O tym, że udawanie się ze sprawą do sądu jest ostatecznością, którą powinny poprzedzić najzwyklejsze ludzkie rozmowy i próby porozumienia, przypominać chyba nie trzeba. Sytuacja odwrotna dowodzi, że żyjemy w społeczeństwie, w którym normalne relacje uległy zniszczeniu, a zaufanie międzyludzkie jest dramatycznie niskie.

Postępowanie sądowe w sprawie, którą abp. Józefowi Michalikowi wytoczyła Małgorzata Marenin, feministka i działaczka Twojego Ruchu, zostało we wtorek umorzone. Sąd uznał, że wypowiedź arcybiskupa, w której problem pedofilii powiązał z feminizmem, nie wyczerpuje znamion czynu zabronionego. Przypomnijmy, chodziło o wypowiedź, która padła podczas mszy we wrocławskiej katedrze w październiku ubiegłego roku. Wymieniając czynniki odpowiedzialne za pedofilię, abp Michalik kilka zdań poświęcił feministkom i ideologii gender: „Już kilkanaście najwyższych uniwersytetów w Polsce wprowadziło wykłady z tej nowej i niezbyt jasnej ideologii. Jej programową radę stanowią najbardziej agresywne polskie feministki, które od lat szydzą z Kościoła i etyki tradycyjnej, promują aborcję i walczą z tradycyjnym modelem rodziny i wierności małżeńskiej”. Arcybiskup powiedział wówczas także: „Karygodne są nadużycia dorosłych wobec dzieci, o których wciąż mówią media. Jednak nikt nie zwraca uwagi na przyczyny tych zachowań. To pornografia i fałszywa miłość w niej pokazywana, brak miłości rozwodzących się rodziców i promocja ideologii gender”. Małgorzata Marenin stwierdziła, że tą wypowiedzią została obrażona jako feministka i jako kobieta po rozwodzie samotnie wychowująca dziecko.

Owszem, dopatrywanie się związku między pedofilią a gender wydaje mi się pomysłem co najmniej dziwnym. Wypowiedzi, w których przedstawiciele Kościoła, zamiast uderzyć się w piersi i przyznać, że lekceważenie problemu pedofilii w Kościele istnieje i że należy przedsięwziąć w tej sprawie konkretne kroki, szukają winnych wszędzie naokoło, są według mnie wysoce niestosowne. W pomyśle, by za powyższą wypowiedź pozywać abp. Michalika, trudno mi jednak dopatrzyć się czegoś więcej niż prowokacji i chęci wykazania, że hierarchowie nie są nietykalni. Decyzję sądu można było przecież z góry przewidzieć – słowa abp. Michalika nie uderzały personalnie w osobę Małgorzaty Marenin, były opinią sformułowaną bardzo ogólnie. Nie zaskakuje więc wyjaśnienie sędzi Anny Statkiewicz: „Nie każda wypowiedź budząca wątpliwość stanowi naruszenie prawa. Swoboda wypowiedzi nie może ograniczać się tylko do poglądów odbieranych przychylnie, do takich, które nie budzą sprzeciwu. Nie dotyczy tylko wypowiedzi mądrych i uzasadnionych”.

Wrażenie, że celem całej sprawy było symboliczne uderzenie w arcybiskupa, potwierdza komentarz Jana Hartmana, jednego z liderów Twojego Ruchu: „To przełom i wielkie zwycięstwo, bo po raz pierwszy biskup polski, który dopuszcza się oszczerstw i pomówień, stanął za to przed sądem i był nazywany przez sędzię «panem oskarżonym»”.

O tym, że udawanie się ze sprawą do sądu jest ostatecznością, którą powinny poprzedzić najzwyklejsze ludzkie rozmowy i próby porozumienia, przypominać chyba nie trzeba. Sytuacja odwrotna dowodzi, że żyjemy w społeczeństwie, w którym normalne relacje uległy zniszczeniu, a zaufanie międzyludzkie jest dramatycznie niskie. Nie sądzę jednak, żeby tego rodzaju argumenty przekonały tych, którzy podobnie jak prof. Jan Hartman w związku ze stanięciem arcybiskupa przed sądem odczuli satysfakcję. Ludziom tak wykształconym i utytułowanym znana jest jednak niewątpliwie zasada etyczna sformułowana przez Kanta: „Postępuj zawsze według takiej maksymy, abyś mógł zarazem chcieć, by stała się ona podstawą powszechnego prawodawstwa”. Możemy sobie teraz wyobrazić, że satysfakcję z wytaczania procesów zechce poczuć także druga strona i że również ona przyjmie strategię dążenia do przełomów i wielkich, symbolicznych zwycięstw na drodze sądowej. Czym bowiem wypowiedź abp. Michalika pod względem wewnętrznej logiki (czy jej braku) i stopnia uderzania w szeroką grupę ludzi różni się od słów prof. Magdaleny Środy, która kiedyś wyraziła przekonanie, że Kościół jest winien przemocy w rodzinie? Jeśli zaczniemy wykorzystywać wszystkie niemądre i nieuzasadnione wypowiedzi naszych światopoglądowych przeciwników po to, by ciągać ich przed sąd, o zdrowym społeczeństwie możemy tylko pomarzyć.