci (bliźniąt Kazimierza i Urszuli) zaczyna się po potopie, w 1659 r. i trwa przez kilka kolejnych lat, w ciągu których znajdziemy wszystko: spotkania ze śmiercią i marzenia o nieśmiertelności; młodzieńcze przygody erotyczne i dojrzałą miłość; rozpustne przyjęcia XVII-wiecznych wileńskich studentów i ich krwawe uliczne bójki z ogolonymi osiłkami, którzy biją łańcuchami w imię Chrystusa; spokój litewskiego dworu i klasztorny potrzask.

Wbrew tytułowi (sylwy były szlacheckimi księgami domowymi, rodzinnymi bibliami, w których zapisywano wydarzenia z życia i towarzyszące im refleksje), powieść jest żywa; niby snuje się jak rodowa kronika, ale naprawdę rwie czytelnika aż do ostatnich stron.

Samo Wilno zostało w niej sportretowane niejako mimochodem, jednak autorka zdaje się – niczym jeden z jej bohaterów – podzielać „jakąś dziwną i niepojętą miłość do tego surowego, zniszczonego wojną miasta gdzieś na końcu świata, miasta, które w czasach pokoju pędziło żałosny żywot pokryte pleśnią gnuśności swoich mieszkańców i łatami niechlujstwa, a teraz jakby chcąc zrobić na złość grabieżcom, zaczęło się podnosić” i „zadziwiło wszystkich swoim wskrzeszonym, niewymuszonym pięknem”. Doświadczamy „wileńskiej nocy, lodowatej jak zamarznięte piekło”, a za dnia mijamy całe mnóstwo „ludzi zabobonnie noszących przy sobie lusterka w obawie przed bazyliszkiem”. Do tego wileńska codzienność pełna jest „obowiązków, intryg, sejmów i sejmików, frakcji i konwokacji”. Rozproszone wrażenia układają się w obraz tajemniczego, magicznego miasta; obraz, który wykracza poza ramy polskiego mitu kresów.

Kapitalny jest oczywiście fakt, że „Silva rerum” wyszła spod pióra litewskiej pisarki. W kraju przyjęto ją bardzo pozytywnie w środowisku krytyków (o czym świadczą liczne nagrody), lecz także wśród szerszej publiczności (książki Sabaliauskaitė są bestsellerami). Dzięki „Silva rerum” Litwini zaczęli się interesować szlachtą. Książka popularyzuje przekonanie, że w czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów na Litwie toczyło się ciekawe życie, co za naszą północno-wschodnią granicą wcale nie jest oczywiste – obecne jest przekonanie, że czas ten oznaczał dominację polskiej kultury i marginalizację litewskiej.

O tym, że powieść pada na grunt polsko-litewskiego dialogu, świadczy artykuł „Kocham Polskę” byłego premiera Litwy Andriusa Kubiliusa (opublikowany w portalu Delfi.lt, a przedrukowany w skróconej wersji w „Wyborczej” 7 marca), który się na nią powołuje:

„Przywracając kompletną historię Litwy, nie możemy uciekać od historycznej rzeczywistości, którą ujrzeć możemy na starym Cmentarzu Bernardyńskim w Wilnie (z samymi polskimi inskrypcjami na grobach) albo odczuć w trakcie lektury »Silva rerum« – wspaniałych wywodów kulturowych Sabaliauskaitė o Wilnie w wiekach XVII i XVIII. Wilno w owych czasach słynęło z bogatej kultury polskiej i żydowskiej, a nie tylko etnicznej kultury litewskiej. Język polski był językiem miast, litewski – językiem wsi. Paradoksy historii zrządziły, że od czasów Giedymina Litwa szybko poszerzająca swe włości o ziemie ruskie, przejęła w swej administracji państwowej obowiązujący na tamtych terenach język staroruski. Później, po Unii Lubelskiej, język Rusinów w sposób naturalny wypycha język polski towarzyszący Kościołowi Katolickiemu, a później panujący na Uniwersytecie Wileńskim. Tak oto język polski staje się językiem litewskich elit. Ale to nadal była Litwa i Adam Mickiewicz, który po polsku wypowiedział najpiękniejsze wyznanie miłości do Litwy »Litwo, Ojczyzno moja!«, był największym piewcą Litwy, aczkolwiek nie litewskim poetą”.

Sabaliauskaitė przywraca Rzeczpospolitą Obojga Narodów do masowej świadomości. Czytając ją trudno nie myśleć o polsko-litewskim dialogu i stosunkach polsko-litewskich, jednak nie warto sprowadzać dyskusji do tylko nich. Szkoda byłoby bardzo przyjemnej literatury.

Kristina Sabaliauskaitė, „Silva rerum”, Znak, Kraków 2015, tłum. Izabela Korybut-Daszkiewicz