Czy odbywające się czasami w kościołach koncerty śpiewów patriotycznych są pod jakimś względem lepsze niż pokaz mody? Wszak pokaz mody to niekoniecznie tylko komercja, ale także jakiś rodzaj sztuki, a pieśni patriotyczne również nie wydają się wcale koncentrować uwagi na Tym, Kto jest w tym miejscu najważniejszy (chyba że akurat śpiew jest jednocześnie modlitwą).

O tym, że w warszawskiej parafii św. Augustyna odbył się w piątek 8 listopada pokaz mody Macieja Zienia, nie wiedzą chyba tylko ci, którzy odcięli się od wszelkiego kontaktu z mediami (zob. oświadczenie kurii w tej sprawie). Wydarzenie to zbiegło się w czasie z protestami przeciw wystawionej w CSW pracy Jacka Markiewicza „Adoracja” (zob. oświadczenie kurii w tej sprawie).

Czemu nie dołączam się do głosu oburzonych pracą Markiewicza, a pokaz mody odbywający się w kościele jednak mnie razi? − zastanawiałam się, oglądając zdjęcia modelek przechadzających się główną nawą i fotografie Madoxa, celebryty, który na pokaz dotarł ubrany w koloratkę i quasi-sutannę.

Myślę, że znalazłam odpowiedź na to pytanie. Najpierw jednak przywołam fragment z „Transatlantyku” Witolda Gombrowicza, który w mojej wyobraźni doskonale koresponduje z piątkowymi wydarzeniami (co oczywiście nie znaczy, że oddaje to ich realny przebieg): „Owóż pierwsza szła dama w gronostajowej pelerynie z piórami strusiemi, pawiemi i z dużą sakiewką, tuż obok kilku Lizusów, a za Lizusami kilku Sekretarzów, dalej kilku Skrybów i kilku Błazenków, którzy w bębenki uderzali. Tyż między niemi człowiek Czarno Ubrany, a widać znaczniejszy, bo gdy wszedł, głosy słyszeć się dały: «Gran escritor, maestro», «Maestro, maestro»… i z tego powodu chybaby na kolana padli; lecz ciasteczka jedli. Zaraz tyż koło słuchaczów się wytoczyło, on zaś pośrodku silnie Celebrować zaczął”.

Celebrować zaczął samego siebie − dodajmy. To, co tak mnie razi w pokazie mody w parafii św. Augustyna, to fakt, że celebrowano tam co innego niż obecność samego Boga. Dokładnie rzecz biorąc, wiele osób celebrowało tam siebie i zrobiło wszystko, aby to na siebie zwrócić uwagę. Praca Jacka Markiewicza tymczasem (pomijając już fakt, że nie znalazła się w samej świątyni, ale w galerii sztuki, co istotnie zmienia postać rzeczy) wydaje się cały czas koncentrować na sferze sacrum. Zarówno w moim odczytaniu w kluczu radykalnej bliskości Boga (o czym pisałam w tekście „Problemy z adoracją”), jak też według intencji samego autora, która nawiązywała do sporów ikonoklastycznych, zasadniczym tematem jest sam Bóg i stosunek do Niego. Nawet jeśli relacja do sacrum będzie tu pełna buntu, oparta na zupełnym odwróceniu wektorów, mimo wszystko to sam Bóg stoi w centrum tej pracy.

W publikowanym w „Tygodniku Powszechnym” komentarzu do sprawy pokazu mody ks. Andrzej Draguła napisał: „Być może podjęcie takiej decyzji jest owocem pewnej atmosfery przyzwolenia na «wypożyczanie» kościołów na koncerty, wystawy, różnego rodzaju przeglądy. Przepisy normujące te kwestie są bardzo rygorystyczne i dobrze byłoby sobie je przypomnieć”. Istotnie, wydaje się, że pokaz mody w parafii św. Augustyna powinien dać wszystkim do myślenia w znacznie szerszym zakresie niż samo gorszenie się akurat pokazami mody w tym miejscu. Czy odbywające się czasami w kościołach koncerty śpiewów patriotycznych są pod jakimś względem lepsze niż pokaz mody? Wszak pokaz mody to niekoniecznie tylko komercja, ale także jakiś rodzaj sztuki, a pieśni patriotyczne również nie wydają się wcale koncentrować uwagi na Tym, Kto jest w tym miejscu najważniejszy (chyba że akurat śpiew jest jednocześnie modlitwą).

Decydując o tym, co w kościele może mieć miejsce, a co nie może, jak mi się wydaje, kryterium rozstrzygającym powinno być właśnie to, kto będzie na sobie skupiał uwagę. Inaczej mówiąc, czy elementem danego wydarzenia albo wręcz jego celem nie będzie to, że w centrum stanie kto inny niż Bóg. To pytanie dotyczy całej gamy pomysłów, takich jak organizowanie w kościołach wykładów, odczytów, przedstawień i wystaw. Do nich także odnieść można by ten sam klucz weryfikacji, podobnie zresztą jak do samych homilii, w których przecież również niejednokrotnie, niczym u Gombrowicza, ktoś „pośrodku silnie Celebrować zaczął”. Celebrować zaczął samego siebie − dodajmy…