Uprzedzając większy tekst na ten temat, postanowiłem jednak podjąć go – choćby w skrócie – tutaj. A sprowokował mnie wrzucony na Facebook obrazek. Widać na nim premiera Donalda Tuska przyjmującego Komunię Świętą. Z jego głowy wyłania się komiksowy dymek, a w nim jedno słowo „Shit!”, które nie wymaga chyba tłumaczenia. Pod zdjęciem podpis: „To co ja miałem przyjąć, komunię czy komunę?”.

Nie, nie chodzi mi o autora tego montażu ani o to, „co autor chciał przez to powiedzieć”. Nie chodzi mi o jego brak wrażliwości religijnej, estetycznej, która kazała mu użyć aż tak radykalnej formy, by powiedzieć to, co powiedział. Nic nie wiem o jego wierze, nic też nie mogę powiedzieć o jego intencjach.

Ale Facebook to miejsce „udostępniania”. Jego użytkownicy chcą się często dzielić tym, co uznają za ciekawe, trafne, interesujące, wyrażające ich myśli. Znajdują coś, z czym się utożsamiają, wrzucają na Fejsa i klikają lajka. O tych ludziach wiemy już o wiele więcej niż o autorach cytatów, obrazków, muzyki, które są udostępniane. Obrazki jak ten wyżej opisany pojawiają się na Facebooku bardzo często. Udostępniają je osoby, które przez to, co piszą o sobie i co wrzucają, dają się poznać jako wierzące i pobożne. Jestem pewien, że podobne „zabiegi artystyczne” uznaliby za szokujące, bluźniercze, profanacyjne, gdyby ktoś wykorzystał je niezgodnie z ich wizją świata, na przykład jawnie przeciwko wierze. Okazuje się, że ta wrażliwość ulega natychmiastowemu stępieniu, gdy chodzi o jakieś działania „ewangelizacyjne” bądź takie, gdzie ktoś utożsamiający się z wiarą, Kościołem, chrześcijaństwem chce wyrazić swój pogląd na świat i to, co się na nim dzieje. I nagle to, co u innych bluźniercze, staje się dozwolone, uzasadnione, przyzwoite.

Dlatego szokuje mnie tak samo głęboko brak wrażliwości tego, kto kojarzy zdjęcie osoby przyjmującej Najświętszy Sakrament z wulgaryzmem, jak i tego, kto to zdjęcie udostępnia i – nie daj, Boże – opatruje jeszcze komentarzem „Lubię to!”. Co tu jest do lubienia – pytam? Zniżenie się autora do poziomu kloaki? Skoro nasza wrażliwość na profanację świętości maleje, dlaczego inni mieliby się z nią liczyć?